Страница 52 из 90
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI
Riggs tylko przez moment widział twarz odjeżdżającego spod chaty Charliego, ale to mu wystarczyłoby nabrać pewności, że coś się musiało stać. Coś bardzo złego, Kiedy rangę rover zniknął mu z oczu, spojrzał znowu na chatę. Zajrzeć do niej czy nie? Mógłby tam znaleźć odpowiedź na wiele nurtujących go pytań. Miał już rzucić monetą, kiedy rozwój sytuacji kazał mu przywarować z powrotem za krzakami i podjąć rolę obserwatora.
LuA
Pobiegła wzrokiem w kierunku drogi. Czy wiedziała, że Charlie tu był i już odjechał? Prawdopodobnie nie. Jednak z jej twarzy nie dało się niczego wyczytać.
Przez jakiś czas obserwowała uważnie chatę, a potem podkradła się do szopy. Zajrzała przez to samo okienko, co wcześniej Charlie, i zobaczyła hondę. Zgarnęła z parapetu trochę brudu i kurzu i zamazała szybę w miejscu przetartym przez Charliego. Riggs obserwował jej poczynania z rosnącym podziwem. Chyba nawet jemu nie przyszłoby to do głowy. Charlie w każdym razie nie pomyślał o tym.
LuA
Zsunęła się cicho z parapetu na podłogę i natychmiast przykucnęła. Widziała stąd kuchnię. Słuch miała tak wyostrzony, że gdyby w chacie ktoś był, usłyszałaby z pewnością jego oddech. Ruszyła na palcach i zatrzymała się w progu pomieszczenia, które było chyba jadalnią, ale urządzono w nim gabinet. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na wycinki przypięte do korkowej tablicy. Sunąc wzrokiem po pokoju, czuła, że tu chodzi o coś więcej niż zwyczajny szantaż.
– Ożeż ty. – Z tymi słowami na ustach Riggs przypadł do ziemi i wlepił przerażony wzrok w chryslera, który pojawił się nie wiadomo skąd i mijał właśnie jego kryjówkę. Od razu rozpoznał mężczyznę za kierownicą, pomimo że ten zgolił brodę. Niewiele myśląc, porwał strzelbę i puścił się pędem do swojego cherokee.
Usłyszawszy nadjeżdżający samochód, LuA
– Cholera!
Chrysler wyjechał zza węgła i zatrzymał się za chatą. Kierowca wysiadł i skierował się do tylnych drzwi. W prawej ręce trzymał pistolet. LuA
Donovan wsunął klucz w zamek. Gdyby zajrzał do środka przez szybkę w drzwiach, natychmiast zauważyłby LuA
LuA
LuA
Omal nie krzyknęła, bo naraz czyjaś dłoń ścisnęła ją za ramię.
– Gdzie twój koń? – Głos Riggsa był opanowany i spokojny.
Obejrzała się. Strach ulotnił się tak samo szybko, jak się pojawił.
– Jakieś sto jardów stąd. – Wskazała ruchem głowy na leśny gąszcz. – To alarm w twoim wozie?
Riggs kiwnął głową. W ręce trzymał kluczyki od swojego samochodu. Spoglądając na przemian to za oddalającym się Donovanem, to w kierunku, w którym mieli uciekać, Riggs wstał i pociągnął za sobą LuA
– Do biegu, gotowi, start!
Wypadli z kryjówki i popędzili przez otwartą przestrzeń. Riggs, który biegł, nie odrywając wzroku od pleców Donovana, potknął się o korzeń i runął jak długi. Padając, nacisnął przypadkowo palcem przycisk wyłączania alarmu na kółku z kluczykami. Donovan zatrzymał się jak wryty, odwrócił na pięcie i zobaczył ich. LuA
– Hej! – wrzeszczał. – Stać, do jasnej cholery!
Machał pistoletem, ale strzelać nie zamierzał. Nie był mordercą.
LuA
– Jak widzę, to twój rutynowy sposób postępowania w tego rodzaju sytuacjach – przerwał milczenie Riggs, kiedy odprowadziwszy Joy do stajni, szli w stronę głównego domu. – Włamać się. Pomyszkować. Właściwie nie powi
Nie odwróciła wzroku. Patrzyła mu wyzywająco w oczy.
– Do ciebie się nie włamałam. I nie przypominam sobie, żebym cię prosiła o to, byś za mną jeździł.
– Pojechałem tam za Charliem, nie za tobą – skorygował. – I bardzo dobrze zrobiłem, nie sądzisz? Drugi raz w ciągu dwóch dni. W tym tempie w tydzień wykorzystasz wszystkie swoje dziewięć żywotów.
LuA
Ona też przystanęła i na moment spuściła głowę. Kiedy znowu podniosła wzrok, minę miała już łagodniejszą.
– Dziękuję ci. Po raz dragi. Ale zapewniam cię, im dalej będziesz się trzymał od naszej trójki, tym lepiej dla ciebie. To ogrodzenie już nieaktualne. Raczej tu nie zostaniemy. Ale nie martw się, zapłacę ci. – Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, starając się stłumić uczucia obce jej od tak dawna, że teraz po prostu ją przerażały. – Powodzenia, Matthew. – Odwróciła się i ruszyła w kierunku domu.
– Catherine? – Nie obejrzała się. – Catherine – powtórzył.
Zatrzymała się.
– Raczyłabyś mi powiedzieć, co tu się właściwie dzieje? Może będę mógł ci pomóc.
– Nie sądzę.
– Nigdy nie wiadomo.
– Ja wiem, zapewniam cię. Ruszyła.
– Hej! – zawołał za nią Riggs. – Może nie zauważyłaś, ale nie mam czym wrócić do domu.
Odwróciła się i rzuciła mu kluczyki. Riggs chwycił je zręcznie w locie.
– Weź mój wóz. Stoi przed domem. Zatrzymaj go, jak długo będzie ci potrzebny. Mam drugi.
Z tymi słowami odwróciła się i weszła do domu. Riggs, kręcąc głową, schował kluczyki do kieszeni.
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI
– Gdzieś ty, u licha, była? – Charlie stał w drzwiach swojego gabinetu, opierając się ramieniem o framugę. Był blady.
– Tam gdzie ty – odparła LuA
– Co? LuA
– Nie byłeś tam sam. Riggs cię śledził. Jeśli chcesz wiedzieć, po raz drugi ocalił mi życie. Jeśli dojdzie do tego jeszcze raz, zastanowię się poważnie, czy go nie poślubić.
Charlie pobladł jeszcze bardziej.
– Wchodził do chaty?
– Nie, ale ja tam weszłam.
– I co widziałaś? – spytał nerwowo Charlie.
LuA
– Nie chcę, żeby Lisa słyszała.
Charlie zamknął drzwi. Podszedł do barku i nalał sobie drinka. LuA
– Najwyraźniej widziałeś więcej ode mnie – odezwała się po chwili.
Odwrócił się twarzą do niej i jednym chaustem wychylił drinka.
– Wycinki prasowe na temat loterii?! Morderstw?!
LuA
– Widziałam je. Po wczorajszym spotkaniu z tym człowiekiem nie byłam wcale zdziwiona.
– Ja też nie.
– Ale wychodzi na to, że nie wszystko zauważyłam. Spojrzała na niego znacząco, siadając na sofie. Splotła ręce na kolanach i zmobilizowała się wewnętrznie.
Na twarzy Charliego malował się lęk, zupełnie jakby przebudził się z koszmarnego snu i stwierdził, że to wcale nie był sen.
– Widziałem nazwiska. Całą listę nazwisk. Było na niej twoje. – Urwał i odstawił szklankę. Dłonie mu drżały. LuA
LuA
Charlie usiadł obok niej i pogładził wielką łapą po plecach.
Przytuliła się do niego.
– Musimy wyjechać, Charlie – powiedziała udręczonym głosem. – Musimy się spakować i uciekać. Jeszcze dziś.