Страница 50 из 95
ROZDZIAŁ 28
Brooke Reynolds skończyła modlitwę i zaczęli jeść. Dziesięć minut wcześniej wpadła do domu z postanowieniem zjedzenia kolacji wspólnie z rodziną. W Biurze formalnie powi
Wstała od stołu i nalała sobie kieliszek białego wina. Połowa mózgu koncentrowała się na znalezieniu Faith Lockhart i jej nowego sprzymierzeńca, Lee Adamsa, a druga połowa zajmowała się w tym czasie zbliżającym się Halloween, do którego został niecały tydzień. Jej sześcioletnia córka Sydney uparła się, że drugi rok z rzędu będzie Kłapouchym, a David będzie rozbrykanym Tygryskiem. Ta postać doskonale pasowała do nieusta
Wcisnęła korek do butelki i ze smutkiem rozejrzała się po domu, który wkrótce przestanie do niej należeć. Syn i córka wyczuwali, że zbliża się jakaś zmiana. David już od ponad tygodnia nie mógł spać w nocy i Brooke po powrocie do domu po piętnastogodzi
Kiedy zobaczyła, że Sydney patrzy na nią ze zrozumieniem, uśmiechnęła się. Sydney miała sześć lat, ale czasem zachowywała się tak dorośle, jakby miała szesnaście, czym śmiertelnie przerażała matkę. Dziewczynka wszystko zauważała, nie pomijała niczego, co miało znaczenie. Brooke nigdy nie przesłuchiwała żadnego podejrzanego tak szczegółowo i dokładnie, jak Sydney przesłuchiwała mamę niemal codzie
Kilka razy zauważyła, że Sydney ściska płaczącego braciszka w jego łóżku i stara się go uspokoić, rozwiać jego strach. Brooke powiedziała niedawno córce, że nie musi brać na siebie także tego obowiązku, że mama zawsze będzie w pobliżu. To stwierdzenie miało pewne luki i twarz Sydney jasno wyrażała, że dziewczynka nie do końca w nie wierzy. To, że córka nie przyjęła jej obietnicy jako absolutnej prawdy, spowodowało, że Brooke w kilka sekund postarzała się o kilka lat. Wspomnienie wróżki i przepowiedni o przedwczesnej śmierci wróciło z nową intensywnością.
– Kurczak Rosemary jest fantastyczny, prawda, skarbie? – zwróciła się do Sydney.
Dziewczynka przytaknęła.
– Dziękuję pani – powiedziała zadowolona z pochwały Rosemary.
– Dobrze się czujesz, mamusiu? – zapytała Sydney, przesuwając mleko braciszka dalej od skraju stołu. David miał skło
Ta delikatna, macierzyńska czy
– Wszystko w porządku, Syd. Naprawdę. Gratuluję wyniku testu z ortografii. Pani Betack powiedziała, że byłaś gwiazdą dnia.
– Bardzo lubię szkołę.
– I to widać, panienko.
Brooke miała właśnie usiąść, kiedy zadzwonił telefon. Sprawdziła na ekranie, ale nie pojawił się numer, z którego dzwoniono. Ten, kto dzwonił, musi mieć blokadę albo jego numer nie figuruje w książce. Przez chwilę zastanawiała się, czy odebrać, bo co prawda w książce nie było numerów znanych jej agentów FBI, ale normalnie ktoś z Biura zadzwoniłby na pager albo komórkę, których numerów pilnie strzegła i które zawsze odbierała. Pewnie to była losowa wyszukiwarka komputerowa i za chwilę usłyszy, żeby poczekała, aż ktoś się odezwie i zaproponuje jej wycieczkę do Disneyworld. Coś jednak kazało jej podnieść słuchawkę.
– Halo?
– Brooke?
W głosie A
– Będę u ciebie za pół godziny – rzuciła w słuchawkę, chwyciła płaszcz i kluczyki samochodu, ugryzła kawałek chleba i pocałowała dzieci.
– Wrócisz, żeby przeczytać nam bajkę, mamusiu? – zapytała Sydney.
– Trzy misie, trzy świnki, trzy kózki – wyrecytował David swojej ulubionej lektorce, mamie, swój ulubiony zestaw bajek przed zaśnięciem.
Jego siostra wolała już sama co wieczór czytać bajki, głośno wymawiając każde słowo. Mały wypił mleko, głośno mu się odbiło, więc przeprosił, po czym się roześmiał.
Brooke uśmiechnęła się. Czasami, kiedy była bardzo zmęczona, czytała bajki tak szybko, że niemal się mieszały. Świnki budowały domki, misie szły na spacer, Złotowłosa włamywała się do domku, a trzy koziołki różkami bodły złego trolla, po czym żyły długo i szczęśliwie na nowych pastwiskach. Niby nieźle, też by tak chciała. Ale później, kiedy już kładła się spać, nachodziło ją miażdżące poczucie winy. Dzieci dorosną i odejdą, zanim zdąży dwa razy mrugnąć, a ona najzwyczajniej oszukiwała je na trzech krótkich bajeczkach, bo chciała robić coś tak nieważnego jak spanie. Czasem lepiej nie myśleć zbyt dużo. Brooke była klasycznym perfekcjonistą i miała wobec siebie nadmierne wymagania, a „doskonały rodzic” to największy oksymoron świata.
– Obiecuję, że zrobię, co będę mogła.
Wyraz zawodu na twarzy córki spowodował, że Brooke odwróciła się i wyszła. Zatrzymała się w pokoiku na parterze, który służył jej za gabinet. Z górnej półki zdjęła niewielkie metalowe pudło, odkluczyła je i wyjęła dziewięciomilimetrowego SIG-a. Załadowała nowy magazynek, wprowadziła nabój do komory, włączyła zabezpieczenie, wsunęła broń do kabury i była za drzwiami, zanim zdążyła pomyśleć o kolejnym przerwanym obiedzie w długiej serii zawodów, jakie sprawiała swym dzieciom. Superkobieta: praca, dzieci… ma wszystko. Żeby jeszcze mogła się sklonować. Najlepiej dwa razy.