Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 62

– Jesteśmy w domu – powiedziała do Sala.

Brat ścisnął ją mocno za rękę.

– Nareszcie – uśmiechnął się.

Siedzący z tyłu Sean spędzał czas na rozpamiętywaniu. Podczas międzylądowania na wyspie Sale Nancy powiedziała mu:

– Niepotrzebnie mi uciekasz. Moje uczucia nie zmieniły się.

Sean uśmiechnął się do niej i powiedział:

– Zapomnisz o mnie. Czas jest najlepszym lekarstwem na chorobę miłości.

– Mówisz o mnie? – zapytała Nancy.

– Także o sobie – odpowiedział. I od tej chwili ignorował ją.

8

Powolny, zimny zmierzch zapadał na cichy, pokryty śniegiem park. Niektóre okna willi rzucały niebieskie światło na puszystą kołdrę. Obstawa przy bramie wyszła naprzeciw niebieskiego packarda José Vicente Dominici.

– Wszystko okay? – zapytał jeden z nich.

– Bez problemów – odpowiedział José wrzucając bieg i wjeżdżając w aleję prowadzącą do willi.

Środki ostrożności były niezbędne odkąd rodzina znajdowała się w stanie wojny z La Ma

Kiedy wszedł do gabinetu, Franka jeszcze nie było. Odetchnął z ulgą. Nie znosił kazać Frankowi na siebie czekać. Przywitał się z Seanem McLeary, synem Latelli – Nearco – i Johnem Galante. Uśmiechy i uściski dłoni były takie jak zwykle, ale w powietrzu wisiało napięcie. José natychmiast je wyczuł. Usadowił się na krześle w kącie, blisko telewizora, gdzie wydawało mu się, że nie będzie zawadzał.

Nearco uczepił się telefonu, nacisnął przycisk i po krótkim oczekiwaniu powiedział:

– Jesteśmy wszyscy, tato.

W chwilę później otworzyły się drzwi. Wszedł Frank Latella. Zanim usiadł za biurkiem, przyjrzał się z uśmiechem każdemu po kolei, wymawiając ich imiona i podnosząc prawą rękę w geście pozdrowienia.

– Podjąłem decyzję niezwykłą i poważną – zaczął.

Wszyscy utkwili w nim spojrzenia wzmagając uwagę i słuchając w absolutnej ciszy.

– Jaką decyzję? – wtrącił Nearco, tracąc w ten sposób jeszcze jedną wspaniałą okazję do milczenia.

Wydawało się, że nikt go nie usłyszał i Frank go zignorował.

– W punkcie, w którym się znajdujemy – podjął – uważam, że nie ma i

Mężczyźni słuchali go z uwagą. Nearco kręcił się nerwowo na wyściełanym krześle. Wszystkie twarze wyrażały napięcie.

– Nie ma co ukrywać powagi sytuacji – kontynuował Frank. – Jesteśmy w oku cyklonu. I jesteśmy sami.

Pokój przypieczętowany śmiercią Chi

Zięć Alberta, mąż jego starszej córki Cissy, pogwałcił zawieszenie broni wdzierając się na cudzy teren: w pojemnikach z oliwkami przeznaczonymi dla Latelli przemycał z Sycylii narkotyki. Gdy przerzut ten został krwawo przerwany tak w Castellammare jak i w Nowym Jorku, odbyło się spotkanie na szczycie szefów pięciu rodzin, na którym zawarto właściwie pozorny rozejm.

W kwestii handlu narkotykami okazało się, że Frank Latella jest sam.

– Narkotyki to bardzo ważny biznes – argumentował Joe La Ma

W ten sposób Joe wyraził opinię i intencje wszystkich obecnych.

Frank Latella przedstawił w dwóch słowach swój punkt widzenia.

– Narkotyki to gówno. Gówno i trucizna. Mam wnuka, to dobry chłopak. Nie chcę, aby pewnego dnia musiał się wstydzić za dziadka. Nie chcę brać udziału w zatruwaniu świata.

W końcu ustalono, że każdy na swoim terenie będzie działał niezależnie, tak jak będzie chciał.

– Jeśli nie chcesz przystąpić do tego interesu – twoja sprawa – powiedziano Frankowi. – My nie będziemy wtrącać się w twoje sprawy.

Wszyscy przestrzegali umowy, z wyjątkiem Joe La Ma

Usłużni policjanci kontrolowani przez Latellę utrudniali działalność lokalom La Ma

Frank był wściekły i zwołał swój sztab, aby przekazać mu swoje decyzje.

– Jest to niezwykłe i poważne pociągnięcie – powtórzył. – Wszyscy znamy dobrze Cissy Chi

Cissy Chi

– Jest taką samą awanturnicą, jak ty. Tyle, że jeszcze większą, bo jest kobietą, a zachowuje się jak rozpalony samiec.

Cissy była jeszcze dzieckiem, kiedy zaszła w ciążę i rodzina nigdy nie dowiedziała się, kto był za to odpowiedzialny. Ojciec zmusił ją do przerwania ciąży i zamknął w college’u. Uciekła po kilku tygodniach. Odnaleziono ją w okolicach Miami, w lokalu odwiedzanym przez kierowców ciężarówek.

Gdy miała szesnaście lat, Albert wydał ją za dobrego chłopaka. Rzuciła go w trakcie miodowego miesiąca lądując w łóżku gracza w bilard. Doprowadzona do owczarni, przy pierwszej okazji uciekła do hotelu trzeciej kategorii za ciemnoskórym piosenkarzem, artystą kabaretowym i w wolnych chwilach sutenerem. Mąż zażądał rozwodu i otrzymał go, kiedy Cissy miała siedemnaście lat. Al Chi

Trzy miesiące później zatrzymała ją policja drogowa. Była pod wpływem alkoholu, koki i haszyszu. Prowadziła nago buicka z rozsuwanym dachem na moście w Brooklynie.

Joe La Ma

– Poradzę sobie z nią.

– Powierzam ci ją – powiedział Albert nie mając już żadnej nadziei.

Osiemnastoletni Joe poślubił ją i oswoił z pomocą dużego przyrządu, którym obdarzyła go przewidująca matka natura. Przez pewien czas wydawało się, że Joemu udało się. Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni. Cissy cztery razy zachodziła w ciążę i cztery razy poroniła. Za piątym razem była to ciąża pozamaciczna. Została zoperowana w ostatniej chwili. Jeszcze godzina i byłaby martwa. Potrzebowała kilku miesięcy, aby dojść do siebie.

Rok później była w ciąży po raz szósty, tym razem udany. Urodził się syn. Wspaniały. Nazwano go Albert, po dziadku. Przez kilka tygodni Cissy bawiła się nową zabawką i była przykładną matką. Po dwóch miesiącach bobas stracił na atrakcyjności i kobieta znów zaczęła pić, narkotyzować się i oddawać się każdemu napotkanemu mężczyźnie. Jak napalona samica podczas rui.

– To nimfomanka – próbował wyjaśnić Joemu lekarz.

– Kurwa – sprecyzował Joe.

– Kobieta chora i nieszczęśliwa – kontynuował lekarz.

– Można ją wyleczyć?

– To skomplikowana sprawa.

– A więc?

– Lubisz ją?

– Tak – odpowiedział Joe, który poślubił ją z wyrachowania, a teraz kochał. Ona również na swój sposób go kochała. W łóżku była jedyną, która umiała dać mu pełną rozkosz.

– Więc musisz postępować tak, jakbyś miał w domu wariata.

– W jaki sensie?

– W takim, że musisz ją chronić.

– Ale jak?

– Zabezpieczając ostre kanty. Upadki będą mniej bolesne.

Joe objął głowę rękami.

– Ja oszaleję!

– Musisz się pogodzić. Powtarzam – to chora kobieta.

I Joe próbował się pogodzić. Najważniejsze, aby rzecz nie przedostała się do publicznej wiadomości i aby zaspokajała swoje potrzeby bez wywoływania skandali.

Tym razem jednak Cissy przebrała miarę. Uwodząc mężczyznę, któremu Joe La Ma

Frank otworzył szufladę biurka, wyciągnął dużą kopertę i podał ją Johnowi Galante.

– Sean i Buchman wiedzą już, o co chodzi – powiedział. – Chciałbym poznać wasze zdanie na temat sposobu postępowania w tej brudnej sprawie.

Galante otworzył kopertę i wyciągnął zdjęcia. On, który znał najbardziej bulwersujące strony życia, uznał te zdjęcia za wstrząsające i aż oniemiał. Wsunął fotografie do koperty, starając się ukryć zdumienie, które wywołały.

– Czy to pewne? – zapytał z dziwnym błyskiem w oku. – Czy to naprawdę Cissy La Ma

Frank przytaknął.

– To pewne – potwierdził Sean.

Nearco wyciągnął rękę do Galante, który przekazał mu kopertę. Latella poczuł się nieswojo na myśl, że syn będzie oglądał te zdjęcia, choć miał czterdzieści lat.

– Chryste Panie! – wykrzyknął Nearco. – To dynamit!

– Dlatego musimy ostrożnie się z tym obchodzić, aby nie wybuchł nam w rękach – skomentował Latella.

Nearco wyciągnął fotografie do José Vicente, ale olbrzym pokręcił przecząco głową.

– Nie w moim typie – powiedział patrząc na Franka z przepraszającą miną.

– Ohyda – usprawiedliwił go Latella. – To tak, jakbyś podniósł błyszczący, wypolerowany kamień, a pod nim znalazł wijące się robaki.

Koperta została odłożona do szuflady.

– Więc? – spytał Frank rzucając wszystkim pytające spojrzenie.

Nearco kręcił się na krześle. Aby dodać sobie pewności, wsadził papierosa do ust i zapalił od strony filtru. Zgasił z niesmakiem. Wyciągnął z paczki drugiego łamiąc go. Trzeciego udało mu się zapalić i zaciągnął się tak, jakby z tej rurki wypchanej tytoniem wysysał życie.