Страница 117 из 139
Twoja kochająca matka
Helen
Wrzesień 1963
Moja ukochana Córko!
Jestem prawie gotowa dać za wygraną i wrócić do Ciebie. W tym mie siącu przypadają Twoje urodziny. Jak mogłabym stracić takie święto? Mogę wrócić natychmiast, ale wiem, że gdybym tak zrobiła, wszystko zaczęłoby się od nowa. Czuję się nieczysta, tak jak przed sześcioma laty. Na tę myśl ogarnia mnie zgroza. Ty musisz pozostać nietknięta. Nie mog łabym być przy Tobie ze świadomością, że jestem skażona. Czy mam w ogóle prawo dotykać Twego gładkiego policzka?
Kochająca Cię matka
Helen
Październik 1963
Moja ukochana Córko!
Jestem w Asyżu. Ten zdumiewający kompleks kościołów i kaplic napełnia me serce rozpaczą. A mogliśmy być tu razem, Ty w swojej sukieneczce i kapeluszu, ja i Twój ojciec. Trzymalibyśmy się za ręce w tłumie i
Kochająca Cię matka
Helen
69
«Tamte dwa dni spędzone w Baczkowie były najdłuższymi dniami w moim życiu. Śpieszyło mi się na zapowiedziany festiwal, gdzie za słowem «smok» mógłbym podążyć do jego kryjówki. A jednocześnie bałem się chwili, gdy wszystko zamieni się w dym i niczego nie znajdziemy. Helen ostrzegła mnie, że ludowe pieśni są bardzo zwodnicze. Ich korzenie zanikły przez stulecia, ich teksty nieusta
«Dlatego właśnie są to pieśni ludowe» – wyjaśniła smętnie, wygładzając kołnierzyk mojej koszuli, kiedy siedzieliśmy drugiego dnia na dziedzińcu monasteru.
Widziałem, że jest bardzo zatroskana. Łzawiły mi oczy, bolała głowa. Rozglądałem się po rozpalonych słońcem płytach dziedzińca, po którym włóczyły się kury. Było to piękne, starodawne i egzotyczne dla mnie miejsce. Życie toczyło się tu nieodmie
Drugiego dnia obudziłem się bardzo wcześnie. Ze snu wyrwał mnie dźwięk klasztornych dzwonów, ale nie miałem pewności, czy mi się to nie przyśniło. Przez okno swej celi ujrzałem kilku mnichów zmierzających do kościoła. Ubrałem się – Boże, odzienie było już bardzo brudne, ale nie chciało mi się go prać – i szybko zbiegłem po schodach na dziedziniec. Było jeszcze bardzo wcześnie, szarówka, na niebie, ponad górami, wciąż lśnił księżyc. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie Wejść do kościoła. Jego drzwi były otwarte. Z wewnątrz bił blask świec i dobiegała woń wosku i kadzideł. W świątyni panował głęboki półmrok. Słyszałem głos zanoszących inkantacje mnichów. Ów monoto
Lekki podmuch wiatru zaszeleścił liśćmi lip. Znad okolicznych wzgórz i murów klasztoru zaczęło wyłaniać się słońce. Z oddali dobiegło pianie koguta. Była to czarowna chwila, jakbym zanurzał się w otchłań historii i odbywał wędrówkę wraz z bratem Kiryłem. Gdzieś tam znajdował się grobowiec, o którym pamięć dawno zaginęła. Znajdował się w odległości jednego dnia marszu, może trzech godzin albo nawet i tygodnia. Zachariasz twierdził, że nie było to daleko. Ale jak niedaleko? Dokąd poszli? Zalesione stoki skalistych gór, wyłożony kamie
«O dziewiątej rano wsiedliśmy do samochodu Ranowa. Brat Iwan, jako przewodnik, usiadł obok kierowcy. Ruszyliśmy drogą wiodącą wzdłuż rzeki, która po jakichś dziesięciu kilometrach zaniknęła. Dalej jechaliśmy długą, suchą doliną, pnącą się ostro pośród wzgórz. Widok poruszył coś w mojej pamięci. Szturchnąłem Helen. Popatrzyła na mnie z uwagą.
«Helen, dolina rzeki» – powiedziałem.
Twarz jej stężała. Poklepała po ramieniu Ranowa.
«Niech pan spyta brata Iwana, gdzie jest rzeka. Czyżbyśmy już zostawili ją za spbą?»
Ranow zadał mnichowi pytanie i nie odwracając się w naszą stronę, powiedział:
«Twierdzi, że rzeka wyschła, a jej puste koryto minęliśmy przy ostatnim moście, który przejechaliśmy. Tak, przed wielu, wielu laty doliną płynęła rzeka, ale wyschła».
Popatrzyliśmy w milczeniu z Helen po sobie. Przed nami, u końca doliny, pośród wzgórz piętrzyły się dwa wierzchołki, dwa samotne masywy górskie jak kanciaste skrzydła. Między nimi, w oddali, majaczyły kopuły niewielkiej świątyni. Helen gwałtownie chwyciła mnie za dłoń.
Kilka minut później skręciliśmy w drogę prowadzącą między rozległymi pagórkami. Minęliśmy tablicę z nazwą wioski Dimowo. Droga zwęziła się i Ranow zatrzymał samochód przed kościołem, choć same Dimowo znajdowało się trochę dalej.
Kościół Świętego Petka Męcze
«Na takich cmentarzach chowani są wieśniacy do dzisiaj» – dodał.
Nagrobki były kamie
«Brat Iwan mówi, że nabożeństwo zacznie się o jedenastej trzydzieści – wyjaśnił Ranow. – Kościół jest dopiero przygotowywany. Tymczasem zaprowadzi nas do baba Janki, a później tu wrócimy».
Obrzucił nas bacznym spojrzeniem, jakby sprawdzając, co nas najbardziej interesuje.
«A co tam się dzieje?» – zapytałem, wskazując grupę mężczyzn pracujących na przylegającym do kościółka polu.
Część z nich ciągnęła kłody i wielkie gałęzie drzew, tworząc z nich bardzo pokaźny stos. I
«Brat Iwan mówi, że to będzie ognisko. Nie spodziewałem się, że czeka nas spektakl przechodzenia przez ogień».
«Przechodzenia przez ogień?» – wytrzeszczyła oczy Helen.
«Tak – odrzekł obojętnie Ranow. – Czy znacie ten obyczaj? W obecnych czasach rzadko jest już spotykany w Bułgarii, a na pewno nie w tych okolicach. Słyszałem o przechodzeniu przez ogień, ale tylko w rejonach nad Morzem Czarnym. To biedne i zacofane tereny i partia robi wszystko, by naprawić ten stan rzeczy. Jestem przekonany, że niebawem obyczaje takie bezpowrotnie odejdą w przeszłość».
«Słyszałam o tym – powiedziała z przejęciem Helen. – To pogański obyczaj, lecz na Bałkanach, po przejściu na chrześcijaństwo, przejęła go miejscowa ludność. To nie tyle przechodzenie przez ogień, ile taniec. Cieszę się, że coś takiego zobaczę na własne oczy».
Ranow wzruszył ramionami i skierował nas w stronę kościoła. Tymczasem mężczyźni, pracujący przy stosie, podpalili drewno, które zajęło się wielkim płomieniem. Było wysuszone na pieprz i bardzo szybko ogień sięgnął góry stosu. Zatrzymał się nawet Ranow i obserwował pożogę. Mężczyźni odstąpili od olbrzymiego ogniska i wycierali dłonie o portki. Ogień rósł, sięgał już wysokości dachu kościoła, znajdował się on jednak w bezpiecznej odległości. Spoglądaliśmy, jak płomienie pożerają suche drewno.
W końcu nasz opiekun odwrócił się w naszą stronę:
«Będą tak palić przez kilka godzin, aż zostanie sam żar – oświadczył. – Teraz nawet najbardziej przesądni nie odważyliby się tańczyć w tym ognisku».
Kiedy weszliśmy do świątyńki, wyszedł do nas młody kapłan. Z serdecznym uśmiechem uścisnął nam dłonie, a z bratem Iwanem wymienił zażyły ukłon.
«Mówi, że to dla niego honor gościć was w dniu ich świętego» oświadczył sucho Ranow.
«Proszę mu powiedzieć, że dla nas to też zaszczyt wziąć udział w tej uroczystości. Niech pan go zapyta, kim był święty Petko».
Mnich wyjaśnił, że był to miejscowy męcze
Za pośrednictwem Ranowa zapytałem, czy słyszał coś o monasterze zwanym Sveti Georgi, ale mnich potrząsnął odmownie głową.
«Najbliższy monaster jest w Baczkowie – odparł. – Czasami przybywali tu do nas mnisi z i