Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 46 из 62

– Musiałem przecież coś powiedzieć – zaoponował bez przekonania.

– Mogłeś powiedzieć coś i

Frank wypił łyk wody z kryształowego kieliszka.

– Nie było to oświadczenie zbyt stanowcze – próbował ją uspokoić. – Taka sobie gadanina. Bez konkretnych zobowiązań.

Sandra westchnęła z ulgą.

– Widzisz, Frank, nigdy nie przysparzałam ci kłopotów, a nie chciałabym zacząć teraz. Wiem, że przeżywamy trudne chwile. Może jest to najtrudniejszy okres w naszym życiu. Ale myśl, że resztę swojego życia mam spędzić na wygnaniu, na tej wyspie, przeraża mnie, Frank. – Kontynuowała z oczami błyszczącymi ze wzruszenia. – Czuję się tu nieswojo.

Mężczyzna pocieszył ją głaszcząc po twarzy.

– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

Uśmiechnęła się przez łzy, które zaczęły jej płynąć po policzkach.

– Naprawdę? – zapytała.

– Czy nie dotrzymałem kiedyś jakiejś obietnicy?

– Nigdy tak nie było.

– Nie będę zaczynał w moim szacownym wieku.

Sandra otarła łzy.

– Bo jedno to opłakiwać tę ziemię mieszkając w Nowym Jorku, a drugie to żyć na niej tu, z perspektywą pozostania na zawsze. Ja urodziłam się w Ameryce. Moim domem jest Greenwich. Niezbyt dobrze rozumiem ten język. A jeszcze gorzej nim mówię. Moje miejsce jest tam, za oceanem – po raz pierwszy od ich poznania Sandra polemizowała z decyzją męża.

– Doskonale wiem, gdzie jest twoje miejsce – odrzekł stanowczo.

Uścisnęła mu dłoń.

– Przepraszam, Frank – wyszeptała. – Rozkleiłam się trochę.

– Musieliśmy wrócić na Sycylię. To była jedyna możliwa decyzja po porwaniu chłopca i przelaniu praw do udziałów.

Junior był w ogrodzie, pod ich tarasem i rozmawiał z ożywieniem z Salem i Nancy.

– Jeśli ty mi powiesz, że pewnego dnia wrócimy do domu, to nic więcej nie chcę wiedzieć.

– Obiecuję ci to – zobowiązał się.

Usłyszeli Nancy śmiejącą się z dowcipu Juniora.

– Ta dwójka to błogosławieństwo dla naszego wnuka – skomentowała kobieta. – Ostatnie wydarzenia były dla niego wielkim przeżyciem. Doris i nasz syn zadręczają go swoją neurotyczną nadopiekuńczością. To rodzeństwo pomaga mu zapomnieć.

– Jest młody. Zapomni. A dzięki temu doświadczeniu zrozumie, że wrogowie mogą być bezlitośni.

Z ogrodu dobiegł ich głos Sala.

– Jutro przedstawimy ci wszystkich naszych przyjaciół – powiedział do Juniora.

– Ale fajnie! – ucieszył się chłopiec.

– Masz okazję poznać język.

– Moim językiem jest amerykański – zaprotestował.

– Nie zapominaj, że nazywasz się Latella – upomniała go Nancy.

– Ale nie jestem małym, brudnym wop – zażartował.

Zdarzyło się to po raz pierwszy od momentu, kiedy Nancy przejęła go z rąk porywaczy.

Dzieci oddaliły się i coraz słabiej było słychać ich głosy. Wiatr rozproszył chmury i teraz ucichł, a na niebie rozbłysły gwiazdy. Dwoje starych ludzi słyszało już tylko echo młodzieńczych wybuchów śmiechu. Wewnątrz willi rozległ się natarczywie dźwięk telefonu. Potem don Antonino wyjrzał do ogrodu i zawołał Latellę.

– Do ciebie, Frank. Z Nowego Jorku – zawiadomił.

26

Joe La Ma

Teść umierając pozostawił mu królestwo, które on zmienił w imperium. Córki Alberta Chi

Joe przybliżył twarz do lustra próbując wygładzić podwójny podbródek wylewający się na kołnierzyk koszuli, i przez to przeszkadzający w perfekcyjnym ułożeniu muchy. Westchnął z rezygnacją i udał się do łazienki.

Od pewnego czasu miał problem z pęcherzem, który zmuszał go do częstego oddawania moczu. Prędzej czy później będzie musiał zdecydować się na wizytę u urologa. Ale w tym dniu nie chciał myśleć o niczym i

Przez otwarte okno wychodzące na park dochodził do niego szmer rozpoczynającego się właśnie przyjęcia.

Potknął się o coś i gdyby nie oparł się o umywalkę, z pewnością upadłby. Przyjrzał się uważniej podłodze i odkrył leżący na niej przewód, czarny, mocny, wyglądający na przewód elektryczny.

– Chryste! Co to jest? – zaklął. – Charly! – krzyknął, przywołując swojego zaufanego człowieka i badając jednocześnie przewód elektryczny przechodzący przez otwarte okno i zakończony czarnym, błyszczącym pudełkiem stojącym na zielonych kafelkach z Faenzy, obok sedesu. Od tego pudełka rozchodziły się druty, które biegnąc po ścianie łazienki dochodziły do sypialni.

Charly Imperante wszedł do łazienki w chwili, gdy Joe opróżniał pęcherz puszczając wiązankę przekleństw.

– Wołałeś mnie, Joe? – zapytał z typowym dla siebie spokojem.

Taki był stary Charly. Nic nie mogło go wytrącić z równowagi. Spojrzał na La Ma

– Co to jest, do cholery? – powtórzył gniewnie, wskazując na przewód. – Mało brakowało, a bym się zabił! – ryknął.

Był przesądny, potknięcie zapowiadało nieszczęście. W rzeczywistości nic się nie stało, ale to „nic” zepsuło mu najpiękniejszy dzień w jego życiu. Charly schylił się, aby przyjrzeć się lepiej przewodowi.

– Co za idioci – powiedział spokojnie. – A przecież kazałem im zrobić porządnie. Z drugiej strony – usprawiedliwił ich – musieli ją jakoś podłączyć.

– Co? – zapytał podejrzliwie Joe zapinając spodnie.

– Iluminację, którą kazałeś zainstalować w parku – wyjaśnił dając do zrozumienia, że sam sobie był winien, jeśli potknął się o sznur.

Z prawej strony umywalki, na półce z kwarcu, stały w równym szeregu liczne wody kolońskie najlepszych firm. La Ma

– Musiałeś je puszczać właśnie z mojej łazienki? – zaprotestował spokojnym tonem, starając się odzyskać równowagę. Za parę minut będzie musiał witać gości.

– Zwróć się do tego geniusza, twojego architekta – odrzekł Charly. – To on przyprowadził tutaj techników i elektryków, przygotowując ten burdel.

Joe La Ma

Tak samo postępował z jego teściem. Ale Albert Chi

Joe wychylił się z okna łazienki. George Segal, architekt, stworzył prawdziwe dzieło. Park willi w High Point przypominał olśniewające bogactwem renesansowe obrazy. Zadowolony błądził wzrokiem po tych cudach stanowiących apoteozę jego kariery.

Na rozległy plac jego luksusowej rezydencji wciąż zajeżdżały eleganckie, imponujące limuzyny, z których wysiadały znane osobistości ze świata polityki, finansów, ekonomii, sztuki.

Albert na wózku i olśniewająca Brenda obok niego czynili honory domu. Był naczelny prokurator hrabstwa, dwóch wiceprokuratorów, trzech sędziów, dwóch deputowanych, szef policji i sześciu detektywów. Był Victor Partana z chmarą aktorów. Niektórzy z nich byli bardzo popularni. Był Wladimir Wronosky, król Wall Street, był Joséph Mortens, jeden z właścicieli Las Vegas, było dwóch bankierów i prezes znanej linii lotniczej. Wszystkim towarzyszyły miłe panie. Wielu gości obnosiło ce

Poza rozległym trawnikiem i szerokimi, ukwieconymi grządkami, z lewej strony parku, Segal stworzył jezioro. Robotnicy pracowali dzień i noc, aby zrealizować projekt w rekordowym czasie. Efekt był nadzwyczajny. Z Wenecji ściągnięto dziesięciu gondolierów, a z Neapolu całą orkiestrę. Kolacja, przygotowana przez restaurację Vesuvio, została wyładowana z ciężarówki parę godzin wcześniej i teraz oddział kelnerów dokonywał ostatnich poprawek w specjalnie przygotowanym w tym celu pawilonie z tyłu willi. Kolacja miała być podana gościom na olbrzymich gondolach przy dźwiękach najpiękniejszych włoskich piosenek. Joe La Ma

Kiedy uznał to za właściwe, wyszedł do gości. Albert go uściskał. Brenda, kiedy ją objął, obdarzyła go uśmiechem przepełnionym wdzięcznością. Joe poza tym, że był jej zobowiązany, podziwiał urodę i słodycz tej kobiety, która uczyniła znośną samotność Alberta. Niezwykłe było nie to, że jego syn ją kochał, ale to, że ona go kochała czule.

– Jesteś wspaniałą panią domu – pochwalił. – Naprawdę niezrównaną.

– Jestem niesłychanie szczęśliwa, tato – wyszeptała uścisnąwszy go. Miała na sobie wspaniałą suknię od Diora, z oszałamiającym dekoltem, który podkreślał uroczo jej idealne kształty. Życie w kategorii żon było naprawdę upajające. Cokolwiek by nie uczyniła, oceniane było jako czarujące!