Страница 129 из 160
– Marie! – krzyknął z rozpaczą. – Co z nią zrobiliście? Otrzymałem gwarancje! Po dostarczeniu towaru miałem odzyskać moją żonę! Miałem usłyszeć jej głos przez telefon, ale telefon nie działał! Zamiast tego wyśledzono, skąd dzwonię i nagle zjawiliście się wy, a nie moja żona! Gdzie ona jest?!
– Gdybyśmy wiedzieli, byłaby tu razem z nami.
– Kłamca! – krzyknął Bourne.
– Ja nie kłamię i nie powinien mnie pan zabijać za to, że nie kłamię. Uciekła ze szpitala…
– Szpitala?
– Była chora. Lekarz nalegał. Byłem tam, przed jej pokojem i pilnowałem jej! Była osłabiona, ale uciekła…
– O, Chryste! Chora! Słaba? Sama w Hongkongu? Mój Boże, zabiliście ją.
– Nie, sir! Mieliśmy rozkaz zadbać o jej wygodę…
– Taki mieliście rozkaz – rzekł Jason Bourne zimnym, twardym głosem. – Ale nie był to rozkaz waszego taipana. On słuchał i
– On wcale nie jest taipanem! To oficer, który uczył się i szkolił w Wielkiej Brytanii, człowiek, którego wszyscy tu szanują. Współpracuje z pańskimi rodakami, z Amerykanami. Pracuje w wywiadzie.
– Jestem tego pewien… Od samego początku wszystko wyglądało tak samo. Tylko że tym razem nie był to Szakal, ale ja. Przesuwano mnie po szachownicy do chwili, kiedy nie miałem i
– Nie! – zawołał Chińczyk. Twarz miał mokrą od potu i szeroko rozwartymi oczami wpatrywał się w ostrze wbijające się w jego ciało. – Powiedziano nam niewiele, ale nie słyszałem nic takiego, o czym pan mówi!
– Wobec tego, co tu robicie? – spytał ostro Jason.
– Mieliśmy tylko obserwować, przysięgam! I nic więcej!
– Dopóki nie zjawią się likwidatorzy? – stwierdził lodowatym tonem Bourne. – Żeby twój trzyczęściowy garniturek pozostał czysty, żeby nie było plam krwi na twojej koszuli ani żadnych śladów prowadzących do tych ludzi bez twarzy i nazwisk, dla których pracujesz.
– Myli się pan! Nie jesteśmy tacy, nasi zwierzchnicy też nie są tacy!
– Mówiłem ci, że już przez to przeszedłem. Jesteś taki sam, wierz mi… A teraz coś mi powiesz. Cokolwiek to jest, jest to paskudne, brudne i całkowicie bezpieczne. Nikt nie prowadzi operacji takiej jak ta bez zakonspirowanej bazy. Gdzie to jest?
– Nie rozumiem pana.
– Dowództwo albo Baza Numer Jeden, albo zakonspirowany dom, albo tajny Ośrodek Dowodzenia… nie obchodzi mnie, jak to, u diabła, nazwiesz. Gdzie to jest?
– Proszę, nie mogę…
– Możesz. I powiesz. Jeśli tego nie zrobisz, będziesz ślepy, bo ci wydłubię oczy. Już!
– Mam żonę i dzieci!
– Ja też. Remis. Tracę cierpliwość. – Jason przerwał, minimalnie zmniejszając nacisk na ostrze. – Poza tym jeżeli jesteś tak pewny, że masz rację… że twoi przełożeni nie są tacy, za jakich ich uważam, to w czym problem? Może zdołamy dojść do porozumienia.
– Tak! – krzyknął przerażony mężczyzna. – Porozumienie! To dobrzy ludzie. Nie zrobią panu krzywdy!
– Nie będą mieli szansy – szepnął Bourne.
– Słucham, sir?
– Nic. Gdzie to jest? Gdzież jest ten ustro
– Victoria Peak! – powiedział zmartwiały z przerażenia pracownik wywiadu. – Dwunasty dom po prawej stronie, otoczony wysokim murem…
Bourne wysłuchał opisu zakonspirowanego domu, spokojnej, strzeżonej posiadłości, położonej między i
Chcieli mieć Jasona Bourne'a i byli gotowi posunąć się do zabójstwa, żeby go zdobyć. Dostaną dwóch Jasonów Bourne'ów i zginą za swoje kłamstwa.