Страница 11 из 90
– Nikogo tam teraz nie ma.
Jarvis, przeglądając zawartość ekranu, pokręcił z roztargnieniem głową.
– Umowę najmu podpisał gość nazwiskiem Jackson – powiedział.
– Mniej więcej mojego wzrostu, czarne włosy, przy tuszy…
– Zgadza się. Teraz go sobie przypominam. Robił bardzo solidne wrażenie. Czy podczas tego spotkania zaszło coś niezwykłego?
– Zależy, co przez to rozumieć. Ale mnie też wydał się bardzo solidny. Możesz mi powiedzieć coś jeszcze?
Jarvis znowu odwrócił się do ekranu w nadziei, że wyczyta z niego jeszcze parę okruchów informacji, którymi mógłby uraczyć LuA
– Chyba już nic.
Biorąc Lisę na ręce, LuA
– Możesz mi dać jeden taki notes i długopis, Joh
– Żartujesz? Jasny gwint, bierz, ile chcesz.
– Po jednej sztuce wystarczy. Dzięki. – Schowała notesik i długopis do torebki.
– Nie ma za co, całe tony tego mamy.
– Dziękuję za informacje. Naprawdę jestem ci wdzięczna. Miło było cię spotkać, Joh
– Do licha, aleś mi zrobiła niespodziankę, wchodząc ni z tego, ni z owego przez te drzwi. – Zerknął na zegarek. – Za dziesięć minut mam przerwę na lunch. W sekcji gastronomicznej jest taka sympatyczna chińska knajpka. Masz czas? Ja stawiam. Pogawędzilibyśmy trochę, powspominali stare dobre czasy.
– Może i
– Dobrze się ustawiłeś, Joh
Moje życie mogło się potoczyć inaczej – pomyślała – gdybym wcześniej poznała Joh
Jarvis był już teraz w siódmym niebie.
– Naprawdę? Miło mi słyszeć, że o mnie myślałaś.
– Widzisz? Pełno we mnie niespodzianek. Trzymaj się, może tu jeszcze wpadnę.
Wzięła Lisę na ręce i skierowała się do drzwi. Mała, gaworząc rozkosznie, zaczęła pocierać pluszową zabawką policzek matki.
– Hej, LuA
Zatrzymała się i odwróciła.
– Przyjmiesz tę pracę?
– Jeszcze nie wiem – odparła po chwili zastanowienia. – Ale jeśli przyjmę, to prawdopodobnie o tym usłyszysz.
Następny przystanek na trasie LuA
– Da. Da, uch.
– Lubi książki – powiedziała LuA
– Ma twoje oczy – orzekła kobieta, przenosząc spojrzenie z matki na córkę i z powrotem. LuA
Uśmiech znikł z warg bibliotekarki, kiedy nie zobaczyła obrączki na palcu LuA
– To najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Niewiele mam, ale miłości tej malutkiej nigdy nie zabraknie.
Kobieta uśmiechnęła się niewyraźnie i pokiwała głową.
– Moja córka też jest samotną matką. Staram się jej pomagać, jak mogę, ale to niełatwe. Pieniędzy wciąż mało.
– Mnie nie musi pani tego mówić. – LuA
Kobieta pokręciła ze smutkiem głową.
– Powiadają, że pieniądze są źródłem wszelkiego zła, ale często próbuję sobie wyobrazić, jak by to było nie martwić się o nie. I nie potrafię. A ty?
– Ja potrafię. Wyobrażam sobie, że to musi być bardzo przyjemne uczucie.
Kobieta roześmiała się.
– No dobrze, czym mogę ci służyć?
– Przechowujecie tu kopie rozmaitych starych gazet na takich kliszach, prawda?
Kobieta skinęła głową.
– Na mikrofilmach. W tamtej salce. – Wskazała na drzwi w głębi czytelni.
LuA
– Potrafisz obsługiwać przeglądarkę mikrofilmów? Jeśli nie, mogę ci pokazać. To nic trudnego.
– Byłabym wdzięczna. Dziękuję.
Weszły do pustej i ciemnej sali. Kobieta zapaliła górne światło, posadziła LuA
– Teraz spróbuj sama – zaproponowała.
LuA
– Bardzo dobrze – pochwaliła ją bibliotekarka. – Szybko się uczysz. Nie każdy chwyta w lot, jak to się robi.
– Zawsze byłam sprawna manualnie.
– Katalog mikrofilmów jest przejrzyście oznakowany. Przechowujemy tu archiwalne kopie gazety miejscowej i kilku ogólnokrajowych. Każda szufladka ze szpulami opatrzona jest karteczką z datami wydań.
– Bardzo pani dziękuję.
Kobieta wyszła, a LuA
Usiadła i spojrzała na swoje notatki. Głowa ją łupała, marzyła o kawie. Na zewnątrz lało wciąż jak z cebra. Z Lisą na ręku wróciła do czytelni, wybrała z półek kilka ilustrowanych książeczek dla dzieci i zaczęła czytać małej. Po dwudziestu minutach Lisa zasnęła. LuA
– Przepraszam, że cię budzę, ale już zamykamy. LuA
– Dobry Boże, która to godzina?
– Parę minut po szóstej, kochanie.
LuA
– Przepraszam, że tu zasnęłam.
– Mnie to nie przeszkadzało. Aż żal mi było cię, budzić, tak smacznie obie spałyście.
– Dziękuję jeszcze raz za pomoc. – LuA
Bibliotekarka spojrzała na nią bezradnie.
– Niestety, nie mogę was nigdzie podrzucić, bo jeżdżę autobusem.
– Nie szkodzi. Z autobusem jestem za pan brat.
LuA
– Ludzie powi
Podziękowała mu uśmiechem. Dwadzieścia minut później wchodziła już do zajazdu dla ciężarówek. Do rozpoczęcia swojej zmiany miała jeszcze kilka godzin.
– Hej, dziewczyno, co tak wcześnie? – zdziwiła się Beth, jej pięćdziesięciokilkuletnia koleżanka z pracy, wycierająca wilgotną ścierką wyłożony laminatem kontuar.
Potężny kierowca ciężarówki, popijający kawę przy barze, obrzucił LuA
– Przyszła przed czasem, żeby się nie rozminąć ze starym dużym Frankiem – powiedział z uśmiechem, który rozlał się po całej twarzy. – Wiedziała, że jeżdżę dzisiaj na wcześniejszej zmianie i nie mogła znieść myśli, że już mnie więcej nie zobaczy.
– Masz rację, Frankie, LuA
– Cześć, Frankie, jak się masz? – przywitała go LuA
– Teraz już dobrze – odparł Frankie.
Uśmiech wciąż rozjaśniał mu twarz.
– Beth, przypilnujesz Lisy? – zwróciła się LuA