Страница 53 из 92
Rozdział 31
Myrona bolała głowa i szybko pojął dlaczego. Jeszcze nie pił dziś kawy. Tak więc skierował się do Starbucksa, myśląc o dwóch rzeczach – dawce kofeiny i budce telefonicznej. Dawkę kofeiny dostał od barmana reprezentującego styl grunge, z kozią bródką i długimi włosami nad czołem, wyglądającymi jak wielka sztuczna rzęsa. Problem telefonu wymagał nieco więcej wysiłku.
Myron siedział przy stoliku na zewnątrz i spoglądał na irytującą budkę. Była okropnie publiczna. Podszedł do niej. Na aparacie dostrzegł nalepki reklamujące numery zaczynające się od 800, które umożliwiały tańsze połączenia. Najbardziej rzucające się w oczy obiecywało „darmowe nocne rozmowy” i pokazywało zdjęcie księżyca w pierwszej kwadrze, na wypadek gdyby ktoś nie wiedział, co to takiego noc.
Myron zmarszczył brwi. Miał ochotę zapytać ten telefon, kto wybrał jego numer, nazwał go skurwielem i groził, że zapłaci za to, co zrobił. Tylko że telefon by mu nie odpowiedział. Pechowy dzień.
Myron siedział i zastanawiał się, co powinien zrobić. Nadal chciał porozmawiać z Randym Wolfem i Harrym Davisem. Prawdopodobnie niewiele mu powiedzą – a może w ogóle nie będą chcieli z nim gadać – ale wymyśli jakiś sposób, żeby zamienić z nimi słowo. Ponadto powinien przeprowadzić rozmowę z tą lekarką, która pracuje w szpitalu Świętego Barnaby, Edną Skylar. Podobno widziała Katie Rochester w Nowym Jorku. Chciał poznać szczegóły tego spotkania.
Zadzwonił na centralkę szpitala Świętego Barnaby i po dwóch szybkich przekierowaniach słuchawkę podniosła Edna Skylar. Myron wyjaśnił jej, czego chce.
Sprawiała wrażenie rozgniewanej.
– Prosiłam policjantów, żeby nie pochwali nikomu mojego nazwiska.
– Nie podali.
– Zatem skąd je pan zna?
– Mam dobre kontakty.
Zastanowiła się nad tym.
– Jaka jest pańska rola w tym wszystkim, panie Bolitar?
– Zaginęła jeszcze jedna dziewczyna. Żadnej reakcji.
– Sądzę, że może istnieć jakieś powiązanie między tą dziewczyną a Katie Rochester.
– Jakie?
– Możemy się spotkać? Wtedy wszystko mógłbym wyjaśnić.
– Ja naprawdę nic nie wiem.
– Proszę. – Chwila ciszy. – Doktor Skylar?
– Kiedy widziałam tę dziewczynę Rochesterów, pokazała mi, że nie chce zostać znaleziona.
– Rozumiem. Zajmę pani tylko kilka minut.
– Mam teraz umówionych pacjentów. Mogę się z panem zobaczyć w południe.
– Dziękuję – powiedział, ale Edna Skylar już się rozłączyła.
Litowy Lany Kidwell i Kwintet Leczonych przywlekli się do Starbucksa. Lany skierował się prosto do jego stolika.
– Tysiąc czterysta osiemdziesiąt osiem planet w dniu stworzenia świata, Myronie. Tysiąc czterysta osiemdziesiąt osiem. A ja nie zobaczyłem ani pensa. Wiesz, o czym mówię?
Lany wyglądał okropnie jak zawsze. Byli teraz tak blisko ich starej szkoły, ale co jego ulubiony restaurator Peter Chin powiedział o tym, że lata płyną, lecz serce pozostaje niezmienione? No cóż, tutaj tylko serce.
– Dobrze wiedzieć – rzekł Myron. Znów spojrzał na telefon i nagle coś przyszło mu do głowy. – Poczekaj.
– Hm?
– Kiedy widziałem cię ostatnio, było tysiąc czterysta osiemdziesiąt siedem planet, prawda?
Larry zmieszał się.
– Jesteś pewien?
– Jestem. – Mózg Myrona pracował na najwyższych obrotach. – I jeśli się nie mylę, powiedziałeś, że następna planeta będzie moja. Mówiłeś, że ktoś chce mnie dopaść i coś o głaskaniu księżyca.
Larry miał błysk w oku.
– Głaskał sierp księżyca. Bardzo cię nienawidzi.
– Gdzie jest ten sierp księżyca?
– W układzie słonecznym Aerolis. Nieopodal Guanchomitis.
– Jesteś pewien, Larry? Jesteś pewien, że nie… Myron wstał i zaprowadził go do telefonu. Larry kulił się.
Myron wskazał nalepkę ze zdjęciem sierpa księżyca, obiecującą darmowe nocne rozmowy. Larry jęknął.
– Czy to jest ten sierp księżyca?
– Och proszę, o Boże, proszę…
– Uspokój się, Larry. Kto jeszcze chce tej planety? Kto tak mnie nienawidzi, że głaszcze sierp księżyca?
Dwadzieścia minut później Myron wszedł do pralni chemicznej Changów. W kolejce czekały trzy osoby. Klientów obsługiwała Maxine Chang. Myron nie ustawił się za nimi. Stanął z boku i założył ręce na piersi. Maxine co chwilę na niego zerkała. Myron zaczekał, aż klienci wyjdą. Potem podszedł do niej.
– Gdzie Roger? – zapytał.
– Ma zajęcia.
Myron spojrzał jej w oczy.
– Czy pani wie, że do mnie dzwonił?
– Dlaczego miałby dzwonić do pana?
– Niech pani mi to powie.
– Nie wiem, o czym pan mówi.
– Mam przyjaciela w firmie telefonicznej. Roger dzwonił do mnie z budki w restauracji. Mam wiarygodnych świadków, którzy widzieli go tam w tym czasie. – To była co najmniej przesada, ale Myron ciągnął bez zmrużenia oka: – Groził mi. Wyzwał mnie od skurwieli.
– Roger by tego nie zrobił.
– Nie chcę narobić mu kłopotów, Maxine. O co chodzi? Wszedł następny klient. Maxine zawołała coś po chińsku.
Jakaś staruszka wyszła z zaplecza i zajęła się klientem. Maxine skinęła na Myrona, żeby poszedł za nią. Zrobił to. Minęli rzędy ruchomych wieszaków. Kiedy był mały, te przesuwające się metalowe wieszaki zawsze go zdumiewały, niczym rekwizyty z jakiegoś fajnego filmu science fiction. Maxine szła dalej, aż znaleźli się na tyłach pralni.
– Roger to dobry chłopiec – powiedziała. – Tak ciężko pracuje.
– Co się dzieje, Maxine? Kiedy byłem tu poprzednio, zachowywałaś się dziwnie.
– Pan nie rozumie, jak jest ciężko. Żyć w takim miasteczku. Rozumiał, bo mieszkał tu całe życie, ale zatrzymał to dla siebie.
– Roger tak ciężko pracował. Dostawał dobre stopnie. Był czwarty w swojej klasie. Te i
– A co to ma ze mną wspólnego?
– I
– Rozumiem, ale nie wiem, co to ma wspólnego ze mną.
– Chcę, żeby pan zrozumiał. Z tym właśnie musimy walczyć. Z ich pieniędzmi i władzą. Z ludźmi, którzy oszukują, kradną i są gotowi na wszystko.
– Jeśli chce mi pani powiedzieć, że w tym mieście trwa ostra walka o przyjęcie do college’u to dobrze o tym wiem. Również brałem w niej udział.
– Pan był koszykarzem.
– Tak.
– Roger jest takim dobrym uczniem. Tak ciężko pracuje. Jego marzeniem jest dostać się do Duke. Mówił panu o tym. Pewnie pan nie pamięta.
– Wspominał, że złoży tam podanie. Nie pamiętam, że mówił, że to jego marzenie. Po prostu wymienił kilka szkół.
– Ta była na pierwszym miejscu – oświadczyła stanowczo Maxine Chang. – I gdyby Roger został przyjęty, dostałby stypendium. Wystarczyłoby na czesne. To było dla nas bardzo ważne. Jednak nie dostał się. Mimo że był czwarty w swojej klasie. Chociaż miał bardzo dobre wyniki. Lepsze niż Aimee Biel.
Maxine Chang popatrzyła na Myrona ponuro.
– Chwileczkę. Winicie mnie za to, że Roger nie dostał się do Duke?
– Niewiele wiem, Myronie. Jestem tylko praczką. Jednak taka szkoła jak Duke niemal nigdy nie przyjmuje więcej niż jednego ucznia z konkretnego liceum w New Jersey. Aimee Biel została przyjęta. Roger miał lepsze stopnie i doskonałą opinię. Żadne z nich dwojga nie jest wybitnym sportowcem. Roger gra na skrzypcach, Aimee na gitarze.
Maxine Chang wzruszyła ramionami.
– Zatem niech mi pan powie. Dlaczego to ona się dostała, a nie Roger?
Chciał zaprotestować, ale nagle zrozumiał. Napisał list polecający. Nawet zadzwonił do swojego kolegi. Ludzie wciąż robią takie rzeczy. Przecież z tego nie wynikało, że Roger Chang nie zostanie przyjęty. Jednak zadziałała prosta matematyka: kiedy ktoś zajmie jedyne miejsce, ktoś i
Maxine powiedziała błagalnie:
– Roger był taki zły.
– To nie jest usprawiedliwienie.
– Nie, nie jest. Porozmawiam z nim. Przeprosi pana, obiecuję.
Jednak Myronowi znów coś przyszło do głowy.
– Czy Roger był zły tylko na mnie?
– Nie rozumiem.
– Czy był zły także na Aimee?
Maxine Chang zmarszczyła brwi.
– Dlaczego pan pyta?
– Ponieważ zaraz potem z tej budki telefonicznej dzwoniono na komórkę Aimee Biel. Czy Roger był na nią zły? Chciał się odegrać?
– Nie, nie Roger. On nie jest taki.
– Racja, on tylko grozi mi przez telefon.
– To była zwykła dziecinada. Nie wiedział, co robi.
– Muszę porozmawiać z Rogerem.
– Co? Nie, zabraniam panu.
– Świetnie, więc pójdę na policję. Powiem o groźbach przez telefon.
Zrobiła wielkie oczy.
– Nie zrobiłby pan tego.
Zrobiłby. Może nawet powinien to zrobić. Jednak jeszcze nie teraz.
– Chcę z nim porozmawiać.
– Będzie tu po szkole.
– Zatem wrócę o trzeciej. Jeśli go nie zastanę, pójdą na policję.