Страница 67 из 160
– Wojny opiumowe? Pytałem o tego attache, Johna Nelsona.
– O, i jest tu jakiś związek?
– Z czym, inspektorze?
– Z wojnami opiumowymi.
– Jeśli jest, to on ma ze sto pięćdziesiąt lat, a jego akta mówią, że tylko trzydzieści dwa.
– Naprawdę? Taki młody, hę?
Ballantyne prowadził rozmowę zbyt wykrętnie, by zadowolić Lina. Jeśli ten stary wyga coś wiedział, to nie zamierzał tego ujawniać. Wszyscy i
Zadzwonił telefon. Lin gwałtownie chwycił słuchawkę.
– Słucham?
– Nasz obiekt poszedł na Peak Tram i złapał taksówkę do Wanchai. Jest w kawiarni o nazwie „Monkey Tree”. Jestem tu z nim. Widzę go.
– Lokal stoi na uboczu i jest bardzo zatłoczony – powiedział major. – Czy z kimś się tam spotkał?
– Nie, ale zamówił stolik dla dwóch osób.
– Przyjadę najszybciej jak to możliwe. Jeśli będziesz musiał stamtąd wyjść, skontaktuję się z tobą przez radio. Ty jesteś z Wozu Siódmego, tak?
– Wóz Siódmy, sir… Chwileczkę! Do jego stolika podchodzi jakaś kobieta. Obiekt wstaje.
– Rozpoznajesz ją?
– Nie. Jest za ciemno.
– Zapłać kelnerowi. Spowoduj przerwę w obsłudze gości. Ale nie nachalnie, tylko na parę minut. Pojadę naszą sanitarką, syrenę wyłączę o jedną przecznicę wcześniej.
Catherine, zawdzięczam ci bardzo wiele i ze wszystkich sił chcę ci pomóc. Ale muszę wiedzieć coś więcej niż to, co mi powiedziałaś.
– A więc jest związek, tak? Havilland i Marie St. Jacques.
– Tego nie potwierdzam, nie mogę potwierdzić, ponieważ nie rozmawiałem z Havillandem. Ale rozmawiałem z kimś i
– Takie wczoraj sprawiałam na tobie wrażenie? – spytała Catherine, przygładzając szpakowate włosy. – Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
– Ej, daj spokój. Nie chodzi o twoje słowa, lecz o sposób, w jaki je wypowiadałaś. Z ledwie skrywanym napięciem. Takim samym tonem jak ja, gdy dawałaś mi fotografie. Zapewniam cię, że potrafię to zauważyć.
– Joh
– Ja muszę ją podjąć, Catherine. – Nelson zaczął się rozglądać w poszukiwaniu kelnera. – Gdzie te cholerne drinki?
– Nie odczuwam pragnienia.
– Ale ja tak. Zawdzięczam ci wszystko, lubię cię i wiem, że nie użyłabyś tych zdjęć przeciwko mnie, a to tylko pogarsza sprawę…
– Oddałam ci wszystkie odbitki, a negatywy spaliliśmy razem.
– A więc mój dług jest tym bardziej rzeczywisty, nie rozumiesz tego? To dziecko miało ile?… Dwanaście lat?
– Nie miałeś o tym pojęcia. Byłeś zamroczony narkotykiem.
– Paszport do krainy zapomnienia. Moja przyszłość to nie sekretarz stanu, lecz szef dziecięcego burdelu. Cóż to był za diabelski odlot!
– Było, minęło, a ty skończ wreszcie z tym melodramatem. Chcę tylko, byś mi powiedział, czy istnieje związek między Havillandem i Marie St. Jacques. A to, jak sądzę, wiesz. Skąd te opory? Bo ja będę wtedy wiedziała, co zrobić.
– Stąd, że jeśli ci powiem, muszę także powiedzieć Havillandowi, że ci mówiłem.
– Więc daj mi godzinę.
– Dlaczego?
– Bo ja mam jeszcze kilka fotografii w moim sejfie w konsulacie – skłamała Catherine Staples.
Osłupiałego Nelsona aż odrzuciło na oparcie krzesła. – O, Boże! Nie mogę w to uwierzyć!
– Joh
– O, Chryste…
Kelner przyniósł drinki, a gdy Catherine podniosła głowę, by skinąć w podziękowaniu, jej wzrok przyciągnęła postać mężczyzny, który stał koło kabiny telefonicznej w zatłoczonym korytarzu prowadzącym do wyjścia i przyglądał im się. Odwróciła głowę.
– A więc jak, Joh
– Potwierdzam – wyszeptał Nelson chwytając szklankę.
– Dom na Victoria Peak?
– Tak.
– Kim jest człowiek, z którym rozmawiałeś, ten, który tu był przedtem na placówce?
– McAllister. Podsekretarz stanu McAllister.
– Wielki Boże!
Przy wejściu zrobił się nadmierny ruch. Catherine przysłoniła oczy dłonią i obróciła lekko głowę, by ogarniać wzrokiem większą przestrzeń. Wszedł ogromny człowiek, kierując się w stronę telefonu przy ścianie. W całym Hongkongu był tylko jeden taki człowiek: Lin Wenzu, MI 6, Wydział Specjalny! Amerykanie zwerbowali najlepszego, ale to mogło okazać się najgorsze dla Marie i jej męża.
– Nie zrobiłeś nic złego, Joh
– Catherine?
– Co?
– Twarda gra?
– Bardzo twarda, kochanie.
Przeszła obok Wenzu, który skulił się i odwrócił. Weszła do toalety, odczekała kilka sekund, po czym wyszła wraz z dwiema i
Pobiegła boczną uliczką do Gloucester Road i skręciła w lewo przyspieszając kroku, póki nie znalazła budki telefonicznej. Wrzuciła monetę i nakręciła numer.
– Halo?
– Marie, znikaj z mieszkania! Mój wóz jest w garażu o jedną przecznicę na prawo od wyjścia z budynku. Garaż nazywa się „Pałac Minga”, ma czerwony szyld. Leć tak szybko, jak potrafisz! Spotkam się z tobą. Pospiesz się!
Catherine przywołała taksówkę.
Kobieta nazywa się Staples, Catherine Staples! – krzyczał ostrym tonem Lin Wenzu do słuchawki w „Monkey Tree”, zagłuszając hałas panujący w korytarzu wyjściowym. – Wrzuć dyskietkę konsulatu do komputera i przeszukaj. Szybko! Potrzebny mi jej adres i masz się diablo-diablo postarać, żeby był aktualny! – Major czekał słuchając. Mięśnie szczęki drgały mu z wściekłości. Wreszcie usłyszał adres i wydał kolejny rozkaz.- Jeśli jakiś wóz z naszej grupy jest w tamtej okolicy, złap go przez radio i każ tam lecieć na złamanie karku. Gdyby takiego nie było, wysyłaj natychmiast i
^›Vóz piąty, zgłoś się! – powtarzał radiooperator do mikrofonu z ręką na wyłączniku w prawym dolnym rogu stojącej przed nim konsolety. Pokój był biały, bez okien, pomruk klimatyzatora cichy, ale nieprzerwany, warkot urządzenia filtrującego powietrze jeszcze cichszy. Trzy ściany zajmowały baterie skomplikowanej aparatury radiowej i komputerowej nad niepokalanie białymi blatami z najgładszego plastiku. Wnętrze miało w sobie coś antyseptycznego i surowego. Mogłoby to być laboratorium elektroniczne w zasobnym instytucie medycznym, ale nie było. Była to zupełnie i
– Wóz piąty, zgłaszam się! – rozległ się zadyszany głos z odbiornika. – Dostałem twoją wiadomość, ale byłem o całą ulicę dalej, śledząc Tajlandczyka. Mieliśmy rację. Narkotyki.
– Przejdź na falę kodowaną! – zarządził operator, przerzucając wyłącznik. Rozległ się gwizd i urwał równie nagle, jak się włączył. – Masz zostawić tego Tajlandczyka – kontynuował radiowiec. – Jesteś najbliżej. Jedź na Arbuthnot Road, najszybsza droga jest przez bramę do Ogrodów Botanicznych. – Podał adres Catherine Staples i zakończył rozkazem: – Amerykanka. Przypilnować. Zdjąć ją.
– Aiya – wyszeptał bez tchu agent Wydziału Specjalnego.
Marie próbowała nic poddawać się panice, narzucając sobie opanowanie wbrew temu, co czuła. Sytuacja była absurdalna. Ale równocześnie śmiertelnie poważna. Ubrana była w źle leżący na niej szlafrok Catherine, ponieważ wzięła długą, gorącą kąpiel. Co gorsza uprała swoje ubranie w zlewozmywaku. Było nadal mokre, rozwieszone na plastikowych fotelikach na małym balkonie mieszkania Catherine. Tak naturalna, tak logiczna wydawała się potrzeba, by zmyć z siebie pot i brud Hongkongu, a także z cudzego ubrania. A od tanich sandałków miała na podeszwach stóp bąble; największy przekłuła igłą. Trudno było z tym chodzić. Ale chodzić nie śmiała, musiała biec.
Co się stało? Catherine nie należała do osób wydających arbitralne rozkazy. Ona sama też nie, szczególnie wobec Dawida. Ludzie typu Catherine stara