Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 79 из 94

Najbardziej intrygujące i trapiące zarazem były telefony od Nicole Marquette z Centrum Kontroli Chorób. Pierwszy około północy, drugi za kwadrans szósta.

Wpadł do biura, zrzucił płaszcz, usiadł na biurku i oddzwonił do Nicole. Wydawała się wyczerpana. Tak przynajmniej brzmiał jej głos.

– To była długa noc – stwierdziła. – Próbowałam się z panem połączyć kilka razy. Dzwoniłam do pracy i do domu.

– Przepraszam. Powinienem podać pani zapasowy numer.

– Kiedy zadzwoniłam do pańskiego mieszkania, odebrał mężczyzna, który przedstawił się jako Warren. Mam nadzieję, że to znajomy. Jednak jego głos nie brzmiał przyjacielsko.

– To mój przyjaciel – odpowiedział Jack, chociaż wiadomość zaniepokoiła go. Spotkanie twarzą w twarz z Warrenem nie zapowiadało się przyjemnie.

– Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Pewne jest, że tej nocy pozbawił pan snu wiele osób. Próbki z wirusem grypy, które pan przysłał, wywołały u nas prawdziwy ogień. Przetestowaliśmy je na wszystkich antyciałach, jakie mamy w laboratorium. Nie zadziałały w najmniejszym stopniu. I

– To zdaje się nie jest dobra wiadomość?

– Nie bardzo – przyznała Nicole. – Raczej przerażająca. Szczególnie jeśli uwzględni się zjadliwość badanego szczepu. Zdaje się, że wirus zabił już pięć osób?

– Skąd pani wie? Sam dopiero co dowiedziałem się o czterech nowych zgonach.

– Przez całą noc byliśmy w kontakcie z miejscowymi władzami odpowiedzialnymi za działania w takich przypadkach. To zresztą jeden z powodów, dla których tak usilnie chciałam się z panem skontaktować. Sądzimy, że grozi nam wybuch epidemii. Nie chciałam, aby poczuł się pan wykolegowany ze sprawy. Otóż widzi pan, w końcu znaleźliśmy coś, co zadziałało na próbki. Mówię o zamrożonej surowicy, w której, jak sądzimy, powi

– Dobry Boże! – zawołał Jack.

– Gdy tylko to odkryłam, natychmiast powiadomiłam mojego szefa, doktora Hirose Nakano. On z kolei zadzwonił do dyrektora Centrum Kontroli Chorób. Skontaktował się z lekarzem dyżurnym kraju. Wywołaliśmy tu prawdziwą wojnę. Potrzebujemy szczepionki i to bardzo szybko. Ciągle mamy w pamięci świńską grypę z siedemdziesiątego szóstego.

– Czy mogę jakoś pomóc? – zapytał, chociaż miał wrażenie, że zna odpowiedź.

– W tej chwili nie. Jesteśmy wielce zobowiązani za tak szybkie powiadomienie nas o problemie. W rozmowie z dyrektorem szczególnie mocno to podkreśliłam. Nie zdziwię się, jeśli osobiście zadzwoni do pana.

– Więc szpital także został powiadomiony?

– Przede wszystkim. Zespół interwencyjny z Centrum Kontroli Chorób jeszcze dzisiaj zjawi się u nich i włączy się do walki z chorobą. Pomogą również lokalnemu epidemiologowi. Nie muszę chyba mówić, że jesteśmy zainteresowani odpowiedzią na pytanie, skąd wziął się ten wirus. Jedną z tajemnic grypy są rezerwuary wirusów. Podejrzewa się ptaki, szczególnie kaczki, czasami świnie, ale nikt nie wie na pewno. Zadziwiające, że wirus drzemał ponad siedemdziesiąt pięć lat i nagle zapolował na nas.

Kilka minut później Jack odłożył słuchawkę. Był zaszokowany, ale też poczuł prawdziwą ulgę. Wreszcie ostrzeżenia o grożącej epidemii zostały poważnie potraktowane, a odpowiednie służby zmobilizowane. Ludzie, którzy mogli zażegnać niebezpieczeństwo, zaczęli działać.

Ciągle jednak nie wiedział, skąd pochodził wirus. Jack był pewny, że nie wchodziły w grę naturalne rezerwuary jak w przypadku i

Zanim cokolwiek zrobił, zadzwonił najpierw do Teresy. Zastał ją w domu. Głos Jacka bardzo ją uspokoił.

– Co się z tobą działo? Umierałam ze strachu.

– Zostałem na noc w hotelu.

– Dlaczego nie zadzwoniłeś, jak obiecałeś? Sama dzwoniłam do ciebie kilkanaście razy.

– Przepraszam. Wiem, że powinienem był zatelefonować. Ale po rozmowie w komendzie policji pojechałem do hotelu i nie miałem zupełnie nastroju do rozmów. Nie mogę ci teraz opowiedzieć, jak stresujące były dla mnie ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Boję się, że już nie jestem sobą.

– Myślę, że cię rozumiem. Nawet dziwię się, że po tym przerażającym zdarzeniu w ogóle jesteś dzisiaj na chodzie. Nie uważasz, że powinieneś zostać w domu? Ja chyba tak bym zrobiła.

– Za bardzo jestem wplątany we wszystko, co się wydarzyło.

– Tego się właśnie obawiałam. Jack, posłuchaj mnie, proszę. Zostałeś pobity, a wczoraj omal cię nie zamordowano. Czy nie nadszedł już czas, aby zostawić sprawę i

– Sprawy zaszły już tak daleko. Specjaliści z Centrum Kontroli Chorób są w drodze do Nowego Jorku. Będą próbowali powstrzymać zbliżającą się epidemię. Ja moje sprawy zakończę dzisiaj.

– A co to w praktyce oznacza?

– Jeżeli do wieczora nie wyjaśnię osobiście całej tajemnicy, poddam się. Tyle obiecałem wczoraj policji.

– To balsam dla mojej duszy. Kiedy będę mogła się z tobą zobaczyć?

– Po ostatnich wydarzeniach uznałem, że przebywanie w pobliżu mojej osoby nie jest dla ciebie bezpieczne.

– Spodziewam się, że kiedy zakończysz tę swoją batalię, dadzą ci wreszcie spokój.

– Zadzwonię do ciebie. Nie mam w tej chwili pojęcia, jak potoczy się dzień.

– Wczoraj też obiecałeś, że zatelefonujesz, i nie zadzwoniłeś. Jak mogę ci ufać?

– Cóż, musisz dać mi jeszcze jedną szansę. Teraz muszę już wracać do pracy.

– Nie chcesz wiedzieć, co u mnie?

– Myślę, że jeśli będziesz chciała, to mi powiesz.

– National Health odwołało spotkanie w sprawie przeglądu materiałów do kampanii.

– To dobrze?

– Znakomicie. Po prostu w pełni zaakceptowali pomysł, o którym opowiedziałam wczoraj znajomej. Tak więc nie musimy organizować prezentacji i otrzymaliśmy miesiąc na dokładne przygotowanie końcowych materiałów.

– To cudownie. Cieszę się z tobą.

– Ale to nie wszystko. Sam Taylor Heath zadzwonił i złożył mi gratulacje. Powiedział także, że dowiedział się, co zamierzał zrobić Barker, więc pozbył się go. Niemal mnie zapewnił, że awans na dyrektora mam w kieszeni, że będę szefem Willow and Heath.

– Trzeba to będzie uczcić – uznał Jack.

– Ja też tak sądzę. Doskonałym sposobem na to byłby dzisiejszy lunch w "Four Seasons".

– Jesteś uparta.

– Jako kobieta, która chce zrobić karierę, nie mam wyjścia.

– Na lunch nie mogę się umówić, ale może na kolację. Jeżeli oczywiście nie trafię do tego czasu do więzienia.

– A to co znowu? – zaniepokoiła się Teresa.

– Wyjaśnianie zabrałoby za dużo czasu. Zadzwonię do ciebie później. Cześć, Tereso. – Jack odłożył słuchawkę, zanim Teresa zdołała coś powiedzieć. Wiedział, że potrafiłaby naciągnąć go nawet na lunch, wolał więc nie ryzykować.

Zamierzał pójść do laboratorium DNA, gdy w drzwiach pojawiła się Laurie.

– Nie potrafię wyrazić, jak bardzo się cieszę, że cię widzę -powiedziała na przywitanie.

– A ja winien ci jestem podziękowanie za to, że mogę tu być. Parę dni temu uważałem, że niepotrzebnie próbujesz się wmieszać w całą historię. Teraz już tak nie myślę. Doceniam, że powiedziałaś o wszystkim porucznikowi Soldano, ponieważ w ten sposób ocaliłaś moje życie.

– Zadzwonił do mnie wczoraj i opowiedział o zamachu. Później wielokrotnie próbowałam dodzwonić się do ciebie.

– Jak wiele i

– Lou mówił, że wiele ryzykujesz, narażając się takim gangom. Osobiście uważam, że powinieneś już przestać zajmować się tą sprawą.

– Cóż, jeśli to cię pocieszy, powiem, że jesteś po stronie większości. No i jestem pewien, że gdybyś zadzwoniła do mojej mamy do South Bend w Indianie, w pełni zgodziłaby się z tobą.

– Nie rozumiem, jak możesz być tak beztroski po tym wszystkim, co się wydarzyło? Poza tym Lou prosił mnie, abym upewniła się, że wiesz, iż policja nie może zapewnić ci dwudziestoczterogodzi

– A to oznacza, że będę pracować z kimś, z kim spędziłem jak dotąd mnóstwo czasu.

– Jesteś niemożliwy! Kiedy przestaniesz ukrywać się za tymi ciętymi odpowiedziami. Chyba najwyższy czas odkryć karty, przynajmniej przed Lou. Opowiedz mu o wszystkim i zostaw mu resztę. Pozwól przeprowadzić dochodzenie. Jest w tym naprawdę dobry. To jego praca.

– Być może – odparł Jack. – Jednak w tej sprawie mamy do czynienia z wyjątkowymi okolicznościami. Sądzę, że potrzebna jest wiedza, której on nie ma. Nie bez znaczenia jest i to, że ta sprawa może wiele zmienić w moim życiu. Nie wiem, czy to widać, ale ostatnie kilkadziesiąt godzin bardzo mnie zmieniło.

– Jesteś tajemniczym człowiekiem. A także upartym. Nie znam cię dostatecznie dobrze i nie wiem, kiedy żartujesz, a kiedy mówisz serio. Obiecaj tylko, że będziesz bardziej ostrożny, niż byłeś przez ostatnie kilka dni.

– Zawrzyjmy układ – zaproponował Jack. – Ja obiecam, że będę uważał na siebie, ale ty w zamian zażyjesz rymantadynę.

– Dowiedziałam się, że na dole są nowe ofiary grypy. Uważasz, że powi

– Bez dwóch zdań. Centrum Kontroli Chorób potraktowało tę serię niezwykle poważnie, więc i ty powi

– Jak to możliwe, żeby to był ten sam wirus? Przecież ten szczep nie istnieje.

– Grypa potrafi się przyczaić. To między i

– No, jeśli okazałoby się to prawdą, to twoja teoria o celowym działaniu niewiele byłaby warta. Nie sposób podejrzewać, że ktoś specjalnie rozsiewa wirusy pochodzące z nie znanego nikomu, naturalnego ukrytego źródła.