Страница 5 из 87
– A więc mój film został wywołany tutaj?
– Oczywiście.
Grace wręczyła mu kopertę Photomatu.
– Może mi pan powiedzieć, kto wywołał ten film?
– Jestem pewien że to była zwykła pomyłka.
– Nie twierdzę, że nie. Ja tylko chcę wiedzieć, kto wywołał mój film.
Spojrzał na kopertę.
– Mogę spytać, dlaczego chce pani to wiedzieć?
– Czy to Josh?
– Tak, ale…
– Dlaczego wziął wolne?
– Przepraszam?
– Odebrałam zdjęcia tuż przed trzecią. Zamykacie o szóstej. Jest już prawie piąta.
– Co z tego?
– Wydaje się dziwne, że w punkcie zamykanym o szóstej pierwsza zmiana kończy się między trzecią a piątą.
Zastępca kierownika Bruce wyprostował się z godnością.
– Josh został wezwany w pilnych sprawach rodzi
– Jakich sprawach?
– Proszę, pani… – sprawdził na kopercie – Lawson, przepraszam za ten błąd i kłopot. Jestem pewien, że zdjęcie z i
– Tak?
– Czy mogę zobaczyć tę fotografię?
Grace obawiała się, że zechce zatrzymać zdjęcie.
– Nie mam go przy sobie – skłamała.
– Co było na tym zdjęciu?
– Grupka ludzi. Kiwnął głową.
– Rozumiem. Czy byli nadzy?
– Co takiego? Nie. Dlaczego pan pyta?
– Wygląda pani na rozgniewaną. Założyłem, że to zdjęcie tak panią oburzyło.
– Nie, nic takiego. Chciałam tylko porozmawiać z Joshem. Może pan podać mi jego nazwisko albo numer telefonu?
– Niestety, nie. Jednak będzie tu jutro od rana. Może pani wtedy z nim porozmawiać.
Grace podziękowała i wyszła. Może tak będzie lepiej, pomyślała. Przyjeżdżając tutaj, zareagowała nerwowo. Poprawka. Zareagowała zbyt nerwowo.
Jack za kilka godzin wróci do domu. Wtedy go o to zapyta.
Grace musiała rozwieźć do domów dzieci po lekcji pływania. Cztery dziewczynki w wieku od ośmiu do dziesięciu lat, wszystkie niezwykle żywe, wcisnęły się na tył wozu. Głośne chichoty, chóralne „halo, pani Lawson”, mokre włosy, delikatny zapach chloru z YMCA i gumy do żucia, odgłos ściąganych plecaków i zatrzaskiwanych pasów. Nikt nie usiadł z przodu – zgodnie z nowymi przepisami – ale chociaż czuła się jak szofer, a może właśnie dlatego, Grace lubiła odwozić dzieci. Mogła wtedy patrzeć, jak jej pociecha radzi sobie z rówieśnikami. W samochodzie dzieci rozmawiają swobodnie, jakby kierujący znajdował się w zupełnie i
I można się przy tym doskonale bawić.
Jack znowu pracował do późna, więc po powrocie do domu Grace szybko przygotowała obiad dla Maxa i Emmy – gulasz warzywny (podobno zdrowszy, a po dodaniu keczupu dzieciaki nie zauważą różnicy), placki ziemniaczane i wielką mrożoną kukurydzę Jolly Green. Na deser obrała im dwie pomarańcze. Emma odrobiła prace domowe, zdaniem Grace zbyt trudne dla ośmioletniego dziecka. Gdy znalazła chwilkę czasu, Grace przeszła przez korytarz i włączyła komputer.
Mogła nie znać się na fotografii cyfrowej, ale rozumiała konieczność, a nawet zalety grafiki komputerowej oraz światowej sieci internetowej. Miała własną stronę, na której prezentowała swoje prace, informowała, jak je kupić lub jak zamówić obraz. Z początku wydawało jej się to reklamiarstwem, ale Farley, jej agent, przypomniał Grace, że Michał Anioł malował dla pieniędzy i na zamówienie. Tak samo jak da Vinci, Rafael i właściwie każdy wielki artysta, jakiego znał ten świat. Kim jest, żeby się wywyższać?
Grace zeskanowała trzy najlepsze zdjęcia ze zbierania jabłek, żeby je zachować, a potem – bardziej pod wpływem kaprysu niż czegokolwiek i
– Hej – zawołał szeptem Jack -jest tam jakaś napalona babeczka, czekająca na długiego rogala?
– Dzieci… dzieci jeszcze nie śpią.
– Och.
– Przyłączysz się do nas?
Jack wbiegł po schodach, pokonując po dwa stopnie naraz. Dom zatrząsł się pod jego ciężarem. Był potężnym mężczyzną, miał prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu i ważył sto dziesięć kilo. Lubiła, jak śpi obok niej, jego wznoszącą się i opadającą pierś, męski zapach, miękkie włosy na klatce piersiowej i to, jak w nocy obejmuje ją ramieniem, gestem nie tylko intymnym, ale dającym poczucie bezpieczeństwa. Sprawiał, że czuła się mała i dobrze chroniona, co może było niemodne, ale przyjemne.
– Cześć, tatusiu – powiedziała Emma.
– Hej, kotku, jak było w szkole?
– Dobrze.
– Wciąż podkochujesz się w tym Tonym?
– E tam!
Zadowolony z jej reakcji, Jack pocałował Emmę w policzek.
Max wyszedł ze swojego pokoju, całkiem goły.
– Szef gotowy do kąpieli? – zapytał Jack.
– Gotowy – odparł Max.
Przybili sobie piątkę. Jack porwał na ręce rozchichotanego chłopca. Grace pomogła Emmie włożyć piżamę. Z łazienki dochodziły wybuchy śmiechu. Jack śpiewał z Maxem rytmiczną. piosenkę o niejakiej Je
W tym momencie śpiewali, że Je
Jack wytarł Maxa, ubrał go w piżamę i położył spać. Przeczytał mu dwa rozdziały Charliego w fabryce czekolady. Max jak urzeczony słuchał każdego słowa. Emma była już na tyle duża, że mogła czytać sobie sama. Leżała w swoim łóżku, pochłaniając najnowszą opowieść Lemony Snicketa o sierotkach Baudelaire. Grace usiadła przy niej i rysowała przez pół godziny. To była jej ulubiona pora dnia, kiedy mogła w milczeniu pracować w pokoju córki.
Jack skończył, a Max zaczął go prosić, żeby przeczytał jeszcze jedną stronę. Jack był nieugięty. Zrobiło się późno, powiedział. Max niechętnie ustąpił. Jeszcze przez chwilę rozmawiali o zbliżającej się wizycie Charliego w fabryce Willy'ego Wonka. Grace przysłuchiwała się rozmowie.
Roald Dahl, uzgodnili obaj jej mężczyźni, jest niesamowity.
Jack przygasił światła – mieli zamontowany ściemniacz, ponieważ Max nie lubił ciemności – a potem wszedł do pokoju Emmy. Pochylił się, żeby pocałować ją na dobranoc. Emma, prawdziwa córeczka tatusia, zarzuciła mu ręce na szyję i nie chciała puścić. Co wieczór doskonaliła na nim swoją technikę okazywania uczucia i odwlekania chwili, kiedy będzie musiała pójść spać.
– Masz coś nowego w dzie
– Piszemy wiersze – poinformowała. – Dzisiaj zaczęłam jeden.
– Świetnie. Chcesz go przeczytać?
Emma promieniała. Jack też. Odkaszlnęła i zaczęła:
Piłko, piłko plażowa, czemu jesteś taka nowa? Tak doskonale okrągła i tak pięknie brązowa. Piłko, piłko tenisowa, czemu skaczesz po trawie? Gdy uderzą cię rakietą, czy kręci ci się w głowie?
Grace obserwowała ich, stojąc w drzwiach. Ostatnio Jack pracował do późna. Zazwyczaj nie miała nic przeciwko temu. Chwile spokoju zdarzały się coraz rzadziej. Potrzebowała wytchnienia. Samotność, poprzedzająca nudę, jest motorem procesu twórczego. Właśnie o to chodzi tym wszystkim medytującym artystom – starają się nudzić tak strasznie, żeby natchnienie musiało przyjść choćby jako mechanizm obro
Kiedy Emma skończyła, Jack cofnął się i powiedział:
– Ooo!
Emma zrobiła minę, jaką robi zawsze, gdy jest z siebie dumna i nie chce tego okazać. Ściągnęła wargi i leciutko je przygryzła.
– To najlepszy wiersz, jaki słyszałem w życiu – powiedział Jack. Emma skromnie wzruszyła ramionami.
– Ma tylko dwie zwrotki.
– To najlepsze dwie pierwsze zwrotki, jakie słyszałem w życiu.
– Jutro napiszę wiersz o hokeju.
– Skoro o tym mowa… Emma usiadła.
– Co?
Jack uśmiechnął się.
– Mam bilety na sobotni mecz Rangersów w Garden.
Emma, należąca do grupy kibiców rywalizującej o wpływy z wielbicielami ostatniego boys bandu, wydała radosny okrzyk. Znów zarzuciła mu ręce na szyję. Jack przewrócił oczami i zniósł to z godnością. Zaczęli omawiać ostatni mecz drużyny, a także rozważać jej szansę na pokonanie zespołu Mi
– Muszę znaleźć coś do jedzenia – szepnął do Grace.
– W lodówce są resztki kurczaka.
– Może przebierzesz się w wygodniejszy strój?
– Nadzieja wiecznie żywa. Jack uniósł brew.
– Wciąż się boisz, że nie jesteś dla mnie dość kobieca?
– Och, to mi coś przypomina.
– Co?
– Coś w związku z ostatnią randką Córy.
– Rozbieraną?
– Zaraz zejdę na dół.
Uniósł drugą brew, cicho gwizdnął i zszedł po schodach. Grace zaczekała, aż Emma zacznie głęboko oddychać. Wtedy zgasiła światło i jeszcze przez chwilę przyglądała się córce. Tak zwykle robi Jack. Nocami krąży po korytarzu, nie mogąc zasnąć, doglądając śpiących dzieci. Czasem budziła się w nocy i nie znajdowała go obok siebie. Jack stał zwykle w drzwiach jednego z pokoi dzieci, patrząc szklanym wzrokiem. Kiedy podchodziła do niego, mówił: „Są takie kochane…”. Nie musiał mówić nic więcej. Nie musiał mówić nawet tego.
Teraz nie słyszał, jak podeszła, i z jakiegoś powodu, nad którym Grace nawet nie chciała się zastanawiać, nie odezwała się do niego. Stał nieruchomo, plecami do niej, ze spuszczoną głową. To było niezwykłe. Zazwyczaj był w nieusta