Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 95

ROZDZIAŁ 12

Zdarzało się, że FBI wynajmowało dla agentów zaangażowanych w wyjątkowo delikatne dochodzenia pomieszczenia poza swoją siedzibą, w sytuacjach, gdy nawet drobiazg podsłuchany choćby w barku czy w korytarzu mógł spowodować katastrofalne skutki. W takim właśnie lokalu, jakieś dziesięć ulic od Polowej Kwatery w Waszyngtonie, siedziała Brooke Reynolds. Nie pierwszy raz, bo w gruncie rzeczy wszystko, czym zajmowała się Jednostka do spraw Korupcji Publicznej, było delikatnej natury. Ludzie, których dotyczyły ich dochodzenia, nie byli wymachującymi bronią złodziejami w maskach. Często były to osoby, o których przeciętny człowiek czyta na pierwszych stronach gazet albo widzi je w telewizji, kiedy udzielają wywiadu.

Reynolds pochyliła się do przodu, wysunęła z butów obolałe stopy i pocierała je o nogi fotela. Wszystko w niej i wokół niej było mroczne, surowe i obolałe. Miała niemal całkowicie zablokowane zatoki, skóra ją paliła i bolało gardło, ale przynajmniej była żywa, w odróżnieniu od Kena Newmana. Prosto z miejsca zbrodni pojechała do jego domu, po drodze zadzwoniła do A

Reynolds powi

Kiedy zajechała, od razu przeszła do sedna, wiedząc, że długi monolog jedynie przedłuży cierpienia. Szczerze współczuła owdowiałej kobiecie. Objęła A

A

Będą także musieli liczyć na pomoc A

Reynolds opuściła dom załamanej kobiety (dzieci wyszły ze znajomymi) z dziwnym poczuciem, że A

Kiedy wychodziła, wpadła na dyrektora FBI, który przyjechał osobiście złożyć kondolencje. Przekazał Reynolds wyrazy współczucia z powodu straty jednego z jej ludzi. Powiedział, że zrelacjonowano mu jej rozmowę z Masseyem, i osobiście zgadza się z jej oceną. Ale postawił sprawę jasno: mają być wyniki, szybkie i konkretne.

W tej chwili Reynolds patrzyła na bałagan w swoim biurze i pomyślała, że dobrze symbolizuje dezorganizację, można by wręcz powiedzieć: rozpad jej życia osobistego. Ważne dokumenty dotyczące wielu ciągle otwartych dochodzeń leżały wszędzie: na biurku i małym stole konferencyjnym, zalegały półki, zbierały się w pliki na podłodze, a nawet udało im się dotrzeć na kanapę, na której często sypiała, daleko od swoich dzieci.

Reynolds nie miała pojęcia, w jaki sposób mogłaby zapewnić choć w części normalne życie dzieciom, gdyby nie niania, która u niej mieszkała z nastoletnią córką. Rosemary, wspaniała kobieta z Ameryki Środkowej, która kochała dzieci niemal tak jak ona sama, a przy tym była fanatyczką utrzymywania w domu porządku i czystości, kosztowała agentkę ponad ćwierć pensji i była warta każdego wydanego na nią centa. Kiedy jednak rozwód się zakończy, będzie ciężko, a na dodatek jej były mąż nie będzie płacił alimentów. Był fotografem mody, więc jego praca, choć dochodowa, charakteryzowała się krótkimi zrywami przerywanymi długimi okresami rozmyślnej nieaktywności. Reynolds będzie miała szczęście, jeśli nie zakończy się płaceniem jemu alimentów. A jego pomoc w wychowaniu dzieci – gdyby jej potrzebowała – to żart. Facet mógłby mieć na czole wypisane „tatuś lewus”.

Spojrzała na zegarek. W tej chwili laboratorium FBI pracuje nad taśmą wideo. Ponieważ jej grupa specjalna nawet wewnątrz FBI była znana tylko nielicznym pracownikom, każde zlecenie do laboratorium powi

Po spotkaniu z A

– Słucham?

– Proszę tu przyjść – powiedział męski głos. – Nie mamy dobrych wiadomości.