Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 42 из 108

Wyprostowałam się gwałtownie i opuściłam ręce na kolana. Ukłucie bólu pomogło rozjaśnić mi umysł.

Nie zwymiotowałam. To był już postęp.

– Jeśli chcesz mieć przyszłość, lepiej zbieraj dupę w troki, Bre

Mój głos dudnił w małej, zamkniętej przestrzeni, ale on też pomógł mi wrócić do teraźniejszości. Włączyłam silnik i na zegarze na tablicy rozdzielczej rozbłysły zielone cyfry. 2:15. O której wyszłam?

Cały czas się trzęsąc, podkręciłam ciepło, chociaż wcale nie byłam pewna, czy to coś pomoże. Uczucie chłodu tylko po części miało swe źródło w wietrze i zimnym, nocnym powietrzu. W mojej duszy panował i

Ruszyłam, nie patrząc do tyłu.

Przesuwałam mydło po piersiach, wielokrotnie zataczając nim kółka wokół każdej z nich. Chciałam, żeby słodko pachnąca piana oczyściła mnie z wydarzeń nocy. Zwróciłam twarz w stronę rozpryskującej się z prysznica wody, która boleśnie smagała moją głowę i spływała po ciele. Woda niedługo zrobi się zimna. Stałam pod prysznicem już od dwudziestu minut, starając się pozbyć uczucia zimna i uciszyć głosy w mojej głowie.

Gorąco, unosząca się para i zapach jaśminu powi

Zadzwoniłam na komisariat, jak tylko znalazłam się w domu, nawet przed zdjęciem z siebie przemoczonych ubrań. Dyżurująca policjantka odniosła się do mojej prośby sceptycznie, nie chciała budzić detektywa w śródku nocy. Stanowczo odmówiła mi podania domowego numeru telefonu Ryna, a zostawiłam jego wizytówkę w pracy. Stojąc na środku dużego pokoju z pękającą z bólu głową, trzęsąc się i czując, że żołądek przygotowuje się do kolejnej ofensywy, nie byłam w nastroju do dyskusji. Moje słowa i ton, jakim je powiedziałam, przekonały ją. Przeproszę jutro.

To było pół godziny temu. Czułam tył głowy. Guz ciągle tam był. Miałam, wrażenie, że pod moimi mokrymi włosami mam jajko na twardo, bardzo wrażliwe na dotyk. Nim weszłam pod prysznic, zrobiłam to, co mi zalecano w i

Wyłączyłam wodę i wyszłam spod prysznica. Telefon leżał tam, gdzie go położyłam, milczący i obojętny.

Cholera. Gdzie on jest?

Wytarłam się i wśliznęłam w swój znoszony stary, aksamitny szlafrok i zawinęłam włosy w ręcznik. Sprawdziłam automatyczną sekretarkę, żeby mieć absolutną pewność, iż nie przegapiłam telefonu. Nie paliło się czerwone światełko. Cholera. Odkładając słuchawkę na miejsce, sprawdziłam, czy działa. Ciągły sygnał. Oczywiście, że działa. Byłam po prostu podniecona.

Położyłam się na kanapie i postawiłam telefon na stoliku. Na pewno wkrótce zadzwoni. Nie ma sensu kłaść się do łóżka. Zamknęłam oczy, chcąc trochę odpocząć przed przygotowaniem sobie czegoś do jedzenia. Ale zimno, stres, zmęczenie i cios w głowę sprawiły, że ogarnęła i powaliła mnie taka fala wyczerpania, że natychmiast pogrążyłam się w głębokim, acz niespokojnym śnie. Nie było tej przyjemnej fazy przejściowej między snem a jawą, po prostu straciłam świadomość.

Stałam na zewnątrz płotu i patrzyłam, jak ktoś kopie ogromną łopatą. Za każdym razem, kiedy łopata wyłaniała się z ziemi, roiło się od szczurów. Kiedy spojrzałam na dół, szczury były wszędzie. Musiałam je cały czas kopać, żeby nie wchodziły na moje stopy. Postać z łopatą była widoczna jak za mgłą, ale kiedy się odwróciła, zobaczyłam, że to Pete. Wskazał na mnie i coś powiedział, ale nie wiedziałam, co. Zaczął do mnie krzyczeć i przywoływać mnie gestem. Jego usta były okrągłym, czarnym kółkiem, które robiło się coraz większe, wchłaniało jego twarz, zamieniając ją w przeraźliwą maskę klowna.

Szczury przebiegały po moich stopach. Jeden ciągnął głowę Isabelle i Gangnon. Jego zęby kurczowo zaciskały się na jej włosach, kiedy targał ją przez trawnik.

Próbowałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zapadłam się w ziemię i stałam w grobie, a wokół mnie pojawiało się coraz więcej piasku. Z góry spoglądali na mnie Charbo

Potem dołączyła do nich jakaś i

Mój telefon na stoliku też. W końcu zrozumiałam, że to nie ten sam, co w moim śnie. Na wpół przytomna, sięgnęłam po słuchawkę.

– Mm. Mhm – powiedziałam ochrypłym głosem.

– Bre

Anglojęzyczny. Szorstki. Znajomy. Starałam się oprzytomnieć.

– Tak? – Spojrzałam na nadgarstek. Nie było zegarka.

– Mówi Ryan. Lepiej, żeby to było coś ważnego.

– Która jest godzina? – Nie miałam pojęcia, czy spałam pięć minut czy pięć godzin. Na tym polega chyba starzenie się.

– Piętnaście po czwartej.

– To proszę o sekundę…

Odłożyłam słuczawkę i powlokłam się do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i zabulgotałam, potem podskoczyłam jeszcze w miejscu. Wracając do telefonu, poprawiłam turban. Nie chciałam potęgować jego rozdrażnienia, każąc mu czekać, ale jeszcze bardziej nie chciałam charczeć ani się plątać. Lepiej poświęcić minutkę, żeby oprzytomnieć.

– No dobra, już jestem. Przepraszam.

– W czym problem?

– Hm. Pojechałam dziś wieczorem do St. Lambert – zaczęłam. Chciałam powiedzieć mu wystarczająco dużo, ale nie wdawać się w szczegóły kwadrans po czwartej. – Znalazłam miejsce, które St. Jacques zaznaczył X-em. Jest to jakiś opuszczony teren kościelny.

– I odszukali mnie o czwartej rano, żebym to usłyszał?

– Znalazłam ciało. Jest w daleko posuniętym stanie rozkładu. Sądząc po zapachu, prawdopodobnie zostało z niego niewiele więcej, niż szkielet, Musimy tam pojechać natychmiast, żeby ktoś się na nie nie nadział albo miejscowe psy nie miały kościelnej kolacji…

Wzięłam oddech i czekałam.

– Czy cię czasem nie pojebało, kobieto?

Nie byłam pewna, czy odnosiło się to do tego, co znalazłam, czy do tego, że pojechałam tam sama. Skoro prawdopodobnie miał rację co do drugiej możliwości, odpowiedziałam na pierwszą.

– Umiem rozpoznać ciało, kiedy jakieś znajdę.

Zamilkł na długo, po czym spytał:

– Zakopane czy na powierzchni?

– Zakopane, ale bardzo płytko. Kawałek, który widziałam, był odsłonięty, a deszcz tylko pogarszał sprawę.

– A nie jest to przypadkiem jakiś pieprzony stary cmentarz?

– Ciało jest w plastikowym worku. – Jak Gagnon. I Trottier. Tego nic musiałam mówić.

– Cholera. – Usłyszałam trzask zapałki i po chwili długi wydech, co i znaczyło, że zapalił papierosa.

– Może podjedziemy tam teraz, razem?

– Nie ma mowy.

Słyszałam, jak zaciąga się papierosem.

– I co to ma znaczyć to “razem"? Przecież ty masz reputację wolnego strzelca, Bre

Nie spodziewałam się wdzięczności, ale nie byłam przygotowana na tak wybuchową odpowiedź. Zaczynało mnie to złościć, co wzmacniało ból w mojej głowie. Czekałam, ale nie było ciągu dalszego.

– No to dzięki za tak szybki odzew…

– Nie ma sprawy.

– Gdzie cię zlokalizowali? – Gdyby mój mózg funkcjonował normalnie, nigdy nie zadałabym tego pytania. Pożałowałam natychmiast.

Po chwili milczenia odparł:

– U przyjaciółki.

Dobry ruch, Bre

– Myślę, że ktoś tam był dzisiejszego wieczora.

– Co?

– Kiedy przyglądałam się ciału, wydawało mi się, że coś usłyszałam, a potem przyjęłam taki cios w głowę, że straciłam przytomność. Mnóstwo rzeczy latało w powietrzu, bo była potworna burza, więc nie mogę być pewa…

– Jesteś ra

– Nie.

Znowu milczenie. Prawie słyszałam, jak myśli.

– Wyślę kogoś, żeby zabezpieczyli to miejsce do rana. Potem wyślę tam ekipę. Czy psy też mamy zabrać?

– Widziałam tylko jeden worek, ale musi być ich więcej. Poza tym, wygląda, jakby ktoś jeszcze coś tam kopal, więc to chyba dobry pomysł. Czekałam na odpowiedź. Nie doczekałam się.

– O której mam być gotowa? – spytałam.

– Doktor Bre

Teraz byłam już wściekła. Krew pulsowała mi w skroniach, a dokładnie między nimi, głęboko w mózgu, czułam żywy ogień.

– “Ta teoria jest bardziej dziurawa niż trasa Trans-Canada" – wypaliłam. – “Trzeba by znaleźć coś jeszcze". To są twoje słowa, Ryan. No więc znalazłam. I mogę ciebie tam zawieźć. Poza tym w tym przypadku wchodzi w grę szkielet. Kości. To moja działka, chyba się nie mylę…

W słuchawce zaległa tak długa cisza, że już myślałam, iż odłożył słuchawkę. Czekałam.