Страница 129 из 130
A może to Fe
Ale spojrzenie Doula było jednoznaczne. Jeśli za wszystkim stał Fe
Wspominam te wszystkie spotkania, podczas których Doul powiedział mi albo zasugerował, dokąd płyniemy i co nas tam czeka. Wiedząc, że znam Silasa Fe
Spędzał ze mną sporo czasu, żeby wytworzyła się między nami zażyłość. I wytworzyła się. Użył mnie w funkcji przekaźnika.
Nie mogę wyjść ze zdumienia, kiedy sobie uświadamiam, jak dużo wiedział. Dużo bym dała za wiedzę, kiedy to się zaczęło – czy byłam wykorzystywana przez wiele, wiele miesięcy, czy tylko w ostatnich dniach. Nie wiem, w jakim stopniu Doul kierował się świadomą strategią, a w jakim odruchami warunkowymi. Niewątpliwie wiedział znacznie więcej, niż sądziłam.
Pozostaję w niepewności co do tego, jak bardzo zostałam wykorzystana.
Jest też i
Nieraz słyszałam z ust wielu osób, że ten Hedrigall nie jest całkiem taki sam jak nasz. Inaczej się zachowuje, mówi z większym wahaniem. Mówią, że jego twarz jest bardziej – albo mniej – pokryta bliznami. Ludzie wierzą, że ten Hedrigall jest uchodźcą z i
Możliwe. Możliwe, że powiedział nam prawdę.
Ale nawet jeśli tak, to sam los nie mógł tego wyreżyserować. Widziałam Doula: czekał na nowego Hedrigalla i na mnie. A zatem to nie przypadek sprawił, że Hedrigall znalazł się na naszej trasie. Istnieje i
Może to było dzieło Doula. Słyszałam muzykę. Może sprawił to Doul, grając na możliwościach, tworząc koncert zdarzeń prawdopodobnych i nieprawdopodobnych.
Czy grywał na byćmożniku nocami, kiedy zbliżaliśmy się do Blizny, kiedy możliwe światy wokół nas zaczęły mocniej napierać? Czy znalazł ten świat, w którym Hedrigall przeżył, i wciągnął go do naszego świata?
Taki kruchy łańcuch: że będę tam z kimś, komu ludzie uwierzą, że Doul znajdzie mnie oczami. Tak wiele zbiegów okoliczności: Doul musi być największym farciarzem w Bas-Lag. Albo zaplanował to, czego nie da się zaplanować. Przygotował mnie do tej chwili.
Czyżby umiał po wirtuozersku grać na możliwościach, przywołać akurat tę, w której ja stoję na pokładzie „Wielkiego Wschodniego”, obok Ta
A jeśli faktyczna Bellis nie mogłaby tam być w tym momencie? Czy sprowadziłby i
Czy jestem prawie-Bellis?
A jeśli tak, to co się stało z tą drugą, faktyczną?
Zabił ją? Czy jej ciało rozkłada się w morzu skubane przez padlinożerców? „Czy jestem zamie
A wszystko po to, żeby Doul mógł zawrócić miasto z kursu. Czy nie było i
Nigdy nie będę miała pewności, co się stało, nigdy nie będę do końca wiedziała, w jaki sposób i w jakim stopniu zostałam wykorzystana pośród tego chaosu, walki i rozlewu krwi.
Bo że zostałam wykorzystana, nie mam najmniejszych wątpliwości.
Doul przestał się mną interesować.
Zawsze kiedy byliśmy razem, używał mnie jako swojego pośrednika w dziele zawrócenia miasta, aby samemu zachować czyste ręce. Lojalny najemnik, który przywraca miastu jego piracki status.
Teraz, kiedy spełniłam już swoje zdanie, jestem dla niego mniej niż nikim.
To dziwne, stać się pionkiem w grze. Upokorzył mnie, ale jestem za stara, żeby czuć się urażona jego oszustwem.
Mimo to dwa razy usiłowałam się z nim spotkać, aby lepiej wszystko zrozumieć. Dwa razy zapukałam do jego drzwi, a on otworzył mi i patrzył na mnie bez słowa jak na nieznajomą osobę. Za jednym i drugim razem słowa zwarzyły mi się w ustach.
„Nie ma niczego do wyjaśniania” – skarcił mnie kiedyś Silas Fe
To chyba najlepsza rada.
W tej chwili istnieje garstka hipotez, które tłumaczą to, co się stało. Każda z nich może być prawdziwa. Gdyby Doul wyparł się udziału we wszystkich tych scenariuszach, miałabym mniej materiału do poukładania w sensowną całość. Musiałabym zmierzyć się z możliwością, że nie było żadnego planu… że nie ma czego wyjaśniać.
„Po co miałabym narażać się na coś takiego? Po jakie licho miałabym rezygnować z tych wyjaśnień, którymi dysponuję?”
Przyszedł do mnie Ta
Jestem pewna, że dodają sobie nawzajem otuchy, ale słowa, które wymieniali między sobą w mojej obecności, były niepewne i ostrożne, i sądzę, że się rozejdą. Podejrzewam, że wspólna żałoba przestanie im wystarczać.
Ta
Po jego wyjściu obejrzałam sepiowy heliotyp. Odbitka była kiepskiej jakości. Architektoniczne i biologiczne majaki wżarte w papier, kaleczące go. A potem gojące się w nowej konfiguracji. Blizny to pamięć.
Swoje wspomnienia o Armadzie noszę na plecach.
Kilka tygodni temu zdjęłam opatrunki i ustawiwszy pod kątem lustra, zobaczyłam, co napisały na mnie Niszczukowody. Paskudny, sporządzony brutalnym pismem tekst.
Coś jak szwy: przyszłość jest do mnie przyfastrygowana.
Patrzę na nie ze zdumieniem. Nie czuję, żeby miały ze mną coś wspólnego. Armada jest przyszyta do moich pleców i wiem, że będę ją wszędzie ze sobą nosiła.
Tak wiele prawd przede mną ukrywano. Ta burzliwa, bezsensowna podróż ocieka krwią. Czuję się nią napęczniała i zemdlona. Nie ma tam żadnych pozytywnych treści. Nie ma żadnej nauki do wyciągnięcia. Nie ma ekstatycznego zapomnienia. Morze nie zmywa bólu.
Nosząc Armadę na plecach, zabiorę ją ze sobą do kraju.
Do kraju.
Kiedy po raz drugi zapukałam do drzwi, chyba zobaczył coś na mojej twarzy. Skinął głową i powiedział:
– Już dosyć się pani z nami nawojażowała. Odwieziemy panią z powrotem.
Z powrotem.
Osłupiałam. Skłoniłam głowę i podziękowałam mu.
Ofiarował mi powrót. I to nie w imię życzliwości, którą kiedyś wobec mnie pozorował.
Wynagradza mnie. Płaci mi.
Za to, co zrobiłam. Odkąd zaczął mnie wykorzystywać.
Doul za moim pośrednictwem przekazywał informacje Fe
A teraz zabierze mnie do domu. Nie z sympatii czy poczucia sprawiedliwości. Taka propozycja zapłaty.
Przyjmę ją.
Nie jest głupi. Wie, że po powrocie do Nowego Crobuzon nie mogę zrobić nic, co zagroziłoby bezpieczeństwu Armady. Nie wysłuchano by mnie, gdybym próbowała powiedzieć wszystko Parlamentowi, a zresztą jestem renegatką, po co miałabym to robić?
W bliżej nieokreślonej przyszłości z Armady wypłynie statek obarczony zadaniem splądrowania Kanału Bazyliszka. Ja znajdę się na jego pokładzie. Potem wsadzą mnie do szalupy, którą dopłynę do tego brzydkiego portu Qe Banssa, który widziałam z pokładu „Terpsychorii”. Tam zaczekam, aż pojawi się statek crobuzoński, zmierzający do Zatoki Żelaznej i Wielkiej Smoły, do miasta.
Uther Doul nie odmówi mi tego. Nic go to nie kosztuje.
Minęło wiele miesięcy, odkąd wyszliśmy z Zatoki Żelaznej. Zanim znowu mnie tam zawiozą upłynie grubo ponad rok. Przybiorę i
„Terpsychoria” przepadła. Nie ma powodu, aby miasto nadal ścigało Bellis Coldwine. A nawet jeżeli jakiś wścibski bydlak w Nowym Crobuzon rozpozna mnie i doniesie jakiemuś umundurowanemu draniowi, będę miała dosyć uciekania. Ale nie umiem uwierzyć, że tak się stanie. Ten rozdział w moim życiu jest zamknięty. Rozpoczęła się nowa epoka.
Po tym, co się stało – po wszystkich moich panicznych, bezowocnych próbach ucieczki – dowiaduję się, że nieświadomie zrobiłam wszystko, co było konieczne, aby wywalczyć sobie powrót do kraju, ze wspomnieniami o Armadzie przyszytymi do skóry.
Jestem zaskoczona, że znowu piszę do Ciebie ten list. Kiedy powiedziałam Utherowi Doulowi prawdę o nim, miałam wrażenie, że już do niego nie wrócę.
Kiedy wszystko mu wyznałam, poczułam się jak samotne dziecko. Czy jest coś bardziej godnego politowania niż te kartki papieru, na których wysłaniu tak bardzo mi zależało, mimo że nie zdecydowałam nawet, do kogo zostaną zaadresowane?
Odłożyłam je wtedy w kąt.
Ale to jest nowy rozdział. Miasto cofa się w czasie, wraca do zwykłego piractwa na bogatych wybrzeżach blisko mojej ojczyzny. Wszystko się zmieniło i stwierdzam, że drżę z podniecenia, pragnąc dokończyć ten list.
Nie wstydzę się za niego. Ten list mnie otwiera.
To jest List Możliwy. Aż do ostatniej chwili, kiedy napiszę Twoje imię obok naniesionego wiele miesięcy temu słowa „Drog…” i uzupełnię je o brakującą literkę, będzie to List Możliwy, nabrzmiały potencjalnością. Jestem teraz obdarzona wielką mocą. Jestem gotowa eksploatować możliwości, uczynić jedną z nich faktem.
Nie byłam dla Ciebie najlepszym przyjacielem i proszę Cię o wybaczenie. Przypominam sobie moich crobuzońskich znajomych i zadaję sobie pytanie, którym z nich będziesz.
Jeśli ten list ma być pamiątką, sposobem na powiedzenie „żegnam”, a nie „witam znowu”, to będziesz Carria