Страница 5 из 69
To LuLing nauczyła ją zapamiętywać, licząc na palcach. Dzięki tej metodzie LuLing nigdy o niczym nie zapominała, zwłaszcza o kłamstwach, oszustwach i i
W drzwiach stanął Art.
– Kochanie, nie zapomnij zadzwonić do hydraulika w sprawie bojlera.
Hydraulik na pewno nie był Po Dziewiąte, Ruth była tego absolutnie pewna.
– Przepraszam, ale czy nie mógłbyś sam tego zrobić? Jestem dziś zajęta cały dzień.
– Mam spotkania, szykują się trzy apelacje. – Art był konsultantem językowym, a w tym roku zajmował się sprawami niesłyszących więźniów, których aresztowano i osądzono, nie umożliwiając im skorzystania z usług tłumaczy.
Ruth miała ochotę powiedzieć mu, że to jego dom, lecz zmusiła się do rozsądnego i łagodnego tonu, jakim przemawiał do niej Art.
– Nie możesz zadzwonić z biura w przerwie między spotkaniami?
– Wtedy musiałbym później zadzwonić do ciebie i sprawdzić, kiedy będziesz w domu, żeby mogli przyjść to naprawić.
– Nie wiem dokładnie, kiedy będę w domu. Zresztą znasz takich fachowców. Mówią, że będą o pierwszej, a przychodzą o piątej. To, że pracuję w domu, nie znaczy, że nic nie robię. Naprawdę mam dzisiaj ciężki dzień. Po pierwsze, muszę… – I zaczęła wyliczać wszystkie rzeczy do zrobienia.
Art zgarbił się i westchnął.
– Dlaczego tak wszystko utrudniasz? Myślałem tylko, że gdybyś mogła, gdybyś znalazła czas… ach, nieważne. – Odwrócił się.
– Dobrze już, dobrze, zajmę się tym. Ale jeślibyś skończył jakieś spotkanie wcześniej, możesz przyjechać do domu?
– Oczywiście. – Art pocałował jaw czoło. – Dzięki. Nie prosiłbym cię o to, gdybym nie był taki zaganiany. – Znów ją pocałował. – Kocham cię.
Nie odpowiedziała, a po wyjściu Arta chwyciła płaszcz i kluczyki. Zobaczyła dziewczynki stojące w korytarzu i przyglądające się jej krytycznie. Poruszyła dużym palcem u nogi. Po Dwunaste, ciepła woda.
Ruth uruchomiła silnik i kilkakrotnie wcisnęła hamulec, żeby sprawdzić, czy działa. Wioząc Fię i Dory na lodowisko, nie przestawała zachodzić w głowę, co miała zrobić Po Dziewiąte. Przebiegła w myślach cały alfabet w nadziei, że jakaś litera naprowadzi ją na właściwy trop. Nic. Jaki miała sen, gdy w końcu udało się jej dzisiaj zasnąć? Okno sypialni, ciemny kształt we wnęce. Przypomniała sobie, że zasłony we śnie okazały się przejrzyste, a ona była naga. Zobaczyła uśmiechnięte twarze sąsiadów z mieszkania obok, którzy przyglądali się jej w najintymniejszych chwilach, oglądali najintymniejsze miejsca jej ciała. Nagle ryknęło radio. Łup, łup, łup! “Był to test sygnału wczesnego ostrzegania przed katastrofą, transmitowany przez Amerykański System Nadawczy". Potem odezwał się i
– Znasz tę nową dziewczynę, co Darien ją lubi? – zapytała siostry Fia. – Ma najfajniejsze włosy. Chciałabym ją zabić.
– Nie mów “zabić"! – jęknęła Dory. – Pamiętasz, co nam mówili na zgromadzeniu w zeszłym roku? Jak powiesz to słowo, pójdziesz do więzienia.
Obie dziewczynki siedziały z tyłu. Ruth proponowała, aby jedna usiadła obok niej, żeby nie czuła się jak szofer. Ale Dory odparła:
– Łatwiej otworzyć tylko jedne drzwi.
Ruth nie odpowiedziała. Często podejrzewała, że dziewczynki poddają ją różnym próbom, sprawdzając, czy da się ją wyprowadzić z równowagi. Ruth wiedziała, że gdy były młodsze, kochały ją. Na myśl o tym czuła miłe mrowienie w sercu. Kłóciły się kiedyś o to, która będzie ją trzymać za rękę albo siedzieć obok niej. Tuliły się do niej, kiedy się bały, często nawet udając strach i piszcząc jak małe kotki. Teraz wydawało się, że prześcigają się w doprowadzaniu jej do ostateczności, tak że czasem musiała sobie przypominać, że nastolatki też mają ludzkie uczucia.
Dory miała trzynaście lat i była krępa, masywniejsza od swej piętnastoletniej siostry. Obydwie czesały się w koński ogon na czubku głowy, więc kasztanowe włosy spływały im na ramiona jak kaskada z fonta
– Długie włosy wyglądają jak dziewczyna samobójca – powiedziała wtedy LuLing.
Ruth wiedziała, że ma na myśli swoją piastunkę, która odebrała sobie życie, gdy matka była dziewczynką. Ruth miała nawet koszmary, w których zjawiał się długowłosy, ociekający krwią duch, dyszący żądzą zemsty.
Ruth zatrzymała się na placu przed lodowiskiem. Dziewczynki wygramoliły się z samochodu i zarzuciły plecaki na ramię.
– Na razie! – krzyknęły.
Nagle Ruth zauważyła, w co się ubrała Fia – miała na sobie dżinsy biodrówki i postrzępioną koszulę, spod której wyzierał pasek gołej skóry szerokości dobrych sześciu cali. Gdy wychodziły z domu, miała pewnie zapiętą kurtkę. Odkręciwszy okno, Ruth zawołała:
– Fia, kochanie, chodź tu na chwilę!… Czy mi się wydaje, czy w ciągu ostatnich dziesięciu minut twoja koszula mocno się zbiegła?
Fia odwróciła się wolno i przewróciła oczami. "Dory wyszczerzyła zęby w uśmiechu. "
– Mówiłam ci, że nie wytrzyma. Ruth utkwiła spojrzenie w pępku Fii.
– Matka wie, że nosisz coś takiego? Fia otworzyła usta w udawanym przestrachu. Reagowała w ten sposób na większość rzeczy.
– Sama mi to kupiła, wiesz?
– Nie sądzę, żeby twój tata to pochwalał. Masz nie zdejmować kurtki, nawet kiedy będziesz jeździć na łyżwach. Dory, powiesz mi potem, jeżeli nie posłucha.
– Nie będę na nikogo skarżyć! Fia bez słowa odeszła.
– Fia? Fia! Chodź tutaj. Obiecaj mi to zaraz, bo zabiorę cię do domu, żebyś się przebrała.
Fia przystanęła, lecz nie zamierzała się odwracać.
– Dobrze – mruknęła. Zapinając kurtkę po szyję, powiedziała do Dory, ale na tyle głośno, by Ruth słyszała: – Tato ma rację. Ona wszystko utrudnia.
Słysząc tę uwagę, Ruth poczuła gorycz i upokorzenie. Dlaczego Art powiedział coś takiego, i to przy dziewczynkach? Dobrze wiedział, jaką przykrość może jej tym sprawić. Były chłopak powiedział jej kiedyś, że niepotrzebnie komplikuje życie. Odkąd z nim zerwała, przerażona, że jego oskarżenia mogą się okazać prawdziwe, ze wszystkich sił starała się być rozsądna i konkretna oraz wystrzegać się narzekań. Wiedząc o tym, Art zapewniał ją, że tamten chłopak był kretynem. A jednak czasem dokuczał jej, że przypomina psa biegającego w kółko za swoim ogonem i nie potrafi dostrzec jałowości własnych poczynań.
Ruth pomyślała o książce, którą kilka lat temu pomagała pisać, “Fizyka natury ludzkiej". Autor wykorzystał prawa fizyki do zilustrowania podstawowych nauk życiowych, przypominając o nieskutecznych wzorcach zachowań. “Relatywistyczna teoria grawitacji": nie przywiązuj wagi do wszystkiego. Ciężar każdego problemu zależy tylko od tego, jak ty go traktujesz. “Zjawisko Dopplera w komunikacji": zawsze istnieje rozdźwięk między tym, co ktoś mówi, a tym, jak słuchacz chce rozumieć wypowiedziane słowa. “Siła odśrodkowa argumentów": im dalej odsuwasz się od istoty problemu, tym szybciej sytuacja wymyka się spod kontroli.
Ruth uważała wówczas takie rady i analogie za zbytnie uproszczenie. Nie sposób zredukować życia do jednozdaniowych maksym. Ludzie są przecież bardziej złożeni. W każdym razie ona na pewno. A może jest zbyt skomplikowana? Złożona, skomplikowana, co za różnica? Art natomiast był wcieleniem wyrozumiałości. Przyjaciele często jej mówili rzeczy w rodzaju: “Ależ ty masz szczęście". Słysząc to po raz pierwszy, była bardzo dumna z tego, że tak dobrze ulokowała uczucia. Ostatnio jednak zaczęła się zastanawiać, czy nie chcieli przez to powiedzieć, iż należy podziwiać Arta za to, że z nią wytrzymuje. Potem Wendy przypomniała jej:
– Przecież to ty nazwałaś Arta pieprzonym świętym.
Ruth nie mogła sformułować tego w ten sposób, ale rzeczywiście odniosła takie wrażenie. Dobrze pamiętała, że zanim się w nim zakochała, podziwiała go – za jego spokój i zrównoważenie emocjonalne. Czy nadal wzbudzał w niej podziw? Czy to on się zmienił, czy może ona? Rozmyślając nad tym, jechała w stronę pralni.
Poznała Arta prawie dziesięć lat temu, na wieczornych zajęciach jogi, na które chodziła razem z Wendy. Udział w ćwiczeniach był jej pierwszą od wielu lat próbą rozruszania mięśni. Ruth był z natury szczupła i z początku nie miała żadnej motywacji, by wstąpić do klubu.
– Tysiąc doków rocznie – dziwiła się – za to, że będę mogła skakać na maszynie jak chomik w wirującym kole?
Oświadczyła Wendy, że woli stres jako formę ćwiczeń fizycznych.
– Napinasz mięśnie, wytrzymujesz tak przez dwanaście godzin, potem rozluźniasz się, liczysz do pięciu i znów napinasz.
Z kolei Wendy od szkoły średniej, kiedy uprawiała gimnastykę, przybrała na wadze trzydzieści pięć funtów, miała więc ochotę wrócić do dawnej formy.
– Przejdźmy przynajmniej bezpłatny test sprawnościowy – zaproponowała. – Nie musimy od razu wstępować do klubu.
Ruth triumfowała w duchu, kiedy uzyskała lepszy wynik od Wendy w robieniu “brzuszków". Wendy pobiła Ruth w pompkach, co skwitowała radosnym okrzykiem. Współczy
– To pewnie czy