Страница 5 из 108
2
Kolejny dzień zaczął się równie słonecznie i ciepło, jak poprzedni, co normalnie wprawiłoby mnie w dobry humor. Jestem kobietą, której nastrój zależy od pogody – podnosi się i spada razem z barometrem. Ale tego dnia pogoda miała nie mieć żadnego znaczenia. O dziewiątej rano byłam już w sali numer 4, jednej z sal, w których przeprowadza się autopsje.
Jest to najmniejsze i najlepiej wentylowane pomieszczenie w Laboratoire de Medecine Legale. Często tu pracuję, bo większość przypadków, którymi się zajmuję jest, delikatnie mówiąc, nie najlepiej zachowana. Ale wentylacja nie zawsze jest stuprocentowo skuteczna. Nic nie jest. Wiatraki i środki dezynfekcyjne nigdy zupełnie nie wygrywają walki z zapachem dojrzałej śmierci. Blask nierdzewnej stali w tej antyseptycznej sali nigdy do końca nie wymazuje z umysłu obrazu ludzkich ciał.
Resztki znalezione przy Le Grand Seminaire zdecydowanie kwalifikowały się do pokoju numer 4. Po pospiesznej kolacji zjedzonej poprzedniego wieczora, pojechałam z powrotem do lasku i dalej zajmowaliśmy się miejscem, w którym znaleziono zwłoki. Kości były w kostnicy już o wpół do dziesiątej wieczorem. Teraz leżały w worku na wózku stojącym koło mnie. Przypadek numer 26704 był omawiany na pora
Jeden z techników od autopsji zadzwonił rano, że jest chory, przez co mieliśmy za mało rąk do pracy. Jak na złość. To była pracowita noc: samobójstwo nastolatka, ciała dwojga starszych ludzi odkryte w ich domu i ofiara pożaru samochodu, okropnie poparzona. Cztery autopsje. Powiedziałam, że mogę pracować sama.
Byłam ubrana w zielony kitel chirurgiczny, plastikowe gogle i lateksowe rękawiczki. Przygotowując się, zdążyłam już oczyścić i sfotografować głowę. Jeszcze tego ranka zrobią jej rentgena, potem wygotują w celu usunięcia zepsutych resztek ciała i pozostałości mózgu po to, żebym mogła dokładnie zbadać czaszkę.
Drobiazgowo zbadałam włosy, szukając w nich nitek albo śladów jakichś i
Odpędzając od siebie te myśli, włożyłam próbkę włosów do torebki i wysłałam ją na górę, do biologii, żeby przyjrzeli się temu pod mikroskopem. Przetykaczkę i plastikowe worki również przekazano Laboratoire de Medecine Legale, gdzie sprawdzą je pod kątem odcisków palców, wydzielin cielesnych i i
Pomimo naszych wczorajszych trzygodzi
Podeszłam do worka, żeby wyjąć z niego resztę jego przerażającej zawartości, gotowa do rozpoczęcia wstępnych oględzin. Później kończyny i tułów zostaną wyczyszczone, a ja przeprowadzę szczegółową analizę wszystkich kości. Znaleźliśmy prawie cały szkielet. Zabójca ułatwił nam zadanie. Podobnie jak z tułowiem i głową, umieścił albo umieściła, ręce i nogi w osobnych workach. W sumie było ich cztery. Bardzo schludnie. Zapakowane i wyrzucone jak śmieci z zeszłego tygodnia. Zdusiłam w sobie gniew i zmusiłam się, żeby się skoncentrować.
Wyjmowałam po kolei fragmenty ciała i układałam je w porządku anatomicznym na ustawionym na środku sali stole z nierdzewnej stali, na którym przeprowadza się autopsje. Najpierw przeniosłam tułów i umieściłam go na środku, piersiami do góry. Trzymał się całkiem dobrze. W odróżnieniu od worka, w którym była głowa, te zawierające i
Potem ułożyłam ręce po bokach, a nogi pod spodem. Kończyny nie były wystawione na słońce i nie były tak wyschnięte jak klatka piersiowa i brzuch, więc zachowały się na nich spore części nadgniłych tkanek. Starałam się ignorować ruszającą się warstwę bladej żółci, która powolnie, jak fale odpływała z powierzchni kończyn, kiedy wyciągałam je z worka. Larwy opuszczają ciało, kiedy zostaje ono wystawione na światło. Spływały ze zwłok na stół i ze stołu na podłogę powolnym, ale nieprzerwanym strumieniem. Bladożółte ziarnka ryżu wiły się koło moich stóp. Starałam się ich nie deptać. Nigdy tak naprawdę do nich się nie przyzwyczaiłam.
Sięgnęłam po deskę z klipem i zaczęłam wypełniać formularz. Nazwisko: Inco
Dopisałam jeszcze numer policyjnego raportu, numer z kostnicy i numer Laboratoire de Medecine Legale, czyli LML i jak zwykle ogarnęła mnie fala gniewu z powodu aroganckiej obojętności systemu. Gwałtowna śmierć nie pozwala na prywatność. Odziera człowieka z godności w równym stopniu, jak zrobił to jego morderca. Ciało cały czas jest przekazywane, badane i obfotografowywane i po każdej czy
Wybrałam formularz z tych znajdujących się na desce z klipem. Inaczej niż zwykle, zostawię sobie sporządzenie szczegółowego inwentarza wszystkich kości na później. Na razie detektywi chcieli tylko znać podstawowe dane: płeć, wiek i rasę.
Z ustaleniem rasy nie było praktycznie żadnych problemów. Włosy były rude, a pozostałości skóry jasne. Procesy rozkładu, jednakże, potrafią robić różne rzeczy. Dokładnym zbadaniem szkieletu zajmę się po jego wyczyszczeniu. Jak na razie, wszystko wskazywało na to, że to przedstawiciel białej rasy.
Już wcześniej podejrzewałam, że ofiara jest kobietą. Rysy twarzy były delikatne, a budowa ciała drobna. Długie włosy o niczym nie świadczyły.
Spojrzałam na miednicę. Przewracając ją na bok, zauważyłam, że rowek pod kością biodrową jest szeroki i płytki. Obróciłam ją tak, żeby widzieć kości łonowe, tę część położoną z przodu, gdzie łączy się lewa i prawa część miednicy. Wygięcie wyznaczone przez ich dolną granicę tworzyło szeroki łuk. Delikatne wzniesione krawędzie przecinały przód wszystkich kości łonowych, tworząc wyraźne trójkąty w ich niżej położonych rogach. Typowe cechy kobiece. Później wykonam pomiary i wprowadzę je do komputera, który przeprowadzi ich analizę, ale i tak nie miałam wątpliwości, że chodzi o kobietę.
Właśnie zawijałam okolicę łonową w wilgotną szmatę, kiedy wystraszył mnie dźwięk telefonu. Przedtem nie zdawałam sobie sprawy, jak tu cicho. Albo jaka byłam spięta. Podeszłam do biurka, klucząc między larwami jak dziecko grające w klasy.
– Doktor Bre
– Claudel – przedstawił się glos. Jeden z dwóch detektywów, którym powierzono tę sprawę. Spojrzałam na ście
– Pracuję teraz nad nią – podałam równie sucho. Usłyszałam jakiś metaliczny, chropowaty dźwięk. – Powin…
– Elle ? – przerwał. Kobieta?
– Tak. – Patrzyłam, jak kolejna larwa zwija się w półksiężyc, po czym powtarza ten sam manewr, tym razem zwijając się w drugą stronę. Nieźle.
– Biała?
– Tak.
– Wiek?
– Za jakąś godzinę powi
Wyobraziłam sobie, jak patrzy na zegarek.
– Okej. Zjawię się po lunchu. – Trzask słuchawki. To było stwierdzenie, nie prośba. Wyraźnie nie miało dla niego znaczenia, czy ten termin mi pasuje.
Odłożyłam słuchawkę i wróciłam do damy leżącej na stole. Podniosłam deskę z klipem i przełożyłam formularz na następną stronę.
Wiek. Na pewno dorosła kobieta. Już wcześniej sprawdziłam jej usta. Zęby mądrości były w pełni wykształcone.
Dokładnie obejrzałam ramiona w miejscu, gdzie zostały oddzielone od tułowia. Końcówki obu kości ramienia również były w pełni wykształcone. Nie zauważyłam granicy między trzonem kości a nasadą. Spojrzałam na nogi. Nasada kości udowej też była zupełnie uformowana, i na prawej, i na lewej nodze.
Coś w tych rozerwanych stawach nie dawało mi spokoju. I to coś więcej, niż zwykła w takich przypadkach reakcja na niegodziwość. Ale było to niejasne uczucie, sama dokładnie nie wiedziałam, o co chodzi. Kiedy opuściłam lewą nogę z powrotem na stół, czułam się tak, jakbym miała w brzuchu bryłę lodu. Powróciło uczucie przerażenia, które mnie opanowało wtedy w lesie. Zdusiłam je w sobie i zmusiłam się, żeby zająć się tym, czym powi