Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 90

Przepadło. Nieodwołalnie – powiedział Jackson, i ani przez chwilę nie wątpiła, że nie żartował. Zjechała znowu na pobocze, zatrzymała wóz i zrozpaczona wsparła się czołem o kierownicę. Co się stanie z Lisa, kiedy ona pójdzie do więzienia? Durny, durny Duane. Dołował ją za życia, dołuje i po śmierci.

Uniosła powoli głowę i spojrzała na drugą stronę ulicy. Przetarła załzawione oczy, żeby przywrócić sobie ostrość widzenia: oddział banku, przysadzisty, solidny, murowany budynek. Gdyby miała pistolet, na poważnie rozważyłaby ewentualność obrabowania go. Ale nie, to też odpadało. Była niedziela, a w niedzielę banki są pozamykane. Sunęła powoli wzrokiem po frontonie budynku i nagle serce zabiło jej żywiej. Zmianę nastroju, jaka w niej zaszła, porównać można było tylko z narkotykowym kopem.

Na zegarze nad wejściem do banku była za cztery dziesiąta.

Bankierzy cieszą się opinią statecznych, solidnych ludzi, na których można polegać. W Bogu nadzieja, że polegać można również na ich zegarach. Porwała za telefon, drugą rękę wpychając gorączkowo w kieszeń po karteczkę z numerem telefonu. Zdawało się, że koordynacja ruchów zupełnie ją opuściła. Ledwie udało jej się przymusić palce do wystukania numeru na klawiaturze. W jej odczuciu upłynęła cała wieczność, zanim odezwał się pierwszy sygnał. Na szczęście dla jej nerwów słuchawkę po tamtej stronie linii podniesiono, zanim przebrzmiał.

– Zaczynałem już tracić nadzieję, że zadzwonisz, LuA

Wyobraziła go sobie, jak spogląda na zegarek, podziwiając prawdopodobnie zimną krew, z jaką przetrzymała go praktycznie do ostatniej chwili.

Starała się uspokoić oddech.

– Zapomniałam, która godzina. Mnóstwo spraw miałam na głowie.

– Twoja beztroska jest rozbrajająca, chociaż przyznam szczerze, że trochę mnie zadziwia.

– I co teraz?

– Czy aby o czymś nie zapomniałaś?

– O czym? – Na twarzy LuA

– Złożyłem ci pewną ofertę, LuA

– Przyjmuję.

– Cudownie. Zapewniam cię, że nigdy nie pożałujesz tej decyzji.

LuA

– I co teraz? – spytała znowu.

– Gdzie jesteś?

– Bo co? – Obudziła się w niej czujność. – W domu – dorzuciła szybko.

– Świetnie. Pójdziesz do najbliższej kolektury przyjmującej zakłady loteryjne. Wypełnisz jeden kupon.

– Jakie numery mam typować?

– To bez znaczenia. Jak ci zapewne wiadomo, masz dwie możliwości. Albo grasz na chybił trafił, i wtedy maszyna przydziela ci losowo zestaw liczb, albo typujesz dowolne własne numery. W obu wypadkach twoja kombinacja przesyłana jest natychmiast do centralnego komputera i w ciągu sekundy porównywana z zakładami zawartymi do tej pory przez i

– Nie bardzo rozumiem. Myślałam, że powie mi pan, jakie numery typować, żeby wygrać.

– Nie musisz wszystkiego rozumieć, LuA

– A kiedy odbiorę wygraną?

– Najpierw odbędzie się konferencja prasowa…

– Konferencja prasowa?! – LuA

Teraz Jackson już wyraźnie się zniecierpliwił.

– Nigdy nie oglądałaś tego w telewizji? Każdy zwycięzca bierze udział w konferencji prasowej, która odbywa się zazwyczaj w Nowym Jorku. Telewizja transmituje ją na cały kraj, na cały świat. Sfotografują cię z ceremonialnym czekiem, a „potem dzie

– Naprawdę muszę?

– Słucham?

– Nie chcę występować w telewizji.

– Niestety nie masz wyboru. Nie zapominaj, że będziesz o pięćdziesiąt milionów dolarów bogatsza. Oni wychodzą z założenia, że za takie pieniądze możesz się poświęcić i pokazać na jednej konferencji prasowej. I szczerze mówiąc, mają rację.

– Czyli muszę?

– Bezwzględnie.

– A muszę występować pod prawdziwym nazwiskiem?

– A dlaczego miałabyś używać i

– Mam swoje powody, panie Jackson. No więc, muszę?

– Tak! Istnieje pewna zasada, LuA

LuA

– No trudno, ale kiedy odbiorę tę wygraną?

Jackson nie odzywał się przez dłuższą chwilę, a LuA

– Słuchaj pan, tylko bez żadnych krętactw! Co z tą przeklętą wygraną?

– Spokojnie, LuA

– Ale ja nie mam żadnego konta. Nigdy nie miałam dość forsy, żeby je sobie otworzyć.

– Uspokój się, LuA

– A jak się dostanę do Nowego Jorku?

– Dobre pytanie, ale jestem na nieprzygotowany. W pobliżu twojego miejsca zamieszkania nie ma żadnego lotniska, jest za to dworzec autobusowy. Wsiądziesz tam do autobusu i dojedziesz nim do stacji kolejowej w Atlancie. Tej na amtrakowskiej linii Crescent. Bliżej miałabyś do stacji w Gainsville, ale tam nie sprzedają biletów rezerwowanych przez telefon. To długa podróż, jakieś osiemnaście godzin z licznymi przystankami, ale sporą część drogi i tak prześpisz. Za to dojedziesz tym pociągiem do Nowego Jorku bez przesiadek. Załatwiłbym ci przelot samolotem, ale to bardziej skomplikowane. Trzeba okazywać dowód tożsamości, a zresztą nie chcę, żebyś znalazła się w Nowym Jorku za wcześnie. Wszystko załatwię. Na dworcu autobusowym i na stacji kolejowej będą na ciebie czekały zarezerwowane bilety. Możesz ruszać w drogę natychmiast po ciągnieniu loterii.

LuA

– Wolałabym nie czekać tutaj tak długo.

– Dlaczego? – zdziwił się Jackson.

– To moja sprawa – odparowała opryskliwie, ale zaraz spuściła z tonu. – Po prostu nie chcę tu być, kiedy ludzie dowiedzą się, że wygrałam. Rzuciliby się na mnie jak stado wilków na owieczkę, wie pan, o co mi chodzi.

– To ci nie grozi. Twoja tożsamość, jako zwyciężczyni, ujawniona zostanie dopiero na nowojorskiej konferencji prasowej.

W Nowym Jorku będzie na ciebie czekał ktoś, kto zawiezie cię do siedziby loterii. Tam potwierdzą autentyczność twojego kuponu, a następnego dnia zwołana zostanie konferencja prasowa. Kiedyś weryfikacja wygrywającego kuponu ciągnęła się tygodniami. Przy dzisiejszym stanie techniki zajmuje to kilka godzin.

– A gdybym już dzisiaj pojechała samochodem do Atlanty i wsiadła do pociągu?

– Masz samochód? Mój Boże, a co powie na to Duane? – W tonie Jacksona pojawiły się wyraźne nutki kpiny.

– To już moje zmartwienie – fuknęła gniewnie LuA

– Wiesz co, LuA

LuA

– Jestem wdzięczna – powiedziała powoli. – Ale teraz, kiedy podjęłam wreszcie decyzję, zaczyna do mnie docierać, że wszystko się zmieni. Całe moje życie. I życie Lisy również. To trochę frustrujące.

– Tak, rozumiem. Ale nie zapominaj, że to zmiana zdecydowanie na lepsze. Przecież nie idziesz do więzienia ani nic w tym rodzaju.

LuA

– To mogę jeszcze dzisiaj wsiąść do pociągu?

– Zaczekaj chwileczkę.

Odłożył słuchawkę. LuA

– Crescent odchodzi z Atlanty dziś wieczorem o siódmej piętnaście, a w Nowym Jorku jest jutro o pierwszej trzydzieści po południu. Do Atlanty masz od siebie dwie godziny jazdy samochodem. – Urwał na moment. – Ale będą ci potrzebne pieniądze na bilet, i chyba nie tylko na bilet. W podróży wiele się może wydarzyć.

LuA

– Właśnie.

Poczuła się nagle bardzo podle, jak dziwka, która prosi klienta o dorzucenie paru centów za usługę.

– Przy stacji kolejowej jest oddział Western Union. Prześlę ci tam telegraficznie pięć tysięcy dolarów. – LuA