Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 32 из 62

Rozdział VI

– Przeprowadzam się dzisiaj – oznajmił Clark Reardon. – Żona powiedziała, że nie wolno mi się spóźnić. – Clark odsunął od łóżka Jeoffry'ego Washingtona metalowe krzesło.

– Cieszę się bardzo, że przyszedłeś – rzekł Jeoffry. – Naprawdę jest mi bardzo miło.

– Nie ma sprawy – odparł Clark, podnosząc się z miejsca. Wyciągnął dłoń i uścisnął mocno rękę Jeoffry'ego.

– Kiedy wreszcie stąd wyjdziesz? – zapytał.

– Już niedługo. Być może za kilka dni… Nie jestem pewien. Na razie podłączono mi kroplówkę. – Unosząc do góry lewą rękę, Jeoffry wskazał na skręcony, plastykowy wąż. – Po operacji przyplątało się jakieś zapalenie w nogach. Przynajmniej coś w tym rodzaju powiedział mi doktor Sherman. Musiałem więc przyjmować antybiotyki. Przez kilka dni czułem się źle, ale teraz jest lepiej. Dobrze, że wreszcie zabrali ode mnie monitor. To ciągłe "bi-i-ip" doprowadzało mnie do szału.

– Jak dawno już leżysz tutaj?

– Dziewięć dni.

– To jeszcze nie tak źle.

– Teraz już nie. Ale początkowo byłem przerażony. I nie miałem żadnego wyboru. Powiedzieli, że jeśli nie zostanę zoperowany, to wkrótce umrę. Więc co miałem zrobić?

– Nic! Przyjdę do ciebie jutro wieczorem i przyniosę zamówione książki. Chcesz może coś jeszcze?

– Owszem. Trochę trawki.

– Postaram się.

– Przecież tylko żartuję.

Kierując się ku drzwiom, Clark kiwnął ręką Jeoffry'emu i zniknął w korytarzu.

Jeoffry rozejrzał się po pokoju. Cieszył się, że wnet go stąd wypuszczą. Drugie łóżko było wolne – współlokator został dziś wypisany, a na jego miejsce nikt nowy się nie pojawił. Jeoffry bardzo nie lubił samotności – zaczęła mu dokuczać zwłaszcza teraz, gdy odszedł Clark i otoczyła go cisza. Jego zdaniem szpital nie jest dobrym miejscem, żeby tu leżeć w samotności; zbyt wiele tu groźnej aparatury i przykrych zabiegów.

Jeoffry włączył miniaturowy aparat telewizyjny, gdy do pokoju weszła jego energiczna pielęgniarka, pa

Po dziesięciu minutach wymieniła mu termometr na pigułkę nase

– Czy mam temperaturę? – zapytał.

– Każdy ma temperaturę – odpowiedziała.

– Jak mogłem o tym zapomnieć – zauważył Jeoffry. Nie po raz pierwszy słyszał tę samą odpowiedź. – W porządku; wobec tego inaczej: czy mam gorączkę?

– Tego rodzaju informacja jest zastrzeżona – odparła pa

Jeoffry nie mógł zrozumieć, dlaczego pielęgniarka nie może mu powiedzieć, jak wysoką ma temperaturę. Zawsze słyszał od niej odpowiedź, że tego rodzaju informacja należy do kompetencji doktora, co – jego zdaniem – nie miało sensu.

– A co będzie z tą kroplówką? – zapytał jeszcze, gdy była już przy drzwiach. – Kiedy wreszcie będę mógł wziąć prysznic?

– Na ten temat, niestety, nic nie wiem – odparła skinąwszy mu na pożegnanie ręką.

Jeoffry spojrzał na butlę z kroplówką. Przez chwilę obserwował równomierne opadanie kropel, by następnie powrócić do oglądania telewizji, w której właśnie nadawano wieczorne wiadomości. To będzie dla niego wielka ulga, gdy zabiorą mu kroplówkę, myślał. Jutro rano zapyta o to doktora Shermana.

Kiedy telefon zadzwonił po raz pierwszy, Thomas podniósł się i usiadł w łóżku, nie mogąc sobie uprzytomnić, gdzie się znajduje. Po drugim dzwonku Doris odwróciła się do niego i w półmroku spojrzała pytająco.

– Czy odbierzesz telefon, czy chcesz, żebym ja to zrobiła? – zapytała zaspanym głosem. Uniosła się nieco i oparła na łokciu.

Thomas patrzył, jakby zaskoczony obecnością obcej kobiety. Wydawała mu się jakaś groteskowa z długimi, gęstymi włosami, wystającymi z jej głowy jak dziesiątki przewodów elektrycznych. Zamiast oczu miała ciemne oczodoły. Upłynęła chwila, zanim uprzytomnił sobie, kim ona jest.

– Odbiorę – oświadczył Thomas wstając z łóżka. Głowa mu ciążyła jakby była z ołowiu.

– Aparat jest w kącie, tuż przy oknie – powiedziała Doris opadając z powrotem na poduszkę.

Z wyciągniętymi do przodu rękami Thomas posuwał się wzdłuż ściany, aż dotarł do otwartych drzwi łazienki. W salonie okno wykuszowe przepuszczało więcej światła.

– Doktor Kingsley? Tu Peter Figman – przedstawił się stażysta, gdy Thomas podniósł słuchawkę. – Przepraszam, że pana niepokoję o tej porze, ale pan prosił, żeby go powiadomić o każdym przypadku, wymagającym natychmiastowej operacji. Mamy tu pacjenta z raną od pchnięcia nożem w pierś. W ciągu godziny będzie gotów do operacji.

Thomas przybliżył usta do słuchawki. Panujący w saloniku chłód otrzeźwił go całkowicie. – Która godzina?

– Kilka minut po pierwszej.

– Dziękuję. Zaraz tam będę.

Kiedy Thomas wyszedł na ulicę, lodowaty wiatr przeszył go chłodem. Podniósł jak mógł najwyżej klapy płaszcza i ruszył w stronę szpitala. Gwałtowne podmuchy wiatru były tak silne, że chwilami musiał się zatrzymywać w miejscu, gdyż zapierały mu dech, zasypując jednocześnie wirującymi w powietrzu papierami i i

Zbliżając się do głównego wejścia minął z lewej strony duży piętrowy parking. Zbudowany z ogromnej ilości cementu, w dzień był zatłoczony, obecnie niemal całkowicie pusty. Kiedy spojrzał w stronę swojego porsche'a, zauważył obok i

Thomas znajdował się już praktycznie u wejścia do szpitala, gdy w jego rozważaniach o absurdalności posiadania tak dobrego samochodu w takim okropnym kolorze wtargnęła wątpliwość: co o tej porze robi tutaj George Sherman? Spojrzał jeszcze raz w stronę mercedesa – to był na pewno samochód George'a, nie mógł go pomylić z żadnym i

Thomas udał się wprost do przebieralni, następnie zajrzał do pokoju dla chirurgów; pielęgniarka robiła coś na drutach. Zapytał, czy George Sherman operował tej nocy.

– Nic mi o tym nie wiadomo – odpowiedziała. – Nie było żadnego nagłego przypadku, z wyjątkiem pacjenta, którego pan będzie operował.

W przyległym do sali operacyjnej pokoju Thomas natknął się na Petera Figmana. Był to chudziutki młody lekarz o twarzy dziecka, sprawiający wrażenie, jakby jeszcze nie musiał się golić. Thomas spotykał go już wielokrotnie, dotąd jednak nie miał okazji z nim współpracować. Miał opinię zręcznego i pracowitego chirurga.

Kiedy zobaczył Thomasa, przedstawił mu sprawę szczegółowo. Pacjent został uderzony nożem podczas meczu hokejowego w Boston Garden, ale życiu jego na razie nie zagraża niebezpieczeństwo, choć początkowo były kłopoty z ciśnieniem. Ustalono grupę krwi i podjęto decyzję o transfuzji, której jeszcze nie wykonano. Prawdopodobnie nóż przebił jedno z dużych naczyń krwionośnych.

Słuchając uważnie przedstawianej mu relacji, Thomas wyjął z pudełka na półce nad zlewem maskę chirurgiczną. Wolał starego typu maski zawiązywane z tyłu za szyją i głową niż szablonowe, zabezpieczone z tyłu pojedynczą taśmą elastyczną. Dziś jednak leciały mu z rąk po kolei wiązadła, a w końcu upadła na podłogę sama maska. Thomas zaklął pod nosem i wziął następną. Kiedy sięgnął do pudełka, Peter spostrzegł, że starszemu koledze trzęsą się trochę ręce. Przerwał swoją relację. – Czy pan się czuje dobrze, doktorze? – zapytał.

Z ręką w pudełku Thomas odwrócił do niego głowę. – Co pan ma na myśli, pytając, czy czuję się dobrze?

– Myślałem, że może jest pan trochę niezdrów – nieśmiało odparł Peter.

Thomas wyciągnął maskę z pudełka – razem z nią jeszcze i

– Nie wiem, po prostu tak pomyślałem – wymijająco odrzekł Peter. W tej chwili żałował, że w ogóle się odezwał.

– Do pańskiej wiadomości: czuję się teraz doskonale – oświadczył Thomas, nie próbując nawet ukryć irytacji. – Jednego natomiast nie toleruję u stażystów – zuchwalstwa. Mam nadzieję, że pan mnie należycie zrozumiał.

– Zrozumiałem – odrzekł Peter, chcąc jak najprędzej skończyć tę rozmowę.

Pozostawiwszy stażystę samemu sobie, Thomas pchnął drzwi wiodące do sali operacyjnej. – Na miłość boską – myślał tymczasem – czy temu gówniarzowi nie przychodzi do głowy, że wyrwał mnie z głębokiego snu; w tych warunkach każdy jest półprzytomny, dopóki się nie rozbudzi na dobre.

W sali operacyjnej panował ruch. Pacjent znajdował się już w narkozie, młodszy personel chirurgiczny był w trakcie otwierania klatki piersiowej. Thomas podszedł do stolika ze zdjęciami rentgenowskimi pacjenta. Korzystając z tego, że był odwrócony tyłem do sali, uniósł do góry rękę: drżała tylko nieznacznie. Bywało gorzej. – Poczekamy aż ten kogucik zacznie operować – z satysfakcją myślał Thomas.

Thomas ulokował się w końcu sali i uważnie obserwował przebieg operacji. Był gotów do interwencji, ale musiał przyznać, że Peter był dobrym chirurgiem. Zapytał obecnych stażystów o możliwość wystąpienia krwiaka osierdzia. Żaden z nich, nie wyłączając Petera, nie pomyślał o diagnozie, mimo że sprawa była dyskutowana na konferencji poświęconej śmiertelnym przypadkom. Kiedy był już pewien, że operacja będzie miała rutynowy przebieg i zakończy się pomyślnie, wstał i skierował się do wyjścia. – Jestem na miejscu, gdybym był potrzebny – rzucił za siebie. – Jak dotąd, operujecie bardzo dobrze.

Gdy za Thomasem zamknęły się drzwi, Peter Figman spojrzał na kolegów i szepnął: – Zdaje się, że doktor Kingsley wypił dziś wieczorem o jednego za dużo.

– Sądzę, że masz rację – przytaknął jeden z młodszych stażystów.