Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 70 из 108

27

Obudziły mnie pora

Wzięłam prysznic, zrobiłam kawę i tosty, po czym przerzuciłam Gazette. Nie kończąca się dyskusja o secesji. Co by się stało z gospodarką? Z autochtonami? Z anglojęzycznymi mieszkańcami? Część ogłoszeniowa jasno świadczyła o obawach związanych z referendum. Wszyscy sprzedają, a nikt nie chce kupić. Może powi

Bre

To prawda. Nienawidzę załatwiania różnych spraw. Tych drobiazgów, bez których nie można funkcjonować w technologicznie zaawansowanym kraju pod koniec drugiego tysiąclecia. Paszport. Prawo jazdy. Pozwolenie na pracę. Podatek dochodowy. Szczepionka przeciw wściekliźnie. Pranie chemiczne. Wizyta u dentysty. Badanie cytologiczne. Moja metoda: odkładać tak długo, aż się da. Dzisiaj samochód musi trafić do przeglądu.

Jeśli chodzi o podejście do samochodu, to jestem córą Ameryki. Jak go nie mam, czuję się nieswojo, skrępowana i czegoś mi brakuje. Jak zdołam uciec w razie inwazji? A jak będę miała ochotę wyjść wcześniej z przyjęcia albo zostać tak długo, że metro już nie będzie kursowało? Pojechać na wieś? Przewieźć stolik? Muszę mieć cztery kółka. Ale nie jestem bałwochwalcą. Chcę samochodu, który zapali, kiedy przekręcę kluczyk w stacyjce, dowiezie mnie, gdzie chcę, będzie to robił przynajmniej przez dziesięć lat i nie będzie trzeba się z nim specjalnie cackać.

Z pokoju Gabby nadal nie dochodzą żadne dźwięki. Muszę być dla niej miła. Spakowałam manatki i wyszłam.

O dziewiątej samochód był w warsztacie, a ja w metrze. Godziny ra

Potem oczy powędrowały do planu metra. Kolorowe linie przecinały się jak srebrne kreski na głównej płycie komputera, białe kropki znaczyły stacje.

Moja trasa biegła wzdłuż zielonej linii od Guy-Concordia do Papineau. Pomarańczowa linia okrążała górę, z północy na południe po jej wschodniej stronie, potem przez jakiś czas ze wschodu na zachód pod zieloną linią, po czym w zachodniej części miasta znowu z północy na południe. Żółta linia nurkowała pod rzeką i wynurzała się na Ile Ste. Helenę i na Longueuil na południowym brzegu. Duża kropka. Duży punkt przesiadkowy.

Pociąg stukotał cicho, jadąc przez swój podziemny tunel. Policzyłam, za ile przystanków muszę wysiąść. Siedem kropek.

Zachowanie nerwicowe, Bre

Oczy wędrowały na północ po pomarańczowej linii, a ja wyobrażałam sobie zmieniający się krajobraz miasta. Berri-UQAM. Sherbrooke. Mount Royal. W końcu, Jean-Talon. Isabelle Gagnon mieszkała w tej dzielnicy.

O?

Poszukałam wzrokiem dzielnicy, w której mieszkała Margaret Adkins. Zielona linia. Jaka stacja? Pie IX. Policzyłam ilość stacji od Berri-UQAM. Sześć na wschód.

A ile do Gagnon? Z powrotem na pomarańczową linię. Sześć.

Delikatne włoski zaczęły swędzieć mnie na karku.

Morisette-Champoux. Stacja Georges-Vanier. Pomarańczowa linia. Sześć stacji na zachód od Berri-UQAM.

Jezu.

Trottier? Nie. Metro nie jeździ do Ste. A

Damas? Parć Extension. Blisko stacji Laurier i Rosemont. Trzecia i czwarta stacja od Berri-UQAM.

Wpatrywałam się w plan. Trzy ofiary mieszkały dokładnie sześć stacji od Berri-UQAM. Zbieg okoliczności?

– Papineau – obwieścił mechaniczny głos.

Wzięłam swoje rzeczy i wyskoczyłam na peron.

Dziesięć minut później, kiedy otwierałam swój gabinet, usłyszałam telefon.

– Doktor Bre

– Co ty do diabła wyprawiasz, Bre

– Dzień dobry, Ryan. W czym mogę ci pomóc?

– Claudel chce mi wyrwać jaja z twojego powodu. Mówi, że odwiedzasz rodziny ofiar i zadajesz im pytania.

Czekał, żebym coś powiedziała, ale ja milczałam.

– Bre

– Zadałam kilka pytań. To nie jest nielegalne. – Nie zrobiłam nic, żeby załagodzić jego gniew.

– Nic nikomu nie powiedziałaś. Żadnej koordynacji. Po prostu poszłaś i zapukałaś do drzwi. – Słyszałam wciągane przez nos powietrze. Sądząc po odgłosach, jego nozdrza były ściśnięte.

– Najpierw zadzwoniłam. – Nie była to do końca prawda w przypadku Genevieve Trottier.

– Nie prowadzisz śledztwa.

– Zgodzili się ze mną spotkać.

– Bierzesz siebie za Philipa Marlowe'a. To nie twoja działka.

– Oczytany z ciebie detektyw.

– Boże, Bre

W tle słyszałam normalne hałasy sali detektywów.

– Posłuchaj. – Już był opanowany. – Nie zrozum mnie źle. Myślę, że jesteś godna zaufania. Ale to nie jest gra. Ci ludzie zasługują na coś lepszego. – Jego słowa były twarde jak granit.

– Tak.

– Ja się zajmuję sprawą Trottier.

– A co dokładnie robi się w twojej sprawie?

– Bren…

– A co z i

– Nie powiedziałem ci, żebyś się odwaliła.

– To co chcesz mi powiedzieć, Ryan?

– Rozumiem, że Cłaudel chce twojej głowy. A ty chcesz wyrwać mu jaja. Pewnie chciałbym zrobić to samo, gdyby przyparł mnie do muru. Ja tylko nie chcę, żebyś mi spaprała dochodzenie.

– A to co ma znaczyć?

Odpowiedział dopiero po dłuższym czasie.

– Nie chodzi o to, że nie chcę twojego zaangażowania. Chcę tylko, żeby priorytety w tym dochodzeniu były jasno określone.

Przez dłuższą chwilę oboje milczeliśmy. Z obu końców linii sączył się gniew.

– Wydaje mi się, że coś znalazłam.

– Co? – Tego się nie spodziewał.

– Może mam coś, co łączy te sprawy.

– O co ci chodzi? – Jego głos był już nieco mniej nerwowy.

Wcale dokładnie nie wiedziałam, o co mi chodzi. Może po prostu chciałam go zbić z tropu.

– Spotkajmy się na lunchu.

– Lepiej, żeby to było coś sensownego, Bre

Szczęśliwym trafem nie miałam żadnych nowych spraw, więc mogłam od razu zabrać się do roboty. Jak dotąd, nic się nie składało w sensowną całość. Może metro jest elementem łączącym te sprawy.

Uruchomiłam komputer i otworzyłam plik z tabelą, żeby sprawdzić adresy. Tak. Nie pomyliłam się co do stacji, przy których mieszkały zamordowane kobiety. Wygrzebałam plan i zaznaczyłam na nim stacje, tak jak razem z Ryanem zrobiliśmy to z domami ofiar. Trzy pinezki tworzyły trójkąt, w centrum którego było Berri-UOAM. Morisette-Champoux, Gagnon i Adkins mieszkały w odległości sześciu stacji od Berri-UOAM, która znajdowała się bardzo blisko mieszkania St. Jacquesa.

Czy to może być to? Wsiądź w kolejkę na Berri-UOAM. Wybierz ofiarę spośród wysiadających sześć stacji dalej. Czy nie czytałam już gdzieś o tego rodzaju zachowaniach? Może pojawić się obsesja na punkcie jakiegoś koloru. Cyfry. Serii uczynków. Wybierz jakąś metodę. Nic nie zmieniaj. Panuj nad sytuacją. Czy szczegółowe planowanie zbrodni nie jest czymś charakterystycznym dla seryjnych morderców? Może nasz klient posunął się o krok dalej? Czy może być seryjnym mordercą z jakimś syndromem zaburzeń, w zachowaniu, które w jakiś sposób tłumaczą sposób popełniania zbrodni?

Ale w takim razie co z Trottier i Damas? Ich przypadki nie pasują. To nie może być takie proste. Wpatrywałam się w plan, chcąc, żeby zmaterializowała się na nim odpowiedź. Miałam silniejsze niż kiedykolwiek wrażenie, że coś błąka się na obrzeżach mojej świadomości. Ale co?

Ledwo usłyszałam pukanie.

– Doktor Bre

W drzwiach stała Lucie Dumont. To wystarczyło. Zrozumiałam.

– Alsa!

Zupełnie zapomniałam o tej małpce.

Mój wybuch wystraszył Lucy. Wzdrygnęła się, o mało co nie wypuszczane z ręki wydruku.

– Mam wrócić później?

Już szukałam wydruków, które Lucie dala mi wcześniej. Tak. Oczywiście. Dworzec autobusowy. Przecież jest usytuowany tuż obok stacji Berri-UQAM. Zaznaczyłam Alsę. Jej pinezka znalazła się dokładnie w centrum trójkąta.

To to? Małpa? Czy ona wiąże ze sobą te sprawy? Jeśli tak, to jak? Również będąc ofiarą? Eksperymentem? Alsa zginęła dwa lata przed Grace Damas. Czy o takiej prawidłowości też gdzieś już nie czytałam? Że fantazje podglądanie przez nastolatków czasami prowadzą do torturowania zwierząt, gwałtów i morderstw? Czy Dahmer nie nazywał tego stopniową eskalacją?

Westchnęłam i wyprostowałam się na krześle. Ryan nie byłby zachwycony, gdybym chciała mu podsuwać tego typu spekulacje.

Opuściłam gabinet i pobiegłam do centralnego archiwum. Lucie już nie było. Przeproszę ją później. Ostatnio często to robiłam.

Wróciłam do biurka.

W skoroszycie Damas było niewiele oprócz mojego raportu. Otworzyłam skoroszyt Adkins i przekartkowałam zawartość. Studiowałam dotyczące jej materiały tak często, że już powoli zaczynały wyglądać na materiały archiwalne. Nic nie zaskoczyło. Przejrzałam Gagnon. Morisette-Champoux. Trottier.