Страница 38 из 62
Jej pierwszym kochankiem był księgowy z małego banku z Ohio, który był za bardzo żonaty i za mało bogaty, aby mógł stanowić prawdziwą próbę sił w tej wspinaczce po szczeblach drabiny społecznej. Brenda uczepiła się go, aby wyrwać się z kręgu trzeciorzędnych lokali. I udało jej się. Księgowy uchylił jej drzwi do świata reklamy; pozbyła się wszystkich szmatek i wstydu, aby dostać się do tej kolorowej jarmarcznej budy. Pozowała nago do kalendarza, który zrobił furorę wśród kierowców ciężarówek i dzięki któremu zdobyła właściciela małej, ale dobrze prosperującej fabryczki konfekcji damskiej. Był to miły, grzeczny i bardzo dobrze wychowany mężczyzna. Był wesoły, bez zahamowań i sympatyczny, ale bał się straszliwie żony, która z pewnością zniszczyłaby go, gdyby odkryła jego związek z Brenda.
To wtedy Brenda stwierdziła, że normy społeczne dzielą kobiety na dwie główne kategorie: żony i te i
Ostatnim mężczyzną jej życia był Nearco Latella, syn wielkiego Franka, który zalatywał mafią, jak niektórzy insynuowali, ale za to posiadał znaczną fortunę.
Również Nearco, tak jak i
Nearco kupił jej małe, urocze mieszkanko na ostatnim piętrze eleganckiego budynku przy Park Avenue, nie skąpił jej oczywiście pieniędzy, obsypywał ją prezentami i zabierał ze sobą w niektóre służbowe podróże. Przedstawił ją paru zaufanym przyjaciołom. Traktował ją więc z szacunkiem i poważaniem zarezerwowanym zazwyczaj dla żon, chociaż kochał ją wciąż jak namiętną kochankę. Była pewna, że nadejdzie dzień, kiedy wygra decydujący zakład swojego życia. I ten dzień był blisko. Dotąd wspinała się po szczeblach drabiny stopniowo. Brenda okresy przygnębienia i ich intensywność dopasowywała do świąt i przyjęć, które Nearco spędzał nieuchro
Nearco przybył w chwili, gdy Brenda pochłonięta była tymi rozmyślaniami. Brenda uściskała go i obdarzyła tkliwym uśmiechem. Patrzył na nią z jawnym pożądaniem, ujawniając swoje prawdziwe intencje. Pragnął ją posiąść natychmiast, tu i teraz. Po to przyszedł, a jeszcze ta suknia, przylegająca niczym druga skóra, dodatkowo go podniecała.
– Jesteś wcześniej – powiedziała Brenda.
– Wcześniej, co wcześniej? – zareplikował przyciskając ją w niedwuznacznych zamiarach.
Brenda broniła się, jakby chodziło o jej honor. W rzeczywistości starała się uchronić suknię przed tym wulgarnym obmacywaniem, które mogłoby spowodować szkody, których nie umiałaby naprawić.
– Nie pamiętasz już o kolacji w Waldorf? – krzyknęła próbując ratować sytuację.
– Nie pamiętam – powtórzył za nią, ogarnięty żądzą.
Chwycił ją za pośladki, podniósł do góry i rzucił na łóżko.
– To daj mi spokój! – rozkazała.
– Ale dlaczego? – zapytał prosząco Nearco.
Brenda sprytnie zrezygnowała z obrony swojej pięknej sukni zalewając się gorącymi łzami. Dotknęła jedynych strun, które mogły wzbudzić w nim poczucie winy. Musiała go ustawić, zanim będzie za późno, musiała wykorzystać sytuację.
– Bo nie jestem kurwą – powiedziała płacząc. – Nie jestem kurwą, która rozkłada nogi na rozkaz.
Mężczyzna był wzburzony, ogarnięty pożądaniem i sfrustrowany.
– Czym więc jesteś? – zareagował rozłoszczony.
– Jestem głupią idiotką, która miała nadzieję przeżyć resztę swojego życia z tobą. Ale pomyliłam się. Ty mnie traktujesz jak kurwę, podczas gdy ja chcę być tylko twoją dziewczyną.
Nearco rozluźnił chwyt, podniósł się i przejechał dłonią po włosach. Brenda stanęła obok niego poprawiając sukienkę.
– Jesteś moją dziewczyną – wyznał. – Moją jedyną dziewczyną. I pragnę cię jakbyś była jedyną kobietą na świecie. – W gruncie rzeczy mówił prawdę. Kiedyś zadawał się ze wszystkimi call girls w Nowym Jorku, ale od poznania Brendy nie miał i
– Chciałabym ci wierzyć – powiedziała wycierając chusteczką oczy.
– Musisz mi wierzyć – zapewnił ją Nearco obejmując i pokrywając jej twarz pocałunkami. – Jesteś moją dziewczyną. Jedyną.
Brenda poczuła, że nadszedł moment, aby zaryzykować zakład jej życia.
– Jeśli jestem jedyną kobietą w twoim życiu – zauważyła – dlaczego jesteś wciąż z Doris? Dlaczego nie zostawisz Doris? Dlaczego nie rozwiedziesz się i nie ożenisz ze mną?
Płakała, lecz łzy nie przeszkadzały jej obserwować go z uwagą i z niepokojem. Przez chwilę wydawało się jej, że waha się, że jego twarz wyraża żal i czułość dla niej. Miała nadzieję, że wybrała odpowiedni moment, aby osiągnąć cel. Zdała sobie jednak sprawę, że poniosła klęskę, gdy rysy jego twarzy stężały, przybrały bezlitosny wyraz, który dobrze znała i którego się obawiała.
– Dlaczego? – westchnęła wycierając oczy.
– Dlatego, że tak – odpowiedział posępnym głosem. – I nigdy więcej nie wymawiaj imienia mojej żony.
Brendę ogarnęła złość i wstyd.
– Boisz się, że je zbrukam? – zareagowała gwałtownie.
– Powiedzmy, że jej imię nie brzmi dobrze w twoich ustach – rzucił jej ostro. – Ty masz tylko jedną możliwość, – dodał – musisz znać swoje miejsce. Jeśli ci to nie odpowiada, możesz wysiąść na najbliższym przystanku. Ale ma być jasne raz na zawsze, że ty to ty, a moja rodzina to moja rodzina. Dwie różne rzeczy, których nie należy mylić. Nigdy.
Gdy mówił, powoli znikał okrutny wyraz twarzy, zastąpił go uprzejmy i przekonywujący. Jego głos był spokojny, precyzyjny, mowa grzeczna, lecz stanowcza. Czuło się, że jest szczery i zdecydowany, zupełnie i
Z Nearco będzie tak, jak ze wszystkimi i
Nagle podniosła dłoń i z całej siły uderzyła Nearco w twarz.
– Łajdak! – rzuciła zniewagę z rozmysłem.
Krew w nim zawrzała i spojrzał na nią, jakby chciał ją zabić. Instynktownie prawą dłoń skierował pod pachę, gdzie miał pistolet, ale zrezygnował. Szyderczy uśmiech zamienił się w okrutny. Chwycił za dżersejową suknię koloru truskawki i dosłownie zdarł ją z niej. Stała piękna swą niespotykaną urodą, dumnie patrząc mu prosto w oczy.
– Nasza historia kończy się teraz – odprawił ją mężczyzna. – W tym mieście nie ma dla ciebie miejsca. Nawet na ulicy.
Kiedy Nearco wyszedł, Brenda okryła się szlafrokiem. Rodziła się w niej bezgraniczna nienawiść i wiedziała, że zemści się okrutnie na tym mężczyźnie, który pozwolił jej mieć nadzieję.
14
Kiedy zadzwonił telefon, Albert La Ma
– Wpuść ją – i odłożył słuchawkę.
Zapatrzył się zamyślony w przestrzeń. Trudno było decydować w tak delikatnej materii. Jak nigdy przedtem potrzebował dobrej rady, ale musiał zdecydować sam.
Albert usłyszał dwa znane sobie uderzenia w drzwi, które otworzyły się ukazując kobietę koło sześćdziesiątki, elegancką, uprzejmą i poważną niczym wychowawczyni w starym stylu. Była to niezastąpiona Mayella, stara sekretarka Joego, która w dawnych, frywolnych i burzliwych czasach była kochanką jego dziadka Alberta. Z tych szalonych lat pozostał jej noszony z wielkopańską nonszalancją kosztowny diament o fantazyjnym szlifie. Przepiękny.
– Pa
Mayella wyszła zamykając drzwi gabinetu, a fascynujący gość o blond włosach stanął przed Albertem uśmiechając się do niego.
– Nie wierzyłem, że przyjdziesz – zdziwił się młodzieniec.
– Jesteś słodkim chłopcem, ale złym psychologiem – odpowiedziała aksamitnym głosem.
– Tu nie chodzi o interpretację psychologiczną – kontynuował nie ruszając się zza biurka, za którym czuł się bezpieczny. Mebel ukrywał jego kalectwo. – Nie wierzyłem, że przyjdziesz – powtórzył – po weekendzie spędzonym razem. Gdy odkryłaś, co cię czeka – dorzucił.
Słowa, które mówiły o jego kalectwie były obojętne, lecz ton dumny i wyniosły.
– Kiedy poznasz chociaż minimalną część mojego życia, zrozumiesz, że jesteś moim jedynym marzeniem – wyjaśniła spokojnie, modląc się o to, żeby Albert przez dumę nie wycofał się.
– Mój adwokat przygotował już kontrakt – powiedział podając jej niebieską teczkę. – Możesz podpisać już teraz, jeśli chcesz, lub pokazać zaufanemu prawnikowi. – On już podjął decyzję.
– Chcę za ciebie wyjść, Albercie – oświadczyła z naturalną prostotą. – Połowę mojego życia spędziłam na myśleniu o małżeństwie. I wyobrażałam sobie siebie jako czułą, wierną żonę pięknego i bogatego mężczyzny.