Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 101

– Powiedziałbym, że to twój lepszy profil – zauważył Franco.

Raymond ciężko przełykał. Zdjęcie tak samo dobrze pokazywało jego ciężkie przerażenie, jak i ciało martwej dziewczyny.

Franco schował fotkę do kieszeni.

– No, to by było na tyle, doktorze. Mówiłem, że nie zabierzemy wiele czasu.

– Po co to zrobiliście? – zapytał Raymond łamiącym się głosem.

– To był pomysł Vi

– Na jaki wypadek?

Franco rozłożył ręce.

– Przecież mówię, na wszelki wypadek.

Franco i Angelo wsiedli do samochodu, a Raymond wrócił na chodnik. Patrzył, aż ford dojechał do skrzyżowania i zniknął za narożnikiem.

– Dobry Boże! – mruknął. Odwrócił się i na chwiejnych nogach ruszył w stronę domu. Ile razy udało mu się rozwiązać jeden problem, natychmiast stawał przed nim następny.

Prysznic wrócił Jackowi utracone siły. Laurie nic nie mówiła o rowerze, postanowił więc skorzystać z tego środka transportu. Ruszył na południe w niezłym tempie. Pamiętając przykre doświadczenia sprzed roku, trzymał się Central Park West aż do Columbus Circle. Tu skręcił w Pięćdziesiątą Dziewiątą Ulicę i dojechał do Park Avenue. O tej porze była zupełnie pusta, więc jechał nią aż do ulicy, przy której mieszkała Laurie. Zabezpieczył rower całą kolekcją kłódek i podszedł do drzwi. Zanim nacisnął dzwonek, zastanowił się przez chwilę, co najlepiej powiedzieć i jak się zachowywać.

Laurie przywitała go w drzwiach z szerokim uśmiechem na ustach. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć objęła go za szyję i serdecznie uściskała. W drugiej ręce trzymała butelkę wina.

– Aha – powiedziała, robiąc krok w tył. Przyjrzała się jego rozwianym włosom. – Zapomniałam o rowerze. Nie mów mi, że przyjechałeś na nim.

Jack przybrał minę winowajcy.

– No tak, to do ciebie podobne. – Pomogła mu zdjąć kurtkę.

Jack zobaczył Lou siedzącego na kanapie. Uśmiech miał taki, że mógł rywalizować z Kotem z Cheshire [8] .

Laurie chwyciła Jacka za rękę i pociągnęła do pokoju.

– Najpierw chcesz niespodziankę, czy wolisz przedtem zjeść? – zapytała.

– Niech będzie niespodzianka – zdecydował.

– Dobra – rzucił Lou, wstał z kanapy i podszedł do telewizora.

Laurie nakazała Jackowi usiąść na miejscu, które właśnie zwolnił Lou.

– Chcesz kieliszek wina?

Skinął. Był zaskoczony. Nie widział żadnego pierścionka, a Lou najwyraźniej zajęty był pilotem od magnetowidu. Laurie zniknęła w kuchni, ale szybko wróciła z winem.

– Nie wiem, jak to działa – powiedział Lou. – W domu córka obsługuje takie rzeczy.

Laurie wzięła od niego pilota i kazała mu najpierw włączyć telewizor.

Jack upił mały łyk wina. Nie było wiele lepsze od tego, które przyniósł poprzedniego wieczoru.

Laurie i Lou usiedli obok Jacka na kanapie. Jack popatrzył na nich, ale wyraźnie go ignorowali. Bez wątpienia mieli ochotę na oglądanie telewizji.

– Co z tą niespodzianką? – zapytał.

– Tylko patrz – Laurie wskazała na zaśnieżony ekran telewizora.

Jeszcze bardziej zaskoczony zaczął wpatrywać się w ekran. Nagle zabrzmiała muzyka i pojawiło się logo CNN, a zaraz potem z restauracji na Manhattanie wyszedł otyły mężczyzna. Jack rozpoznał "Positano". Mężczyzna znajdował się w otoczeniu grupy ludzi.

– Może powi

– Nie, to niepotrzebne – uznał Lou.

Jack obejrzał film. Kiedy było po wszystkim, spojrzał pytająco na Laurie i Lou. Oboje uśmiechali się szczerze i szeroko.

– O co wam chodzi? – zapytał. – Ile wina wypiliście?

– Wiesz, co przed chwilą obejrzałeś? – spytała Laurie.

– Wyglądało, jakby ktoś został zastrzelony.

– To był Carlo Franconi. Z niczym ci się nie kojarzy to, co zobaczyłeś?

– Ze starymi filmami, jak zabili Lee Harveya Oswalda.

– Pokaż mu to jeszcze raz – zaproponował Lou.

Jack obejrzał film po raz drugi. Swoją uwagę podzielił między obraz z taśmy a obserwację zachowania dwójki przyjaciół. Oboje byli pochłonięci filmem.

Po zakończonej projekcji Laurie odwróciła się w stronę Jacka i zapytała:

– I?

Wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia, co chcielibyście ode mnie usłyszeć.

– Pozwól, że fragment obejrzymy raz jeszcze, ale w zwolnionym tempie – powiedziała Laurie. Wybrała moment, kiedy Franconi próbował wsiąść do limuzyny. Puściła taśmę niemal klatka po klatce i zatrzymała dokładnie w chwili, gdy został postrzelony. Podeszła do telewizora i palcem wskazała na kark mężczyzny. – Tu weszła kula – powiedziała. Przesunęła taśmę do momentu, w którym ofiara padła na prawy bok.

– A niech to! – rzucił zaskoczony Jack. – Mój "topielec" może być Carlem Franconim.

Laurie odwróciła się na pięcie i stanęła tyłem do telewizora. Oczy jej błyszczały.

– O to chodzi! – powiedziała triumfalnie. – Oczywiście nie dowiedliśmy tego jeszcze, ale z usytuowania ran wlotowych i drogi pocisków w ciele "topielca" wynika, że można na to postawić pięć dolarów.

– Ho, ho! Mogę przyjąć zakład o pięć dolarów, ale pozwól przypomnieć, że to sto procent więcej niż kiedykolwiek zaryzykowałaś w mojej obecności – skomentował Jack.

– Jestem pewna tego, co mówię – powiedziała Laurie.

– Laurie niezwykle szybko kojarzy różne rzeczy – zauważył Lou. – Podobieństwa wychwytuje w mgnieniu oka. Zawsze sprawia, że czuję się przy niej głupio.

– Wynoś się stąd! – zawołała i dała przyjacielowi lekkiego kuksańca.

– Czy to jest ta niespodzianka, o której chcieliście mi powiedzieć? – Jack zapytał ostrożnie. Nie chciał, by nadzieje okazały się pło

– Tak. A co się stało? Nie jesteś tak podekscytowany odkryciem jak my? – spytała zaskoczona Laurie.

Jack roześmiał się z ulgą.

– Ależ szaleję z radości!

– Nigdy nie wiem, kiedy mówisz poważnie. – Wyczuła w odpowiedzi szczyptę sarkazmu tak charakterystycznego dla Jacka.

– To najlepsza wiadomość, jaką usłyszałem od wielu dni. Może tygodni – odparł.

– Wystarczy. Żebyśmy tylko nie przedobrzyli – powiedziała i wyłączyła telewizor i magnetowid. – Dość niespodzianek, zabierzmy się za jedzenie.

W czasie kolacji zastanawiali się, dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na to, że okaleczone zwłoki wyłowione z wody to Carlo Franconi.

– Według mnie miał rany, których, jak sądziłam, Franconi mieć nie mógł – stwierdziła Laurie. – Poza tym zmyliło mnie to, że ciało wyłowili w pobliżu Coney Island. Gdyby znaleźli je w East River, to co i

– Myślę, że zmyliło mnie to samo – przyznał Jack. – No a kiedy odkryłem, że rany zadano po śmierci, całą moją uwagę zaprzątnęła sprawa wątroby. Ale, ale. Lou, czy Franconi przechodził transplantację wątroby?

– Nic o tym nie wiem. Chorował od wielu lat, jednak osobiście nigdy nie poznałem diagnozy. Nic też nie słyszałem o transplantacji wątroby.

– Jeżeli nie miał transplantacji, to "topielec" nie jest Franconim – Jack stwierdził kategorycznie. – Chociaż laboratorium DNA bardzo ciężko pracuje, żeby to potwierdzić, osobiście jestem całkiem pewny, że wątroba została przeszczepiona.

– Co jeszcze musielibyście zrobić, aby upewnić się, że mamy jednak do czynienia z Carlem Franconim? – zapytał Lou.

– Powi

– Szkoda, że nie zrobiono prześwietlenia zaraz po przyjęciu Franconiego. Mogłoby pomóc – zauważył Jack.

– Zrobiono! – stwierdziła z podnieceniem Laurie. – Odkryłam to dziś wieczorem. Marvin je wykonał.

– To gdzie, u diabła, podziały się zdjęcia?

– Marvin twierdzi, że Bingham je zabrał. Muszą się znajdować u niego w biurze.

– W takim razie sugeruję mały najazd na Zakład Medycyny Sądowej – zaproponował Jack. – Bardzo bym chciał poważnie zabrać się do sprawy.

– Biuro Binghama będzie zamknięte – przypomniała Laurie.

– Moim zdaniem sytuacja wymaga twórczego zachowania – odparł Jack.

– Amen – przytaknął Lou. – To może być przełom, na który czekałem.

Zaraz po zjedzeniu i posprzątaniu kuchni, co na własne żądanie zrobili wspólnie Jack i Lou, zamówili taksówkę i we trójkę udali się do kostnicy.

– Mój Boże! – zawołał Marvin, widząc Laurie i Jacka. Rzadko się zdarzało, by dwóch patologów naraz odwiedzało kostnicę wieczorem. – Czy mamy do czynienia z klęską żywiołową?

– Gdzie są portierzy? – zapytał Jack.

– Ostatnio widziałem ich w portierni. Poważnie, co się dzieje?

– Kryzys osobowości – odpalił Jack.

Poprowadził całą trójkę do sali autopsyjnej i z hałasem otworzył drzwi. Marvin miał rację. Obaj portierzy byli zajęci polerowaniem lastryko, z którego wykonano posadzkę głównego holu.

– Spodziewam się, chłopcy, że macie klucze do gabinetu szefa – powiedział Jack.

– Tak, pewnie – odpowiedział Daryl Foster. Daryl pracował w Zakładzie Medycyny Sądowej od trzydziestu lat. Przy nim Jim O'Do

– Musimy tam wejść. Mógłby nam pan otworzyć?

Daryl zawahał się.

– Szef jest bardzo wrażliwy na punkcie wpuszczania obcych do jego biura – odparł.

– Biorę odpowiedzialność na siebie – zaoferował się Jack. – To sytuacja nadzwyczajna. Poza tym jest z nami porucznik Lou Soldano z komendy policji, który do minimum ograniczy niebezpieczeństwo kradzieży.

– Bo ja wiem – zastanawiał się Daryl. Najwyraźniej nie czuł się w tej sytuacji najlepiej, poczucia humoru Jacka raczej także nie akceptował.

– W takim razie niech mi pan da klucz – zaproponował Jack. – Sam otworzę, a pan nie będzie w to wplątany.

[8] Kot z Cheshire – postać z książki Alicja w krainie czarów, miał zwyczaj powolnego znikania, aż pozostawał po nim tylko szeroki uśmiech (przyp. tłum.)