Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 26 из 173

Rozdział 7

Marie St. Jacques Webb powitała karaibski poranek, przeciągając się w łóżku, po czym natychmiast spojrzała na stojącą niedaleko kołyskę. Alison spała głęboko, czego niestety nie można było o niej powiedzieć kilka godzin temu. Zachowywała się wtedy w taki sposób, że Joh

– Może chciałbyś zmienić pieluszkę?

– Nawet nie chcę o tym myśleć! – odparł St. Jacques i pośpiesznie zrejterował.

Teraz jednak słyszała jego głos dobiegający z zewnątrz przez zamknięte okie

– Cześć, Marie! – zawołał jej opalony, ciemnowłosy, przystojny młodszy brat, unosząc się w wodzie obok jej syna. – Mam nadzieję, że to nie my cię obudziliśmy. Właśnie postanowiliśmy się wykąpać.

– W związku z tym uznałeś za stosowne poinformować brytyjskie patrole przybrzeżne w Plymouth.

– Nie żartuj sobie, przecież już prawie dziewiąta. Tutaj, na wyspach, to późna pora.

– Dzień dobry, mamusiu. Wujek John pokazywał mi, jak odstraszyć rekina zwykłym kijem!

– Twój wujek dysponuje niewyczerpanymi pokładami nadzwyczaj istotnej wiedzy, z których, mam nadzieję, nigdy nie będziesz musiał korzystać.

– Na stole znajdziesz dzbanek z kawą, Marie. Pani Cooper przyrządzi ci na śniadanie, co tylko zechcesz.

– Kawa w zupełności wystarczy, Joh

– We własnej osobie – odparł brat. – Musimy poważnie porozmawiać. Jamie, wychodzimy z basenu.

– A co z rekinami?

– Załatwiłeś je wszystkie, co do jednego. Możesz przyrządzić sobie drinka.

– Joh

– W lodówce znajdziesz sok pomarańczowy.

John St. Jacaues okrążył basen i skierował się w stronę usytuowanego przed oknami sypialni patio, podczas gdy jego siostrzeniec pognał w podskokach do domu.

Marie przyglądała się bratu, dostrzegając coraz więcej podobieństw między nim a swoim mężem. Obaj byli wysocy i dobrze zbudowani, obaj poruszali się pewnym, zdecydowanym krokiem, ale podczas gdy David zwykle wygrywał, Joh

– Przejdźmy od razu do rzeczy – powiedział najmłodszy z klanu St. Jacques, siadając na krzesełku. Woda kapała z jego ciała na powierzchnię patia. – W co znowu wplątał się David? Nie mógł rozmawiać przez telefon, a ty wczoraj także nie byłaś w nastroju do dłuższej pogawędki. Co się stało?

– Szakal. Znowu pojawił się Szakal, oto, co się stało.

– Boże! – wybuchnął Joh

– Po tylu latach… – odparła cicho Marie, kiwając głową.

– Jak daleko dotarł?

– David próbuje to ustalić w Waszyngtonie. Na razie wiemy tylko tyle, że poprzez Hongkong i Koulun udało mu się odszukać Aleksa Conklina i Mo Panova.

Opowiedziała mu o fałszywych telegramach i zasadzce w wesołym miasteczku w Baltimore.

– Przypuszczam, że Aleks wziął ich wszystkich pod ochronę, czy jak to się tam u nich nazywa?

– Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jeśli nie liczyć nas i McAllistera, Mo i Aleks są jedynymi żyjącymi ludźmi, którzy wiedzą, kim był David… Boże, nawet nie mogę wypowiedzieć tego nazwiska! – Marie odstawiła raptownie filiżankę z kawą.

– Spokojnie, siostrzyczko. – Joh

– Ty nic nie rozumiesz, Joh

St. Jacaues uniósł dłoń.

– Daj spokój – powiedział łagodnie.

– Gdzie są dzieci? Jamie…? – rozejrzała się z niepokojem dookoła.

– Uspokój się – powtórzył tym samym tonem. – A jak uważasz, co David powinien zrobić? Wczołgać się do wazy z epoki Wing albo Ming i udawać przed samym sobą, że jego żonie i dzieciom nic nie grozi? Bez względu na to, czy wam, damom, to się podoba, czy nie, my, chłopcy, jesteśmy od tego, żeby trzymać wielkie koty z dala od naszych jaskiń. Naprawdę wierzymy w to, że lepiej się do tego nadajemy. Z drzemiących w nas pokładów brutalnej siły korzystamy tylko w ostateczności. David znalazł się właśnie w takiej sytuacji.

– Od kiedy to mój mały braciszek stał się filozofem? – zapytała Marie,

wpatrując się uważnie w jego twarz.

– To nie filozofia, siostrzyczko. Po prostu o tym wiem, i już. Podobnie jak większość mężczyzn, za przeproszeniem wszystkich feministek.

– Nie przepraszaj. Większość kobiet nie ma nic przeciwko temu. Czy uwierzysz, że twoja wspaniała, wykształcona siostra, która zaaplikowała go spodarce Kanady wiele ekonomicznych zastrzyków, wrzeszczy wniebogłosy, kiedy zobaczy mysz, a na widok szczura wpada niemal w panikę?

– Potwierdza to moją teorię, że inteligentne kobiety są bardziej uczciwe od pozostałych.

– Masz rację, Joh

– Wiem – odparł poważnie.

– Dlatego tak bardzo się boję, że to, co się teraz dzieje, może przywołać z powrotem tamten koszmar!

– W takim razie miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo.

Marie ponownie utkwiła badawcze spojrzenie w twarzy swego brata.

– Zbyt dobrze cię znam, braciszku. Coś przede mną ukrywasz.

– Skądże znowu.

– Tak, jestem tego pewna. Ty i David… Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Nasi dwaj starsi bracia, tacy solidni, tak godni zaufania, może nie jakieś orły intelektu, ale na pewno wystarczająco mądrzy… A mimo to wybrał właśnie ciebie. Dlaczego, Joh

– Nie mówmy na ten temat – odparł sucho St. Jacaues i cofnął rękę, którą przez cały czas trzymał na dłoni siostry.

– Ale ja muszę! Chodzi o moje życie, o nasze życie! Mam już dosyć tajemnic, nie zniosę ani jednej więcej. Powiedz mi, Joh

St. Jacques odchylił się na krześle, uniósł niepewnie dłoń do czoła i spojrzał błagalnie na swoją siostrę.

– W porządku. Wiem, co czujesz. Pamiętasz, jak sześć czy siedem lat temu opuściłem nasze ranczo, mówiąc, że chcę spróbować życia na własną rękę?

– Oczywiście. Złamałeś tym serce rodzicom, bo zawsze traktowali cię jak ukochanego…

– Zawsze traktowali mnie jak dziecko! – przerwał jej najmłodszy St. Jacques. – Odgrywali jakąś kretyńską "Bonanzę", w której moi trzydziestoparoletni starsi bracia słuchali bez zmrużenia oka starego, bigoteryjnego Kanadyjczyka francuskiego pochodzenia. Jedyna mądrość, jaką dysponował, miała oparcie w pieniądzach i ziemi.

– To nie jest cała prawda, ale nie będę się sprzeczać.

– Nie mogłabyś, Marie, bo robiłaś to samo. Nieraz nie było cię w domu przez cały rok.

– Byłam zajęta.

– Ja też.

– Co robiłeś?

– Zabiłem dwóch ludzi, a właściwie dwie bestie, które wcześniej zgwałciły i zamordowały moją przyjaciółkę.

– Co takiego?

– Nie krzycz tak głośno.

– Mój Boże, jak to się stało?

– Nie chciałem dzwonić do domu, więc skontaktowałem się z twoim mężem, a moim przyjacielem… Tylko on nie traktował mnie jak niedorozwiniętego dzieciaka. Wtedy wydawało mi się to najbardziej logicznym rozwiązaniem i, jak się okazało, była to najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć.

Jego rząd był mu wiele winien, więc z Waszyngtonu natychmiast przysłano do Ottawy odpowiednio dobraną ekipę. Zostałem uniewi

– Nigdy mi o tym nie powiedział…

– Błagałem go, żeby tego nie robił.

– A więc dlatego… Ale ja dalej nic nie rozumiem!

– To bardzo proste, Marie. Jakaś część jego umysłu wie, że ja mogę zabić i że to zrobię, jeśli zajdzie potrzeba.

Na patio zapadła cisza, którą przerwał dobiegający z wnętrza domu dzwonek telefonu. Zanim Marie zdążyła odzyskać głos, w drzwiach pojawiła się starsza czarnoskóra kobieta.

– To do pana, panie John. Dzwoni pilot z dużej wyspy. Mówi, że to coś bardzo pilnego, mon.

– Dziękuję, pani Cooper – powiedział St. Jacques, wstając z krzesełka, i podszedł szybkim krokiem do drugiego aparatu, stojącego w pobliżu basenu. Rozmawiał przez kilka chwil, po czym spojrzał na Marie, odłożył z trzaskiem słuchawkę na widełki i wrócił biegiem do swojej siostry.

– Pakuj się! Wyjeżdżacie stąd!

– Dlaczego? Czy to był ten człowiek, który pilotował nasz…