Страница 70 из 95
ROZDZIAŁ 40
Reynolds siedziała w salonie z filiżanką herbaty w ręku i patrzyła na kominek, w którym powoli zamierał ogień. Ostatni raz była o tej porze w domu, kiedy miała urlop macierzyński, nic więc dziwnego, że zdziwienie jej synka na widok wchodzącej do domu mamy było równe zdziwieniu Rosemary. W tej chwili David drzemał, a Rosemary zajmowała się praniem. Dla nich był to jeszcze jeden zwykły dzień, podczas gdy Brooke gapiła się w żar i modliłaby cokolwiek było normalne w jej życiu.
Zaczęło mocno padać, co doskonale pasowało do jej nastroju. Zawieszona. Bez pistoletu i znaczka czuła się naga. Przez tyle lat bez najmniejszej skazy na reputacji, nagle znalazła się o krok od zrujnowania kariery. Co by w takim razie robiła? Dokąd pójdzie? Jeśli nie będzie miała pracy, to mąż może zabrać dzieci. Czy da radę go powstrzymać?
Odstawiła filiżankę, zrzuciła buty i znów padła na kanapę. Rozpłakała się i ukryła twarz w dłoniach, by stłumić szloch. Na dźwięk dzwonka u drzwi usiadła, otarła twarz i ruszyła w kierunku wejścia. Spojrzała przez wizjer i zobaczyła Howarda Constantinople’a.
Co
– Rozmawiali z tobą? – zapytała.
Co
– I cholernie bliski byłem tego, żeby i mnie zawiesili. Brakowało jakichś dwóch sekund, żebym walnął Fishera, tę gównianą obrazę słowa „agent”.
– Nie marnuj dla mnie swojej kariery, Co
– Gdybym go walnął, to naprawdę zrobiłbym to dla siebie, a nie dla ciebie. – Jakby dla podkreślenia tych słów Co
– I co?
– I nie słuchali. Wcześniej zdążyli podjąć decyzję.
– Z powodu tych pieniędzy? Powiedzieli ci o tym? Co
– Nie chcę cię kopać, kiedy leżysz, ale dlaczego, do cholery, zaczęłaś się kręcić wokół rachunków Newmana, nie mówiąc o tym nikomu? Choćby mi? Wiesz, że detektywi działają w parach z wielu powodów, choćby żeby kryć sobie nawzajem tyłek. Teraz nikt nie podzieli się z tobą tym gównem oprócz A
Brooke machnęła ręką.
– Nigdy bym nie pomyślała, że coś takiego się wydarzy. Starałam się być w porządku wobec Kena i jego rodziny.
– Jeśli był przekupiony, to być może nie zasługuje na taką delikatność. Mówi ci to jego przyjaciel.
– Nie wiemy jeszcze, czy był zły.
– Gotówka w sejfie na fałszywe nazwisko? Tak, wszyscy tak robią, co?
– Co
– Pytałem Masseya, ale to milczek. Myśli, że i ja jestem jego wrogiem. Jednak troszeczkę poszperałem wokół tej sprawy i sądzę, że dostali od kogoś wskazówkę przez telefon. Oczywiście, anonimowo. Massey powiedział, że krzyczałaś, że ktoś cię wrabia. Wiesz, myślę, że masz rację, nawet jeśli oni tak nie myślą.
Lojalność Co
– Słuchaj Co
– Rzeczywiście, to ja cię śledzę.
– Żartujesz.
– Nie, do diabła, nie. Namówiłem do tego Masseya. Przywołałem kilka wspomnień i Massey stwierdził, że ze względu na stare czasy… Gdybyś nie wiedziała, to Fred Massey wiele lat temu prosił mnie, żeby podłożyć się w sprawie Brownsville. Jeśli mu się wydaje, że teraz wyrównał rachunki, to jest chory na głowę. Ale nie podniecaj się. Wiedzą też, że mam wszelkie powody, by w tej sprawie chronić i swój tyłek. A to znaczy, że jeśli padniesz, to nie będą musieli szukać nikogo i
– Nie masz zbyt wiele szacunku dla swoich przełożonych. – Brooke uśmiechnęła się. – A co myślicie o mnie, agencie Constantinople?
– Myślę, że strasznie spieprzyłaś sprawę i dostarczyłaś im świetnego kozła ofiarnego – powiedział łagodnie.
– Nie owijasz swych opinii w bawełnę. – Twarz Reynolds spoważniała.
– Chcesz, żebym tracił na to czas? – Co
– Muszę się oczyścić z podejrzeń. Jeśli tego nie zrobię, mogę wszystko stracić, Co
– No dobrze, masz jeszcze mnie. – Co
– Lockhart?
– Wydaje mi się, że jeśli ją dostarczymy, to wszystkie kawałki zaczną do siebie pasować. Rozmawiałem z chłopakami z VCU. Kręcą się w miejscu, czekając na wyniki z laboratorium i takie tam bzdety. A teraz Massey każe im się ostro wziąć do twojej sprawy i na razie do diabła z Lockhart. Wiesz, że nikt nawet nie poszedł do jej domu, by znaleźć jakieś ślady?
– W całej tej sprawie tylko odpowiadaliśmy na wydarzenia: Ken zabity, Lockhart zniknęła, fiasko na lotnisku, ludzie podający się za FBI w mieszkaniu Adamsa. Nie mieliśmy cienia szansy na to, żeby podjąć właściwe działania śledcze.
– Wydaje mi się więc, że powi
– Możesz mieć z tego powodu poważne kłopoty, Co
– Nie pierwszy raz. – Wzruszył ramionami. – Poza tym nie mamy już dowódcy grupy. Nie wiem, czy słyszałaś: zawiesili ją za głupotę. – Wymienili uśmiechy. Co
– Muszę powiedzieć Rosemary, że mogę nie wrócić na noc.
– To idź. – Spojrzał na zegarek. – Sydney jest pewnie w szkole, ale gdzie jest twój chłopak?
– Śpi.
– Szepnij mu do ucha, że mamusia idzie kopnąć kogoś w tyłek.
Kiedy wróciła, poszła prosto do garderoby i wzięła palto. Pobiegła w kierunku gabinetu i nagle się zatrzymała.
– Co się stało? – zapytał Co
Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem.
– Chciałam zabrać broń. Ciężko się rozstać ze starymi przyzwyczajeniami.
– Nie martw się. Niedługo dostaniesz ją z powrotem. Musisz mi coś przyrzec: kiedy pójdziesz po broń i odznakę, weź mnie ze sobą. Chcę zobaczyć ich twarze.
– Załatwione. – Otwarła mu drzwi.