Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 57 из 90

– Mogę zapłacić temu człowiekowi – zaproponowała szybko LuA

Jackson uśmiechnął się ironicznie.

– Szantażyści to wyjątkowo wredne plemię. Nigdy nie popuszczają ofierze – dorzucił ostro – jeśli nie zastosuje się wobec nich zdecydowanych środków perswazji.

– Panie Jackson, proszę tego nie robić – powtórzyła.

– Czego mam nie robić, LuA

Strach ścisnął LuA

– Dobrze, dziękuję.

– To się cieszę. Zadbajmy, żeby tak pozostało.

– Nie może pan zostawić tego mnie?

– LuA

– Ale ten człowiek nie może nam niczego udowodnić. A nawet gdyby mógł, to panu i tak nic nie grozi. Ja może pójdę do więzienia, ale nie pan. Do diabła, nawet nie wiem, kim pan jest!

Jackson wstał i wydął wargi. Przez chwilę gładził krawędź narzuty na łóżko.

– Piękna robota – skomentował. – Indiańska, prawda?

I nagle LuA

– Potencjalnym rozwiązaniem byłoby uśmiercenie całej waszej dwunastki. Nasz wścibski przyjaciel uderzyłby wtedy głową w mur. Nie zapominaj, że upłynął dziesięcioletni okres obowiązywania naszej umowy. Kapitał w postaci wygranej na loterii został już przelany na konto w szwajcarskim banku, które otworzyłem na twoje nazwisko. Odradzałbym ci zdecydowanie transfer tych pieniędzy do Stanów Zjednoczonych. – Wyjął z kieszeni i

– Odłóż go, LuA

Wypuściła z ręki nóż do papieru i cofnęła się pod ścianę.

Jackson zatrzymał się tuż przed nią. Przyłożył jej lufę pistoletu do lewego policzka, a dłonią w rękawiczce pogłaskał po prawym. Nie było w tym żadnego seksualnego podtekstu. Nawet poprzez rękawiczkę LuA

– Powi

– Nie potrafię zabić kogoś z zimną krwią.

– Wiem. I jest to twoja największa wada, bo tak właśnie trzeba zabijać. – Cofnął rękę. – Przed dziesięcioma laty przeczuwałem, że staniesz się najsłabszym ogniwem w łańcuchu. Ale potem wszystko szło gładko i moje obawy się rozwiały. Teraz stwierdzam, że tamte przeczucia mnie nie myliły. Nawet gdyby nie wisiało nade mną bezpośrednie niebezpieczeństwo wpadki, nie mógłbym patrzeć przez palce, jak ten człowiek cię szantażuje, a może nawet rozszyfrowuje mechanizm manipulowania loterią. Bo to znaczyłoby, że przegrałem. A ja nie przegrywam. Nigdy. I nie pozwolę nikomu na jakąkolwiek ingerencję w moje plany. Taka sytuacja, sama w sobie, byłaby porażką. Poza tym nie mogę dopuścić do zepsucia takiej genialnej inscenizacji. Pomyśl tylko, jakie wspaniałe życie ci podarowałem, LuA

Bez pośpiechu rozwiązał jej pasek u szlafroka i ten się rozchylił, odsłaniając jędrne piersi LuA

– Oczywiście najrozsądniej byłoby cię zabić. Tu i teraz. Zresztą, pal licho. – Przystawił jej pistolet do czoła i nacisnął spust.

LuA

– Nie panujesz już tak nad swoimi nerwami jak kiedyś podczas naszego ostatniego spotkania, LuA

LuA

Uznał jej milczenie za odpowiedź twierdzącą.

– Bo przeczuwam, że przeznaczone ci odegrać wielką rolę. Dramatycznie powiedziane, ale taki już jestem. Chyba sobie na to pozwolę. Zresztą jeśli się dobrze zastanowić, sam cię przecież stworzyłem. Czy mieszkałabyś w tym domu, mówiła i myślała jak osoba wykształcona, podróżowała po świecie, ile dusza zapragnie, gdyby nie ja? Oczywiście, że nie. Zabijając ciebie, zabiłbym w efekcie cząstkę siebie. A tego wolałbym uniknąć. Tak czy inaczej pamiętaj, że dzikie zwierzę schwytane w potrzask, jeśli nie ma już i

Kiwnęła szybko głową.

– Mówię w tej chwili poważnie, LuA

Oderwała się od ściany i odwróciła jak w transie.

– Aha, LuA

– Miej na uwadze, że jeśli nie uda się nam zażegnać tego problemu i będę musiał wyeliminować słabe ogniwo, nic mnie nie powstrzyma. – Zerknął złowieszczo na ścianę sypialni, za którą spała Lisa. Spojrzał znowu na LuA

LuA

Dziwne, ale ta myśl ją otrzeźwiła. Popatrzyła na drzwi. Stał za nimi człowiek, do którego była podobna bardziej, niżby się z pozoru wydawało. Oboje mieli swoje tajemnice; oboje swoje ogromne majątki zdobyli na drodze nielegalnych machinacji. Oboje wyrastali ponad przeciętność zarówno intelektualnie, jak i fizycznie. I co może najbardziej znamie

Podniosła się powoli. Jeśli Jackson waży się kiedykolwiek podnieść rękę na Lisę, to najpierw będzie musiał zabić ją, LuA

LuA

Musiała porozmawiać z Charliem. Wślizgnęła się do sypialni starego przyjaciela i delikatnie go rozbudziła.

– Mieliśmy przed chwilą gościa.

– Co? Kogo?

– A łudziliśmy się, że nas nie znajdzie – powiedziała z rozpaczą.

Zaspany Charlie, kiedy dotarło do niego znaczenie tych słów, jak pchnięty sprężyną poderwał się do pozycji siedzącej, nieomal strącając przy tym lampę z nocnego stolika.

– Boże, był tu?! Jackson tu był?!

– Zastałam go w swojej sypialni, kiedy wyszłam spod prysznica. Chyba jeszcze nigdy w życiu tak się nie przestraszyłam.

– O Boże, LuA

– Nie mam pojęcia, ale o wszystkim wie. Wie o człowieku, który mnie ścigał. Wie o Riggsie. Ode mnie dowiedział się o liście zwycięzców loterii. Próbowałam kłamać, ale nie dał się wyprowadzić w pole. Zagroził, że wymorduje wszystkich domowników, jeśli nie powiem mu prawdy.