Страница 84 из 92
Rozdział 53
– Zastrzeliłam w obronie własnej – powiedziała Lorraine Wolf.
W oddali Myron słyszał syreny policyjne. Stał przy bagażniku razem z Erikiem Bielem i Lorraine Wolf. To on wezwał policją. Wkrótce tu dotrą. Spojrzał na pole. W oddali zobaczył sylwetki Wina i Jake’a Wolfa. Myron pobiegł przodem. Win zajął się pilnowaniem podejrzanego.
– Drew Van Dyne był w naszym domu – ciągnęła. – Wycelował broń w Jake’a. Widziałam to. Wykrzykiwał różne rzeczy o Aimee.
– Jakie rzeczy?
– Mówił, że ona Jake’a nic nie obchodzi. Że dla niego jest tylko głupią zdzirą. I że jest w ciąży. Bełkotał.
– I co pani zrobiła?
– Mamy w domu broń. Jake lubi polować. Wzięłam karabin. Wycelowałam w Drew Van Dyne’a. Kazałam mu rzucić broń. Nie chciał. Nie wiedziałam, co robić. Wtedy…
– Nie! – zawołał nadchodzący Jake Wolf, który to usłyszał. – To ja zastrzeliłem Van Dyne’a!
Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. Zawodzenie syren przybliżało się.
– Zastrzeliłem go w obronie własnej – upierał się Jake Wolf. – Wymierzył we mnie broń.
– Dlaczego więc umieścił pan ciało w bagażniku? – zapytał Myron.
– Bałem się, że nikt mi nie uwierzy. Zamierzałem przewieźć zwłoki do jego domu i tam zostawić. Potem uświadomiłem sobie, że to głupi pomysł.
– Kiedy pan to sobie uświadomił? – rzekł Myron. – Kiedy zobaczył pan nas?
– Chcę adwokata – powiedział Jake Wolf. – Lorraine, nie mów nic więcej.
Erik Biel zrobił krok w jego kierunku.
– To wszystko nic mnie nie obchodzi. Moja córka. Gdzie, do diabła, jest moja córka?
Nikt się nie poruszył. Nikt się nie odezwał. Nocną ciszę przerywało tylko wycie syren.
Lance Ba
– Aimee – powtórzył cicho Erik. – Gdzie ona jest? Myron usiłował zachować spokój i skupić się. Odszedł na bok razem z Winem. Twarz Wina, jak zawsze, nie zdradzała żadnych uczuć.
– Na czym stoimy? – spytał Win.
– To nie Davis – powiedział Myron. – Wykluczyliśmy go. Nie wydaje się, żeby to był Van Dyne. Wymierzył broń w Jake’a Wolfa, ponieważ myślał, że to jego robota. A Wolfowie twierdzą dość przekonująco, że to nie oni.
– Jacyś i
– Nikt nie przychodzi mi do głowy
– Zatem będziemy musieli przyjrzeć im się ponownie – powiedział Win.
– Erik sądzi, że ona nie żyje.
Win skinął głową.
– Właśnie to miałem na myśli – rzekł – mówiąc, że musimy przyjrzeć im się ponownie.
– Uważasz, że któreś z nich zabiło ją i pozbyło się ciała?
Win nie odpowiedział.
– Mój Boże – mruknął Myron. Znów popatrzył na Erika. – Czyżbyśmy od początku podążali złym tropem?
– Nie sądzę.
Zaćwierkał telefon komórkowy Myrona. Spojrzał na wyświetlacz i dowiedział się, że numer dzwoniącego jest zastrzeżony.
– Halo?
– Mówi inspektor Muse. Pamięta mnie pan?
– Oczywiście.
Właśnie otrzymałam anonimowy telefon – powiedziała. – Ktoś twierdzi, że wczoraj widziano Aimee Biel.
– Gdzie?
– Na Livingston Avenue. Siedziała na przednim siedzeniu toyoty corolli. Opis kierowcy odpowiada rysopisowi Drew Van Dyne’a.
Myron zmarszczył brwi.
– Jest pani pewna?
– Tak powiedziała ta kobieta.
– On nie żyje, Muse.
– Kto?
– Drew Van Dyne.
Erik podszedł i stanął obok Myrona. I wtedy to się stało. Zadzwonił telefon komórkowy Erika. Erik wyjął z kieszeni aparat. Kiedy zobaczył, kto dzwoni, o mało nie wrzasnął.
– O mój Boże…
Gwałtownie przycisnął telefon do ucha. Miał łzy w oczach. Ręce trzęsły mu się tak mocno, że przycisnął niewłaściwy klawisz. Spróbował jeszcze raz i znów przyłożył aparat do ucha.
– Halo?! – wykrzyknął w panice.
Myron nachylił się tak, żeby słyszeć rozmowę. Przez chwilę w słuchawce słychać było tylko szum. Potem znajomy głos powiedział przez łzy:
– Tatusiu?
Serce Myrona na moment przestało bić.
Erik o mało nie zemdlał, ale w jego głosie słychać było tylko ojcowski niepokój:
– Gdzie jesteś, kochanie? Nic ci się nie stało?
– Ja nie… Chyba nic mi nie jest. Tatusiu?
– W porządku, kochanie. Po prostu powiedz mi, gdzie jesteś. Powiedziała mu.