Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 130

Interludium I. GDZIE INDZIEJ

Niewyraźne obiekty suną przez wodę, przytrzymując się kamieni.

Poruszają się nocą przez morze gęste od ciemności, przez pola uprawne listownie i i

Uwięzione foki zauważają je i kosztują wysyłane przez nie prądy zniekształconej wody, po czym w napadzie paniki skręcają się i rzucają o plecione ściany i dachy swoich klatek. Intruzi zaglądają niby ciekawskie chochliki przez wydłubane otwory okie

Raczy rolnicy zostają szybko pokonani, wzięci do niewoli i obezwładnieni, a potem się ich przesłuchuje. Ogłupieni taumaturgią, przekonani użyciem siły, raki mruczą pod nosem odpowiedzi na wysyczane pytania.

Z przypadkowych okruchów informacji gibcy myśliwi dowiadują się tego, co chcieli wiedzieć.

Słyszą o ostrzelanych batyskafach z Salkrikaltoru, które krążą pośród miasteczek Kanału Bazyliszka. Patrolują tysiące mil morskich, strzegą mgławicowych granic wpływów raczej republiki. Wypatrują intruzów.

Myśliwi kłócą się, głowią i obradują.

„Wiemy, skąd przybył”.

„Ale może nie wraca”.

Nie ma pewności. Do ojczyzny czy przeciwnie – na wschód?

Trop rozwidla się i zostaje tylko jedna możliwość. Myśliwi rozdają się na dwa kontyngenty. Jeden kieruje się na południowy-zachód ku płytkiej wodzie, ku Zatoce Żelaznej, Smołoujściu i niemrawej, rozwodnionej solance ujścia Wielkiej Smoły, aby patrzeć i słuchać, czekać na słowo, szpiegować i ukrywać się, poszukiwać słowa.

Oddalają się z trzepotem przemieszczanej wody.

Druga grupa, z mniej określonym zadaniem, zmierza w drugą stronę, i w dół.

Płyną powoli, ku miażdżącym głębinom.