Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 63

5

Z kamie

Przeważnie w domach na palach mieszkali ludzie utrzymujący się z rzeki – marynarze, tragarze, drobni handlarze, prostytutki i trochę zbiegłych więźniów. Ludzie pojawiali się i znikali jak woda w rzece. Komorne w tej dzielnicy slumsów było znacznie niższe niż w mieście.

Kobieta mieszkała w jednym z domów na palach i zarabiała nie tylko praniem, lecz także szyciem i łataniem starych ubrań. Żyła oszczędnie, utrzymując swą małą rodzinę z ciężkiej pracy, a przecież z taką urodą mogła mieć wielkie powodzenie wśród marynarzy. Ci jednak wcale się jej nie narzucali, a ona wydawała się z tego zadowolona i wiodła ciche, rozważne życie.

Dlaczego mężczyźni, którzy mieli dziewczyny w każdym porcie, omijali ją szerokim łukiem? Ktoś, kto wiedział co nieco o jej przeszłości, udzielił ojcu odpowiedzi na to pytanie: ta kobieta oczarowała cię podobnie jak wszystkich mężczyzn. Ale to zbiegła żona człowieka triady, więc trzymaj się od niej z daleka. Nie zaprzątaj nią sobie głowy.

Wczesna wiosna 1947 roku stała się punktem zwrotnym w życiu ojca. Intrygowała go budowa maszyn, a dzięki wrodzonej ciekawości i zdolnościom szybko poznał topografię rzeki i dostał pracę pilota. Jednak obojętnie czy płynął w górę, czy w dół rzeki, główny nurtem czy dopływami, cały czas stała mu przed oczami kobieta z dzieckiem na plecach, przykucnięta nad praniem. Kiedy ujrzał ją następnym razem, gdy zwrócona do niego twarzą prostowała ścierpnięte ramiona, dostrzegł w niej wszystko naraz: dobroć, osamotnienie i silny charakter.

Więc zaczął jej przynosić rzeczy do prania, zawsze płacąc więcej niż i

– Te ubrania są czyste, nie trzeba ich prać – zauważyła cicho pewnego razu.

Zaczerwienił się i przystanął na progu, zanadto speszony, by uczynić krok. Zdał sobie sprawę, że zbyt często przynosi do niej rzeczy. Dziecko spało na łóżku. Kobieta zwi

6

Człowiek triady na wszelkie sposoby starał się odszukać zbiegłą żonę. Rozlepił ogłoszenia o zaginionej osobie i wysłał ludzi do jej rodzi

Zanim wiosna 1947 roku dobiegła końca, odgłosy świętowania zastąpił szczęk broni; wybuchła wojna między oddziałami Kuo-mintangu a siłami komunistów. Lokalni namiestnicy wojskowi, tajne stowarzyszenia i organizacje religijne wykorzystywały zamieszanie, by rozszerzać swe wpływy. Wśród przerażonych mieszkańców miasta krążyły najróżniejsze pogłoski. Człowiek triady nie miał czasu zaprzątać sobie głowy żoną, która uciekła z córeczką. Gdyby w grę wchodził syn, naturalnie sprawa wyglądałaby inaczej.

Ojciec, człowiek małomówny, wiedział, że może zdobyć matkę tylko za pomocą czynów. W przeciwieństwie do i

Duża Siostra w kilku zdaniach dokończyła swoją opowieść i mimo że kilkakrotnie próbowałam do niej powrócić, nie udało mi się poznać żadnych szczegółów. Wiem, że nie czuła się nieszczęśliwa z powodu związku naszych rodziców – w końcu dzięki temu przeżyła – lecz małżeństwo dwojga ubogich ludzi było zbyt pospolite i za mało romantyczne jak na jej gust.

Kiedyś natrafiłam na fotografię matki z ładnie uczesanymi włosami, w białym atłasowym stroju kupionym na wyprzedaży. Po kapitulacji Japończyków bogaci i wpływowi ludzie masowo wyjeżdżali do Nankinu i Szanghaju, wyprzedając za grosze wszystko, czego nie zdołali ze sobą zabrać. Wiele ulic zamieniło się w kramy z używanymi rzeczami. Ojca nie było na tym zdjęciu, matka siedziała na ukwieconym tarasie z niemowlęciem w ramionach. Wiele lat później Duża Siostra pomalowała na różowo kwiaty na czarno-białej fotografii, żeby ją trochę ożywić. Twarz z portretu patrzyła przed siebie spokojnie, może nieco melancholijnie, maskując smutek czy też radość goszczącą w sercu. Tamto zdjęcie zapadło mi w pamięć, bo to był najładniejszy wizerunek matki, jaki kiedykolwiek widziałam.

7

Usiłowałam na podstawie rysów Dużej Siostry odtworzyć wygląd człowieka, którego nazywała prawdziwym ojcem. Nie mógł być niski i szczupły jak większość mężczyzn w Czungcing. Ten playboy w kapeluszu i w długim tradycyjnym chińskim kaftanie miał nieco zazdrosną naturę. Lojalność stawiał na pierwszym miejscu, gotów dzielić dobry czy zły los ze swymi braćmi. Mężczyzna, którego życie tak intymnie splotło się z życiem matki, człowiek, którego nie widziałam na oczy, obojętnie jak bardzo realny dla matki, dla mnie był zaledwie cieniem.

Wysłano go do arsenału na północnym brzegu rzeki, żeby wyłapał komunistów, którzy produkowali proch, nie dbając zanadto o zachowanie tajemnicy. Wrócił do domu pobity i zakrwawiony, wprawiając matkę w śmiertelnie przerażenie. To niespodziewana porażka zamknęła mu drogę do awansu w triadzie, przez co wpadł w pijacki szał. Rwąc z rozpaczy włosy z głowy, potłukł i podeptał wszystkie tabliczki z dedykacjami od gości weselnych. Wtedy właśnie matka zrozumiała, że jej życie nie będzie usłane różami. Sytuacja polityczna z dnia na dzień stawała się coraz bardziej napięta, na ulicach było więcej patroli wojskowych i tajnej policji, nasilały się nocne obławy na komunistów. Człowiek triady rzadko zaglądał do domu; pojawiał się niezapowiedziany i zaraz znikał. Wątpię, czy po ucieczce matka kiedykolwiek zatęskniła za tamtym trybem życia.

Duża Siostra opowiadała, że nigdy nie nosił przy sobie pieniędzy, kiedy ruszał się z domu. Jeżeli miał na coś ochotę, płacił za to któryś z jego niższych rangą towarzyszy, bo zawsze była przy nim kilkuosobowa obstawa, dokądkolwiek by szedł.

– Herszt gangsterów, czym tu się zachwycać! – podsumowałam z przekąsem. – Masz szczęście, że matka cię zabrała. Gdyby nie to, czy zdajesz sobie sprawę, jak wyglądałoby twoje życie po wyzwoleniu? – Chciałam trochę utrzeć jej nosa, chociaż teraz już rozumiałam, dlaczego wiecznie narzekała na naszą biedę.

– Wiem dobrze. – Odchrząknęła. – Moje życie i tak byłoby ciężkie, obojętnie jaka droga otworzyłaby się przede mną.

Na krótko przed wejściem komunistów Czungcing opanował ogromny pożar. Wiose

0 rok starszą Dużą Siostrę, biegła przerażona pomiędzy zwęglonymi ruinami na brzeg rzeki, aby odnaleźć statek ojca. Wszędzie pełno było poranionych, jęczących ofiar pożaru oraz uciekinierów. Ludzie w łachmanach, o twarzach wysmarowanych sadzą zmierzwionych, zlepionych włosach, zbijali się w gromadki i wspólnie rozpaczali nad losem. Część pogorzelców grzebała w zgliszczach, poszukując domowych sprzętów, i

Kiedy dogaszono pożar, zaczęły podpływać statki wyładowane ciałami ofiar, które wyłowiono z rzeki lub pozbierano z nadbrzeża, żeby pogrzebać je w zbiorowych grobach na piaskowych ławicach u ujścia rzeki. Natomiast zwłoki tych, co zginęli w centrum miasta, palono na placu w pobliżu doku przy Niebiańskich Wrotach. Stos pogrzebowy polewano benzyną, aby podsycać ogień; policjanci w czarnych uniformach trzymali przy nim straż. Przez wiele dni nad miastem czarnym od dymu wisiał odór rozkładających się ciał.

W pobliżu hotelu „Czungcing” matka usłyszała wystrzały. Podobno pochwycono podpalacza i od razu dokonano egzekucji. Krążyły różne pogłoski; jedni mówili, że strażacy z Kuomintangu rozpylali benzynę, żeby wzmagać ogień, a i

Pożar wybuchł drugiego września 1949 roku; ponad dwa miesiące później, pod koniec listopada, miasto znalazło się w oblężeniu wojsk komunistów. Żeglarze z Jangcy porzucili swoje statki, wiedząc, że w czasie działań woje