Страница 86 из 95
ROZDZIAŁ 53
Pilot zgłosił wypadek przez radio i ambulans ze sprzętem reanimacyjnym czekał na pasie lotniska w Manteo, które na szczęście znajdowało się zaledwie o kilka minut lotu. Reynolds i Lee bandażami z apteczki samolotu starali się zatamować krwotok, a Lee dodatkowo podawał Faith tlen z małego zbiornika pokładowego, ale żadne z tych działań nie odniosło wyraźnych skutków. Nie odzyskała świadomości, z trudem wyczuwało się jej puls. Jej kończyny zaczynały chłodnieć, pomimo że Lee przywarł do niej, starając się przekazać jej ciepło własnego ciała, jakby to mogło w czymkolwiek pomóc.
Lee pojechał z Faith ambulansem do Beach Medical Center, które miało oddziały intensywnej terapii i urazowy. Reynolds i Buchanan jechali tam samochodem. Po drodze do szpitala Reynolds zadzwoniła do Freda Masseya w Waszyngtonie. Powiedziała mu wystarczająco dużo, by natychmiast ruszył do samolotu Biura. Reynolds naciskałaby przyleciał tylko on, nikt i
Faith została natychmiast przewieziona na oddział reanimacyjny, gdzie lekarze pracowali nad nią niemal dwie godziny, usiłując utrzymać jej czy
Lee w niemym przerażeniu obserwował przez drzwi, jak Faith podskakuje pod wpływem prądu elektrycznego. Był zdolny poruszyć się dopiero, kiedy zobaczył, jak wykres pracy serca zmienił się z linii prostej w regularne góry i doliny.
Dwie godziny później musieli rozciąć jej klatkę piersiową, rozewrzeć żebra i masować serce. Każdej godziny pojawiał się nowy kryzys i wciąż jej życie wisiało na włosku.
Lee chodził jak lew w klatce, z rękami w kieszeniach, głową pochyloną, do nikogo się nie odzywając. Zdążył wyszeptać każdą modlitwę, jaką pamiętał. Stworzył kilka nowych. Był bezradny, w niczym nie mógł pomóc tej kobiecie i to go zabijało. Jak mógł do tego dopuścić? W jaki sposób Constantinople, stary, wielki skurwysyn, dał radę oddać ten strzał? Z nim, Lee Adamsem, tuż za sobą? A Faith, dlaczego zasłoniła Buchanana? Dlaczego? To Buchanan powinien leżeć na tym łóżku, wokół niego powi
Lee oparł się o ścianę i osunął na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach, a jego ciałem wstrząsały dreszcze.
W małym ustro
Mniej więcej gdy przybył Fred Massey, Faith przewieziono na oddział intensywnej opieki medycznej. Na razie jej stan się ustabilizował, stwierdził lekarz. Kula była jedną z tych złowrogich dum-dum, powiedział. Przeszła przez jej ciało jak kula bilardowa, powodując znaczne uszkodzenia organów wewnętrznych, więc utrata krwi wskutek wewnętrznego krwotoku była spora. Faith jest silna i jak na razie żyje. Ma szansę, ale to wszystko. Wkrótce będą wiedzieć więcej.
Gdy lekarz wyszedł, Brooke położyła rękę na ramieniu Lee i podała mu kubek kawy.
– Lee, jeśli do tej chwili przeżyła, to wierzę, że da sobie radę.
– Nie ma gwarancji – wymamrotał do siebie. Nie mógł spojrzeć na Brooke.
Przeszli do pokoju; agentka przedstawiła Fredowi Masseyowi Buchanana i Lee.
– Myślę, że pan Buchanan powinien opowiedzieć ci swoją historię – zagaiła Reynolds, zwracając się do Masseya.
– A czy on ma na to ochotę? – zapytał sceptycznie Massey.
– Więcej niż ochotę – poderwał się na te słowa Buchanan. – Zanim zacznę, proszę powiedzieć mi jedno. Co jest dla was ważniejsze? To, co robiłem, czy aresztowanie osoby, która zabiła waszego agenta?
Massey pochylił się nad nim.
– Nie wiem, czy jestem przygotowany na układy z panem.
– Kiedy opowiem swoją historię, będzie pan gotów. – Buchanan oparł łokcie na stole. – Zrobię to tylko pod jednym warunkiem. Pozwolicie mi załatwić sprawę z tym człowiekiem, na mój własny sposób.
– Agent Reynolds poinformowała mnie, że ten człowiek pracuje dla rządu federalnego.
– To prawda.
– To jest cholernie niewiarygodne. Ma pan dowody?
– Pozwoli mi pan na załatwienie sprawy na mój sposób, a przedstawię panu dowody.
– Ciała w domu. – Massey spojrzał na Reynolds. – Wiemy już, kto to jest?
– Właśnie to sprawdziłam. – Potrząsana głową. – Policja oraz agenci z Dystryktu Kolumbii, Raleigh i Norfolk są na miejscu, ale jest wciąż zbyt wcześnie na takie informacje. Lokalna policja nic nie wie, kontrolujemy przepływ wiadomości. Nikt nie dowie się z dzie
– Dobra robota. – Massey pokiwał głową. Jakby nagle sobie o czymś przypomniał, otworzył aktówkę, wyjął z niej dwa przedmioty i podał Brooke. Była to jej broń i odznaka. – Brooke, przykro mi, że to się stało – wyznał jej przełożony. – Powinienem ci ufać, a nie ufałem. Może zbyt długo nie pracuję w terenie… Zbyt dużo zajmuję się papierami i nie słucham już mojego instynktu.
Reynolds wsadziła broń do kabury i schowała odznakę do torebki.
– Może i ja bym tak zrobiła na twoim miejscu. Ale to już przeszłość, Fred, zajmijmy się teraźniejszością. Nie mamy za dużo czasu.
– Spokojnie, panie Massey – wtrącił się Buchanan. – Nigdy pan nie zidentyfikuje tych ludzi. A jeśli nawet się to panu uda, nie będą mieli żadnych powiązań z osobą, o której mówię.
– Jak może być pan tego taki pewny? – spytał Massey.
– Proszę mi wierzyć, wiem, jak ten człowiek działa.
– Proszę posłuchać, dlaczego mi pan po prostu nie powie, kto to jest, i ja się tym zajmę?
– Nie – zdecydowanie powiedział Buchanan.
– Co to znaczy „nie”? Proszę pana, my jesteśmy FBI, to nasza praca. Jeśli chce pan jakiegoś układu z nami…
– Niech pan posłucha. – Buchanan nieznacznie tylko podniósł głos, ale jednocześnie spojrzał na Masseya z tak obezwładniającą mocą, że funkcjonariusz FBI zgubił myśl i zamilkł. – Mamy jedną szansę na to, żeby wpadł. Jedną! Już wcześniej infiltrował FBI, a Constantinople może nie być jedyną wtyczką, mogą być i
– Wielce w to wątpię, by… – zaczął Massey.
– Może pan zagwarantować, że nie? – Teraz Buchanan wyraźnie podniósł głos. – Może pan?
Massey niepewnie spojrzał na Reynolds, która uniosła ramiona.
– Jeśli potrafili przekabacić Co
– Co
– A jeśli w waszych szeregach jest jeszcze jeden szpieg – Buchanan stukał palcami w stół – a pan będzie próbował złapać na własną rękę tego człowieka, to na pewno się to nie uda. I ta jedna szansa zniknie, i to na zawsze. Naprawdę chce pan tak ryzykować?
Massey drapał się po brodzie i myślał. Kiedy w końcu znowu spojrzał na Buchanana, wyglądał na zmęczonego, ale zainteresowanego.
– Naprawdę myśli pan, że uda się panu przyskrzynić tego gościa?
– Jestem gotów umrzeć, próbując to zrobić. I muszę najpierw wykonać kilka telefonów, wezwać bardzo specjalną pomoc. – Buchanan uśmiechnął się do siebie. Lobbysta do samego końca. – Lee, potrzebuję też twojej pomocy. Jeśli zechcesz.
– Ja? – Detektyw wyglądał na zdziwionego. – Czy ja mogę komukolwiek pomóc?
– Wczoraj wieczorem rozmawiałem o tobie z Faith. Powiedziała mi o twoich „szczególnych” zdolnościach. Powiedziała, że jesteś dobrym człowiekiem na złe sytuacje.
– Myślę, że się myliła. Gdyby tak było, to nie leżałaby tutaj z dziurą w piersiach.
– Ledwo udaje mi się funkcjonować, bo czuję się okropnie wi
Buchanan usiadł w krześle i uważnie obserwował Lee. Massey i Reynolds także wpatrywali się w prywatnego detektywa. Muskularne ręce i szerokie ramiona Lee pozostawały w jawnym kontraście z łagodnym wyrazem jego oczu.
Lee Adams głęboko odetchnął. Jedyne, czego w tej chwili naprawdę chciał, to stać obok łóżka Faith i nie odchodzić tak długo, aż się obudzi, zobaczy go, uśmiechnie się i powie, że wyzdrowieje. Wtedy on zrobi to samo. Lee jednak wiedział, że w tym życiu rzadko ma się to, co by się chciało mieć. Spojrzał więc na Buchanana i powiedział:
– Wydaje mi się, że jestem do pańskiej dyspozycji.