Страница 41 из 90
LuA
– O czym pan mówi?
Riggs zamrugał powiekami i cofnął się.
– O samochodzie, który panią ścigał.
LuA
– Widziałam, jak ta ciężarówka i jeszcze jeden samochód dziwnie się na szosie zachowywały, ale się nie zatrzymałam. Wolałam się do tego nie mieszać.
Riggsowi odebrało na chwilę głos.
– Blokowałem tę hondę, bo kierowca wyraźnie chciał panią zepchnąć z drogi – wyrzucił z siebie w końcu. – Mało brakowało, a zrobiłby to również ze mną.
– Bardzo mi przykro, ale naprawdę nie wiem, o czym pan mówi. Nie sądzi pan, że zauważyłabym, gdyby ktoś próbował zepchnąć mnie z drogi?
– Twierdzi więc pani, że zawsze jeździ osiemdziesiątką po krętych górskich drogach, ot tak, dla zabawy?! – zaperzył się Riggs.
– Mój sposób prowadzenia nie powinien pana interesować – odparowała. – Za to mnie ma chyba prawo zainteresować, co sprowadza pana na teren mojej posiadłości.
– Ten pan stawia nam ogrodzenie – wtrącił się Charlie.
LuA
– To radzę panu skupić się na tym zadaniu i nie zawracać nam głowy wyssanymi z palca historyjkami o pościgach.
Riggs poczerwieniał. Chciał coś na to odpowiedzieć, ale się rozmyślił.
– Dobrego dnia pani życzę – mruknął tylko, odwrócił się i pomaszerował do swojego pickupa.
LuA
Kiedy Riggs gramolił się do szoferki pickupa, na podjeździe pojawił się kolejny samochód. Za kierownicą siedziała starsza kobieta, a na tylnym siedzeniu piętrzyły się wypchane papierowe torby. To z pora
Ruszając, Riggs obejrzał się jeszcze na wielki dom. Nie zauważył LuA
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY
Honda zwolniła, zjechała z bocznej drogi, przetoczyła się przez zabytkowy drewniany mostek nad potokiem i zniknęła w leśnej gęstwinie. Antena zahaczyła o obwisłą gałąź i przednią szybę spryskały kropelki rosy. Na wprost, pod baldachimem starych dębów, stała mała, rozpadająca się chatka. Honda skręciła na podwóreczko za chatą i wjechała do znajdującej się tam małej szopy. Po chwili z szopy wyszedł Donovan. Zamknął za sobą drzwi i ruszył w stronę domu.
Idąc, masował sobie dolną część pleców i kręcił szyją, żeby pozbyć się skutków swojej pora
Kim, u diabła, był ten facet z pickupa? Przyjacielem kobiety czy jakimś przypadkowym kierowcą? W każdym razie widziano go i teraz będzie musiał zgolić brodę, i zrobić coś z włosami. Będzie też musiał wynająć i
Napełnił kubek kawą i przeszedł z nim do jadalni, gdzie urządził sobie prowizoryczną pracownię. Na stole stał komputer, drukarka, telefaks i telefon. W kącie piętrzył się stos pudeł z dokumentami. Na dwóch ścianach wisiało kilka korkowych tablic z przypiętymi do nich wycinkami prasowymi.
Głupio zrobił, podejmując pościg. To cud, że nie leżeli teraz oboje martwi w jakimś jarze. Reakcja Tyler zupełnie go zaskoczyła. Teraz, kiedy się już spokojnie nad tym zastanawiał, tak właśnie powi
Nawiązał kontakt z pracownikiem regionalnego lotniska, który miał mu dać znać, gdyby odlatywała stamtąd jakaś kobieta pasująca wyglądem do LuA
Na kominku w wielkiej bibliotece płonął ogień. Wzdłuż trzech ścian ciągnęły się sięgające sufitu półki z klonowego drewna zapchane książkami, kilka przepastnych foteli rozstawiono tak, by tworzyły przytulne kąciki do intymnej rozmowy. LuA
– No, może mi wreszcie powiesz, co się naprawdę tam wydarzyło? – Nie doczekawszy się odpowiedzi, wziął ją za rękę. – Zimna jak lód. Napij się herbaty. – Wstał i podsycał ogień dopóty, dopóki odblask płomieni nie zabarwił mu twarzy na czerwono. Wtedy odwrócił się i spojrzał na LuA
Więź zacieśniająca się między nimi przez ostatnie dziesięć lat pomogła im przebrnąć przez wiele drobniejszych i poważniejszych kryzysowych sytuacji. Byli nierozłączni od chwili, kiedy Charlie dotknął jej ramienia we wznoszącym się w niebo boeingu – 747, aż do powrotu do Ameryki. Chociaż naprawdę miał na imię Robert, wolał zostać Charliem. Zresztą miał Charles na drugie. Jakie zresztą znaczenie ma imię? Jednak ją nazywał LuA
Siadając z powrotem, Charlie skrzywił się z bólu. Zdawał sobie sprawę, że niedołężnieje; odbijała się bezlitosna eksploatacja ciała w młodości. Różnica w latach między nim a LuA
LuA
– To było niedaleko domu. Stał na środku drogi i dawał mi znaki, żebym się zatrzymała.
– I zatrzymałaś się? – spytał z niedowierzaniem Charlie.
– Nie wysiadłam z wozu. Przecież nie mogłam go przejechać. Ale zapewniam cię, że zrobiłabym to, gdyby czegoś próbował albo wyciągnął pistolet.
Charlie założył nogę na nogę i przez jego twarz przemknął kolejny bolesny grymas.
– No, jedz. I pij tę herbatę.
Blada jesteś jak prześcieradło. LuA
– Poprosił mnie na migi, żebym opuściła szybę. Uchyliłam ją kawałeczek i spytałam, czego chce.
– Zaraz, chwileczkę, jak wyglądał?
– Średniego wzrostu, broda, trochę siwiejąca. Okulary w drucianej oprawce. Oliwkowa cera, jakieś osiemdziesiąt kilogramów. Mniej więcej pięćdziesiąt lat. – Drobiazgowe zapamiętywanie wyglądu spotykanych osób stało się przez ostatnie dziesięć lat drugą naturą LuA
Charlie zanotował sobie w pamięci ten opis.
– Mów dalej.
– Powiedział, że szuka posiadłości Brillstein Estate. – Urwałaby pociągnąć łyk herbaty. – Odparłam, że to nie tutaj.
Charlie pochylił się w przód.
– I co on na to?
LuA
– Powiedział, że kogoś szuka.
– Kogo? – spytał Charlie. – Kogo? – powtórzył, kiedy LuA
Po chwili podniosła na niego oczy.
– LuA
Charlie wyprostował się. Strach przed zdemaskowaniem, chociaż czas trochę go w nich przytłumił, tlił się wciąż gdzieś w podświadomości. Teraz buchnął nowym płomieniem.