Страница 36 из 94
– Zabieraj się do pracy – poleciła Jackowi.
Zakręcił się na pięcie i pomaszerował do przebieralni, gdzie czekał kombinezon.
– A jeśli chodzi o pozostałe dwa przypadki, o których mówiłeś na górze, to którym z nich chciałbyś się zająć w następnej kolejności?! – zwołała Laurie za oddalającym się Jackiem.
– Lagenthorpe – odpowiedział.
Laurie uniosła kciuk na znak, że się zgadza.
Pomimo kaca Vi
Poza nim i Vi
Kac Vi
Po zewnętrznych oględzinach przystąpił do badania organów wewnętrznych, tak jak przy wszystkich poprzednich przypadkach. Zachowywał tylko jeszcze większą ostrożność, aby do zera zmniejszyć ryzyko rozsiania śmiercionośnych bakterii.
W miarę postępu badań Jacka ogarniało przeświadczenie, iż przypadek Lopez jest lustrzanym odbiciem tego, co widział u Susa
Kiedy skończył badać organy wewnętrzne, przygotował próbki laboratoryjne z płuc, żeby zanieść je później Agnes Fi
Kiedy zabrali się do szycia zwłok, dobiegły ich odgłosy z umywalni i spoza sali.
– Zjawili się normalni, cywilizowani ludzie – zauważył Vi
Jack nie odpowiedział.
Otworzyły się drzwi do umywalni. Do sali weszły dwie osoby ubrane w kombinezony i wolnym krokiem ruszyły w stronę stołu Jacka. Okazało się, że to Laurie i Chet.
– Chłopcy, już skończyliście? – zapytał Chet.
– Mnie w to nie mieszajcie – odparł Vi
– I co to jest twoim zdaniem? Dżuma czy tularemia? -zapytała Laurie.
– Moim zdaniem tularemia – odparł Jack.
– No więc jeżeli w pozostałych dwóch przypadkach również stwierdzimy tularemię, będziemy mieli sześć zachorowań.
– Wiem. Fatalna sprawa. Choroba przekazywana przez ludzi to niezwykle rzadko spotykana droga zakażenia. Nie ma to sensu, ale z biegu zdarzeń wynika, że właśnie tak się rozprzestrzenia.
– A jak się rozprzestrzenia tularemia? – zapytał Chet. – Nigdy nie miałem z nią do czynienia.
– Roznoszą ją kleszcze. Ewentualnie można się zarazić przez kontakt z chorym zwierzęciem, dajmy na to królikiem – poinformował Jack.
– Zapisałam, że teraz zajmiesz się Lagenthorpe'em. Trzeci przypadek zamierzam sama zbadać – stwierdziła Laurie.
– Z ochotą zajmę się również Hester – odpowiedział.
– Nie ma potrzeby. Nie mamy dzisiaj aż tak wielu autopsji, jak sądziłam. Większość z przywiezionych w nocy denatów nie wymaga sekcji. Nie mogę więc pozwolić, abyś jedynie ty dobrze się bawił.
Zaczęto wwozić ciała. Stoły na kółkach pchali pracownicy kostnicy. Oni też poukładali ciała na stołach autopsyjnych. Laurie i Chet odeszli do swoich zajęć, a Jack i Vi
– Co za krwiopijca – poskarżył się Vi
– Wolałbym mieć to już za sobą. A potem możesz sobie pić kawę przez resztę dnia.
– Bzdury. Zaraz zagonią mnie do pomocy komuś i
Narzekając na swój los, Vi
– Biedaczka miała trzydzieści sześć lat. Cóż za tragedia.
– Co znalazłaś? Jakieś ślady po ukąszeniu owadów albo zadrapanie?
– Nic poza skaleczeniem na lewej nodze, ale to od maszynki do golenia. Nie ma śladu infekcji, myślę więc, że to zwykły wypadek. Jest jednak coś interesującego. Ma wyraźne zapalenie spojówek.
Ostrożnie uniosła powieki zmarłej. Zapalenie spojówek było wyraźne, chociaż rogówka była czysta.
– Wyczuwam także powiększone węzły przeduszne. – Mówiąc to, wskazała na widoczne guzki z przodu uszu.
– Ciekawe. Pasuje do tularemii, lecz nie występuje w poprzednio badanych przypadkach. Daj znać, jeśli trafisz jeszcze na coś niezwykłego.
Teraz Jack podszedł do stołu Cheta. Szczęśliwie jemu przypadł podziurawiony kulami mężczyzna. W tej chwili zajęty był fotografowaniem ran postrzałowych, wlotów i wylotów kul. Gdy spostrzegł Jacka, podał aparat Salowi, który asystował mu przy autopsji, wziął Jacka na bok i zapytał:
– Jak spędziłeś ostatnią noc?
– To chyba nie jest najlepsza pora – zauważył Jack. Jakakolwiek rozmowa w kosmicznym kombinezonie była bardzo utrudniona.
– No, nie wykręcaj się – nalegał Chet. – My z Colleen zabawiliśmy się nieźle. Po chińskim klubie poszliśmy do niej. Mieszka przy Sześćdziesiątej Szóstej Wschodniej.
– Cieszę się, że ci się udało.
– Ale jak wy zakończyliście wieczór?
– Nawet gdybym ci powiedział, to i tak byś nie uwierzył.
– Spróbuj – powiedział Chet i przysunął się bliżej do Jacka.
– Najpierw poszliśmy do jej biura, a później przyjechaliśmy tutaj.
– Miałeś rację, nie wierzę – skwitował Chet.
– Prawda często bywa trudna do zaakceptowania.
Vi
Tym, co zwracało największą uwagę podczas oględzin ciała, była świeża rana po wycięciu wyrostka robaczkowego długa na około dwa cale. Jack szybko jednak odkrył kolejne nieprawidłowości. Dokładnie przyglądając się dłoniom, zauważył ślady gangreny na koniuszkach palców. Oznaki podobnych zmian, w bardzo początkowym stadium odnalazł również na płatkach usznych denata.
– Przypomina mi to Nodelmana – stwierdził Vi
– Nie wiem – odparł Jack. – Nodelman nie był po operacji wyrostka.
Kolejne dwadzieścia minut poświęcił na dokładne sprawdzenie, czy nie ma śladów ukąszeń insektów lub i
Mimo stara
– Powiedz mi, na co mam patrzeć.
– Płaskie, różowawe plamki – wyjaśnił Jack.
– Przykro mi, ale niczego takiego nie widzę – stwierdził Vi
– Nieważne – uznał Jack. Zrobił kilka fotografii, choć sam wątpił, aby słaba wysypka była na nich widoczna. Światło lampy błyskowej najczęściej zaciera tak subtelne zmiany na skórze.
Gdy Jack kontynuował oględziny, czuł, że jest coraz bardziej zaskoczony rozwojem wypadków. Lagenthorpe'a przywieziono ze wstępnym rozpoznaniem dżumy płucnej i po zewnętrznych oględzinach, jak Vi
Ale tularemia zdawała się rozwiązaniem niemożliwym do przyjęcia, gdyż w ślinie chorego nie wykryto żadnych wolnych bakterii. Dalej sprawę komplikował fakt, iż u chorego wystąpiły wystarczająco poważne objawy, by podejrzewać zapalenie wyrostka, który po operacji okazał się zdrowy. A na dodatek na dłoniach i stopach miał jakąś wysypkę.
Jack nie miał pojęcia, z czym ma do czynienia. Im bardziej się nad tym zastanawiał, tym głębsze miał przeczucie, że nie chodzi ani o dżumę, ani o tularemię!
Ledwie zaczął badanie wewnętrzne, a od razu nabrał przekonania, że jego domysły nie są bezpodstawne. Naczynia limfatyczne były minimalnie powiększone. Po rozcięciu płuca już na pierwszy rzut oka Jack mógł stwierdzić, że widzi różnicę między stanem Lagenthorpe'a, a i
Po obejrzeniu i
– Coś interesującego? – dobiegł go silny głos.
Jack był tak zaabsorbowany, że nawet nie zauważył, jak Calvin odsunął Vi
– Myślę, że tak – odpowiedział Jack.
– Kolejny przypadek infekcji? – zapytał i
Jack odwrócił się w lewo. Od razu rozpoznał głos, ale nie potrafił ukryć zaskoczenia. Miał rację. To był sam szef!
– Zjawił się z rozpoznaniem dżumy – wyjaśnił Jack. Był zaskoczony pojawieniem się szefa. Bingham schodził do sali jedynie wtedy, gdy mieli na stole niezwykle rzadki przypadek lub gdy sprawa dotyczyła osób z politycznego establishmentu.