Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 49 из 90

Odwrócił się, kiedy otworzyły się dwuskrzydłowe drzwi. Pierwsze spotkanie z tą kobietą na stryszku stodoły nie przygotowało go na to drugie.

Złote włosy opadały kaskadą na poszerzane ramiona czarnej sukienki sięgającej do pół łydki i podkreślającej dyskretnie linie smukłego, zgrabnego ciała. Riggsowi przemknęło przez myśl, że strój ten byłby tak samo odpowiedni na targi stanowe, jak i na kolację w Białym Domu. Do tego czarne pantofelki na niskim obcasie. Kojarzyła mu się ze zwi

Dziwne, ale ledwie widoczna blizna na szczęce czyniła ją w jego oczach jeszcze bardziej pociągającą. Może dlatego, że sugerowała jakieś dramatyczne przejścia w przeszłości.

– Cieszę się, że zdołał się pan wyrwać – powiedziała, podając mu rękę. Riggsa zdumiała siła jej uścisku. Odniósł wrażenie, że te długie palce połykają jego dużą, pokrytą odciskami dłoń. – Wiem, że przedsiębiorcy budowlani mają w ciągu dnia wiele niecierpiących zwłoki spraw. Nigdy nie macie czasu dla siebie.

Riggs obrzucił znaczącym spojrzeniem ściany oraz sufit biblioteki.

– Słyszałem, że przeprowadzała tu pani generalny remont.

– Charlie nad wszystkim czuwał. Ale moim zdaniem poszło to dosyć sprawnie. W każdym razie z efektu końcowego jestem zadowolona.

– Nie wątpię.

– Lunch będzie gotowy za pięć minut. Sally poda go na tylnej werandzie. Jadalnia jest obliczona na pięćdziesiąt osób i w trójkę czulibyśmy się w niej chyba trochę nieswojo. Napije się pan czegoś, zanim siądziemy do stołu?

– Nie, dziękuję. – Wskazał na fotografie. – To pani córka czy młodsza siostra?

Zarumieniła się.

– Córka – odparła, siadając na sofie. – Ma na imię Lisa i w tym roku skończyła dziesięć lat. Aż się wierzyć nie chce, jak ten czas leci.

Riggs spojrzał na nią taksująco.

– Musiała pani być bardzo młoda, kiedy ją urodziła.

– Młodsza, niżby wypadało, ale nie żałuję. A pan ma dzieci?

Riggs pokręcił głową i spuścił oczy na swoje dłonie.

– Jakoś się nie złożyło.

LuA

– A żona…

– Jestem rozwiedziony – wpadł jej w słowo. – Już od prawie czterech lat. – Włożył ręce w kieszenie i znowu przesunął wzrokiem po pomieszczeniu. Wyczuwał, że ona robi to samo. – A pani? – zapytał, znowu na nią spoglądając.

– Jestem wdową.

– Przepraszam.

Wzruszyła ramionami.

– To stare dzieje – powiedziała zwyczajnie. W jej głosie odezwała się jednak nutka świadcząca, że czas nie zatarł do końca żalu po tej stracie.

– Pani Savage…

– Proszę mi mówić Catherine. – Uśmiechnęła się figlarnie. – Wszyscy moi przyjaciele tak robią.

Też się uśmiechnął i usiadł obok niej.

– A gdzie Charlie?

– Wyjechał coś załatwić. Ale wróci na lunch.

– To twój wuj?

LuA

– Jego żona zmarła dawno temu. Oboje moi rodzice też nie żyją. Właściwie tylko my zostaliśmy z całej rodziny.

– Twój zmarły mąż musiał być majętnym człowiekiem. Albo to ty jesteś bogata. Wybacz, jeśli brzmi to trochę obcesowo. – Riggs uśmiechnął się. – Ale albo ty, albo któreś z was wygrało na loterii.

Dłoń LuA

– Mój mąż był genialnym biznesmenem i umierając, pozostawił mnie dobrze zabezpieczoną finansowo. – Zdołała jakoś zapanować nad głosem.

– To widać – przyznał Riggs.

– A ty? Mieszkasz tu od urodzenia?

– No nie, myślałem, że po naszym wczorajszym spotkaniu prześwietlisz na wylot mój życiorys.

– Niestety, nie mam pod tym względem takich jak ty możliwości. Nawiasem mówiąc, nie sądziłam, że przedsiębiorcy budowlani mają taką wprawę w zdobywaniu informacji. – Patrzyła mu prosto w oczy.

– Sprowadziłem się tutaj przed pięcioma laty. Terminowałem u miejscowego budowlańca, który nauczył mnie zawodu. Kiedy trzy lata temu zmarł, rozkręciłem własny interes.

– Pięć lat. A więc żona mieszkała tu z tobą rok.

Riggs pokręcił głową.

– Rozwiedliśmy się ostatecznie cztery lata temu, ale wcześniej przez czternaście miesięcy byliśmy w separacji. Ona nadal mieszka w Waszyngtonie. Prawdopodobnie już tam zostanie.

– Ma coś wspólnego z polityką?

– Nie, jest prawniczką. Wspólniczką w wielkiej kancelarii. Ale ma paru klientów z politycznych kręgów. Robi karierę.

– No to musi być naprawdę dobra. W tym zawodzie nadal dominują mężczyźni. I nie tylko w tym.

Riggs wzruszył ramionami.

– Jest inteligentna i ambitna. Chyba przez to rozpadło się nasze małżeństwo. Przeszkadzało jej w karierze.

– Rozumiem.

– Nie jest to oryginalna historia, ale nic na to nie poradzę. Przeniosłem się tutaj i wcale tego nie żałuję.

– Wnoszę z tego, że lubisz swoją pracę.

– Czasami wychodzi mi bokiem, jak każda praca. Ale, owszem, lubię ją. Mam szczęście, wyrobiłem sobie dobrą markę i interes jakoś się kręci. Jak ci zapewne wiadomo, okolica jest zamożna i była taka, zanim ty się tu sprowadziłaś.

– Również odniosłam takie wrażenie. Cieszę się, że powiodła ci się zmiana zawodu.

Przetrawiał przez chwilę jej słowa, wydymając usta i zaciskając pięści. Potem zachichotał.

– Pozwól, że zgadnę. Słyszałaś pewnie, że byłem dawniej albo agentem CIA, albo międzynarodowym płatnym zabójcą, który nagle postanowił się ustatkować i przerzucił się na machanie młotkiem i piłowanie.

– Przyznam, że tej wersji z płatnym zabójcą nie słyszałam.

Uśmiechnęli się do siebie przelotnie.

– Widzisz, wystarczy powiedzieć ludziom całą prawdę, a przestaną spekulować.

Nie chciało jej się wierzyć, że to powiedziała. Spojrzała na niego niewi

– Wychodzisz z założenia, że dbam o to, co ludzie na mój temat spekulują. Ale się mylisz.

– Jesteś ponad to, jak rozumiem.

– Życie nauczyło mnie robić swoje i nie przejmować się tym, co i

– Jak rozumiem, nie rozstaliście się z żoną w przyjaźni?

– Nie zrozum mnie źle – odparł, nie patrząc na nią – ale czasami śmierć jednego z małżonków jest mniej bolesna niż rozwód. Chociaż jedno i drugie jest na swój sposób przykre.

Spojrzał na swoje dłonie. Z jego słów przebijała szczerość i w LuA

– Rozumiem – mruknęła.

Riggs milczał. Widać było, że najchętniej zmieniłby temat. LuA

– Lunch chyba już gotowy. Może po posiłku obejrzysz teren za domem. Chcę tam wybudować małe studio.

Wstała, Riggs też. Był najwyraźniej rad, że nie musi ciągnąć tej rozmowy.

– Chętnie, Catherine. W mojej branży każde zlecenie wita się z otwartymi ramionami.

Idąc na tyły domu, spotkali Charliego. Obaj mężczyźni podali sobie ręce.

– Miło cię znowu widzieć, Matt. Mam nadzieję, że apetyt dopisuje. Sally dobrze karmi.

Lunch upłynął na delektowaniu się daniami i drinkami oraz na rozmowie o sprawach lokalnych. Riggs zauważył jakąś nieokreśloną energię przepływającą pomiędzy Lu A

– A więc, ile czasu zajmie ci stawianie tego ogrodzenia, Matt? – spytał Charlie.

Stali z Riggsem na tarasie na tyłach domu. Po lunchu LuA

Zanim Riggs zdążył odpowiedzieć, Charlie podsunął mu cygaro.

– Palisz?

– Po takim posiłku – odparł Riggs, przyjmując je – i w taki wspaniały dzień skusiłbym się, nawet gdybym nie palił. – Odciął koniuszek szczypczykami, które podał mu Charlie, i palili przez chwilę w milczeniu.

– Z tydzień potrwa wkopywanie wszystkich słupów. Ze dwa karczowanie ziemi, montaż i stawianie ogrodzenia z cementowaniem słupów włącznie. Do tego tydzień na założenie bramy i zainstalowanie systemów bezpieczeństwa. W sumie miesiąc. Na tyle mniej więcej szacowałem termin w kontrakcie.

Charlie obrzucił go spojrzeniem.

– Wiem, ale czasami papiery swoje, a życie swoje.

– Tak to już jest w budownictwie – przyznał Riggs. Pociągnął cygaro. – Ale przed mrozami skończymy, a i ukształtowanie terenu nie jest takie złe, jak początkowo sądziłem. – Zawiesił głos i zerknął na Charliego. – Wracając do wczorajszego incydentu, chciałbym dostać w swoje ręce tego łobuza. Ty pewnie też.

Było to otwarte zaproszenie do dyskusji i Charlie nie omieszkał z niego skorzystać.

– Siądźmy, Matt – wskazał na dwa białe krzesła z kutego żelaza stojące przy balustradzie i sam usiadł ostrożnie na jednym. – Boże, diabelnie niewygodne te klamoty, a można by pomyśleć, że zrobione ze złota, tyle za nie żądają. Dekorator wnętrz, którego zatrudniliśmy, miał chyba jakiegoś hopla na ich punkcie. – Palił przez chwilę cygaro, wodząc wzrokiem po krajobrazie. – Cholera, pięknie tutaj.