Страница 104 из 130
Mówiąc te słowa, Doul odruchowo pogładził rękojeść Miecza Możliwości. Bellis wiedziała już, gdzie zostanie ukryta płetwa czarownika.
– A gdzie jest Fe
– Zajęto się nim – odparł i skinął głową w stronę korytarza. – Jest przetrzymywany.
Zapadła cisza, która się przeciągała.
– Co pan tu robi? – spytała w końcu Bellis. – Od którego momentu mi pan wierzy?
Przyglądała mu się uważnie. Była już zmęczona swoją dezorientacją. „Odkąd znalazłam się w tym zasranym mieście – pomyślała, doznawszy nagłego olśnienia – nerwy mam non stop napięte do granic. Jestem wykończona”.
– Od początku pani wierzyłem – odparł pozbawionym emocji głosem. – Ani przez chwilę nie sądziłem, aby z premedytacją sprowadziła nam pani na kark Nowe Crobuzon, chociaż wiem, zawsze wiedziałem, że nie darzy pani tego miasta miłością. Kiedy przyszła pani do mnie wcześniej, spodziewałem się usłyszeć co i
Powiedział to niemal życzliwie. Gąsienica niepewności znowu ożyła i żłobiła tunele w głowie Bellis.
– Na „Spichlerzu Słów” nie znaleźliśmy nic na jego temat. Urządził się w ładowni, miał tam czysto i sucho. Wszędzie poprzybijane były karteczki. Rozrysował sobie, kto jest czyim człowiekiem, kto czym trzęsie, kto siedzi w czyjej kieszeni. Imponujące. Dowiedział się wszystkiego, co było mu potrzebne. Wplótł się w życie polityczne miasta. Siedział w ukryciu. Różne miejsca spotkań dla różnych informatorów i różne nazwiska – Simon Fench i Silas Fe
„Ale teraz został spacyfikowany, a my dalej płyniemy na północ” – pomyślała Bellis. „Kochankowie wygrali. Kłopoty mają już za sobą, prawda?” Obdarzyła go spojrzeniem, które miało być próbą ponownego nawiązania łączącej ich dawniej nici sympatii.
– Co pani pisała, kiedy wszedłem? – spytał Doul, bulwersując ją. Pokazał na kieszeń, do której schowała list. Zawsze trzymała go przy sobie. Plik grubych kartek robił się coraz cięższy. Nie odebrano go jej bo w żaden sposób nie mógł jej pomóc w ucieczce. Od dłuższego czasu nie uzupełniała listu. Czasem zasiadała do niego tak regularne jakby prowadziła dzie
Bellis uświadomiła sobie z przerażeniem, że to, co teraz powie, będzie miało dalekosiężne konsekwencje. Czekała, aż w głowie wszystko się jej poukłada. Czuła się tak, jakby wstrzymała oddech.
Wyjęła kartki z kieszeni i przeczytała to, co napisała.
„Pylnik, 9. cheta, 1780. Szósty playdi cielnika.
Witam ponownie”.
– To jest list – powiedziała.
– Do kogo? – spytał Doul.
Nie zajrzał do listu, tylko spotkał się z Bellis wzrokiem.
Z westchnieniem poszukała początku listu i podsunęła Doulowi, żeby mógł przeczytać pierwsze słowo.
„Drog…”, potem miejsce na brakującą literę i odstęp długości słowa.
– Nie wiem – oznajmiła.
– Właściwie to jest do nikogo – podjęła. – To smutne i żenujące, pisać list do nikogo. To nie jest list do zmarłej osoby ani żadna i
Na liście możliwych adresatów pojawili się Mariel, Ignus, Tea Thighs Growing, człowiek-kaktus wiolonczelista, jedyny z przyjaciół Isaaca, z którym pozostała w kontakcie. Pojawili się też i
– Nieważne, do kogo się mówi albo pisze – podjęła. – Zawsze są rzeczy, które się pomija, cenzuruje. Im dłużej pisałam, im dłużej piszę, tym więcej muszę z siebie wyrzucić, tym większą mam potrzebę absolutnej szczerości. Więc piszę wszystko i odkładam na sam koniec decyzję, dla kogo list jest przeznaczony.
Pominęła milczeniem fakt, że list nigdy nie miał zostać wysłany, że miała go pisać na Armadzie aż do śmierci.
„Nie ma w tym nic dziwnego” – chciała powiedzieć Bellis. „To nie jest takie idiotyczne, jak się wydaje”. Rozpaczliwie pragnęła obronić sensowność swego epistolarnego projektu. „Nie myśl o tym w ten sposób, że po drugiej stronie jest pustka” – przekonywała go zawzięcie w duchu. „Absolutnie nie”.
– Musi pani pisać czujnie i tylko o sobie – stwierdził Doul. – Żadnych wspólnych kontekstów. List na pewno jest trochę zimny. – „Chyba masz rację” – pomyślała Bellis. – Wy wygnańcy z waszym pisaniem. Silas Fe
– Zostawiliście mu notatnik? – zdziwiła się Bellis.
Zadała sobie pytanie, co się stało z prawą ręką Silasa, ale podejrzewała odpowiedź. Uther Doul ostentacyjnie rozejrzał się po celi: ubrania, notatniki, list.
– Widzi pani, jak traktujemy naszych więźniów – powiedział. Bellis przypomniała sobie, że jest aresztantem, zupełnie tak sarno Ta
– Nie przejęliby się tym – odrzekła. – A może nawet by ich to cieszyło: jeden rywal mniej na morzu. No i te wszystkie kości do obgryzienia. Nic by nie zrobili.
Miała rację i czuła, że Doul o tym wie. Mimo to gąsienica znowu drgnęła.
Wtem coś przyszło jej do głowy.
– Niech pan przejrzy list – zaproponowała. – Przekona się pan, że o niczym nie wiedziałam.
Doul długo nie odpowiadał.
– Została pani osądzona – powiedział wreszcie.
Krew oziębiła się jej w żołądku. Z drżącymi rękami przełknęła kilka razy ślinę i zacisnęła usta.
– Po przesłuchaniu przez nas Fe
Bellis odwróciła wzrok, przygładziła list, przez chwilę oddychała głęboko i znowu spojrzała na Uthera.
– Karę? Przecież powiedział pan, że mi pan wierzy…
– Bo wierzę. To głównie dzięki mnie wszyscy pani uwierzyli. – Nie powiedział jednak tego takim tonem, jakby oczekiwał wyrazów wdzięczności. – I dlatego pula kar jest taka, a nie i