Страница 66 из 94
PRICE
Griffin wybierał numer na komórce, pędząc wąskimi uliczkami w stronę wjazdu na szosę I-95, a Fitz trzymał się deski rozdzielczej, klnąc jak szewc. Griffin zaczął mówić, gdy tylko Jillian odebrała.
– Musisz mi coś powiedzieć. I to szczerze.
– Griffin? Też miło mi cię słyszeć…
– Wiem, że jesteś zła na policję – przerwał jej stanowczym głosem. – Wiem, że uważasz, że ponosimy odpowiedzialność za śmierć twojej siostry. Ale potrzebuję twojej pomocy. Musisz mi powiedzieć, czy kiedykolwiek spotkałaś Davida Price’a. Lifcie kłam, Jillian. To sprawa życia i śmierci.
Cisza. Ściskał kierownicę, zastanawiając się, co oznacza ten brak odpowiedzi. Poczuł, że znowu przewraca mu się żołądek, a w uszach zaczyna dzwonić. Oddychaj głęboko, rozluźnij mięśnie. Osiemnaście miesięcy ciężkiej pracy. Nie zaprzepaść tego.
– Nazwisko wydaje się znajome – odezwała się w końcu Jillian. – Zaraz. Czy to nie twój sąsiad? Griffin, o co chodzi?
– Czy twoja siostra kiedykolwiek o nim wspominała?
– Nie, nigdy.
– A może dostałaś jakiś list?
– Nie. Poczekaj chwilę. – Znowu zaległa cisza, a po chwili usłyszał wołanie: – Toppi, czy kiedykolwiek dostałaś list od niejakiego Davida Price’a? Spytaj mamę. – Po sekundzie znowu odezwała się do słuchawki: – Obie mówią, że nie. Ale przecież go aresztowałeś, prawda? Posłałeś go za kratki… już dawno. Dlaczego właśnie teraz o niego pytasz?
Griffin zignorował jej pytanie i zadał swoje:
– Jakie masz plany na dzisiaj?
– Obiecałam mamie, że pojedziemy na grób Trishy. Griffin…
– Nie róbcie tego.
– Jak to?
– Zostańcie w domu. Zaraz, mam lepszy pomysł. Zabierz Toppi i mamę do domku w Narragansett. Załatwię, żeby dwaj mundurowi już tam na was czekali.
– Czy Price uciekł? – zapytała ściszonym głosem.
– Nie.
– To dlaczego o niego pytasz? Myślisz, że ma z tym wszystkim coś wspólnego? Uważasz, że David Price w jakiś sposób skrzywdził moją siostrę?
– Właśnie próbuję się tego dowiedzieć. Jakieś wieści na temat Carol?
– Właśnie miałam zamiar zadzwonić do szpitala.
– Tam też powinienem posłać mundurowych – mruknął Griffin i od razu tego pożałował.
– Stało się coś. Stało się coś złego, prawda? – zapytała zaniepokojonym głosem Jillian.
– Będziemy w kontakcie – zapewnił ją. – Uważaj na siebie.
Rozłączył się. Głównie dlatego, że nie wiedział, co jeszcze powiedzieć. A może dlatego, że ani czas, ani miejsce, ani obecność czerwonego ze złości Fitza nie sprzyjały temu, by wyznać jej to, co cisnęło mu się na usta.
Wjechał na estakadę i rzucił Fitzowi komórkę.
– Teraz twoja kolej.
Fitz wystukał numer państwa Pesaturo. Pół minuty później obaj usłyszeli głos matki Meg.
– Dzień dobry, tu detektyw Fitzpatrick – powiedział zachrypniętym głosem Fitz, po czym odchrząknął. – Muszę porozmawiać z Meg. Mogłaby ją pani poprosić?
– Detektyw Fitzpatrick! – uradowała się pani Pesaturo. – Jak się pan dzisiaj miewa?
Fitz utrzymał oficjalny ton.
– Pani Pesaturo, muszę porozmawiać z Meg.
Laurie Pesaturo zamilkła zmieszana. Kiedy poprosiła Fitza, żeby poczekał, nawet Griffin usłyszał niepewność w jej głosie. Po kilku minutach znów podeszła do aparatu.
– Przykro mi – oznajmiła – Zdaje się, że Meg wyszła.
– Nie ma jej w domu?
– Nie.
– Wie pani, gdzie jest?
– Nie.
Fitz przeszedł do sedna.
– Pani Pesaturo, czy mówi pani coś nazwisko Price, David Price? Sekunda ciszy.
– A o co chodzi, detektywie Fitzpatrick?
– Proszę odpowiedzieć na pytanie, pani Pesaturo. Czy zna pani Davida Price’a?
– Nie.
– A czy Meg przypadkiem o nim nie wspominała?
– Wydaje mi się, że nie.
– Czy Price kiedykolwiek przysyłał państwu listy lub paczki? Albo dzwonił?
– Gdyby to zrobił – odparła Laurie Pesaturo – znałabym jego nazwisko, prawda? A teraz pytam pana jeszcze raz: o co chodzi?
– Chciałbym, żeby pani znalazła Meg. Chciałbym, żebyście nie oddalały się od domu. I dobrze by było, gdyby pani mąż wziął dzisiaj wolne i spędził dzień z rodziną. Moglibyście złożyć wizytę wujkowi Vi
– Panie Fitzpatrick…
– To tylko środki ostrożności – dodał cicho Fitz.
– Dobrze – powiedziała po chwili pani Pesaturo. – Dziękuję za telefon. Zadzwoni pan jeszcze?
– Mam nadzieję, że uda mi się zadzwonić po południu.
– Dziękuję, bylibyśmy wdzięczni.
– Proszę znaleźć Meg – powtórzył Fitz, gdy wjeżdżali na teren kompleksu budynków więzie
Griffin odnalazł gmach z czerwonej cegły, w którym mieściły się biura Więzie
„Hej, Griff, myślisz, że to jest okropne? W takim razie muszę ci opowiedzieć o twojej żonie…”
Fitz wysiadł z samochodu. Chwilę później Griffin zrobił to samo.
Stanowy Zakład Karny w Providence zajmuje czterysta akrów ziemi. Jego ceglane wieże i ogrodzenie z kolczastego drutu są doskonale widoczne z autostrady, niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że spośród tuzina stojących tam budynków połowa należy nie do samego więzienia, lecz do i
Między dochodzeniami detektywi stanowi spędzają czas na odbieraniu telefonów od więźniów, którzy w zamian za różne przywileje wyrażają chęć podkablowania kolegów. Telefonów jest mnóstwo, ale rzadko kiedy wynika z nich coś istotnego.
Właśnie na to liczył Griffin, kiedy dowiedział się o propozycji Davida Price’a. Teraz jednak nie był już tego taki pewny.
Kapral Charpentier spotkał się z nimi w lobby, a potem poprowadził ich schodami do mieszczącego się w piwnicach biura policji stanowej. Uderzyło ich tak stęchłe powietrze, że Griffin zmarszczył nos, a Fitz skrzywił się ze wstrętem.
– Wiem, wiem – powiedział Charpentier. – Teoretycznie w budynku nie ma już azbestu. Ale ci, którzy dłużej wdychają… – Nie dokończył, lecz Griffin i Fitz doskonale zrozumieli, co miał na myśli. Już bolały ich głowy.
Charpentier poprowadził ich w głąb korytarza i otworzył przed nimi drzwi do małego pokoiku. Stały tam dwa ustawione naprzeciwko siebie biurka z komputerami, stosami kopert i papierów. Resztę miejsca zajmowały dwa krzesła i blaszana ściana kartoteki. Nie było żadnych roślin. Nic, tylko przygnębiające kremowe ściany, szara biurowa wykładzina i kiepskie oświetlenie.
– Prowadzą go do sali na tyłach – oznajmił Charpentier, siadając i wskazując im krzesła. – Potrzebują jeszcze dziesięciu minut.
– W porządku – powiedział Griffin. Postanowił nie siadać. Wolał, żeby nikt nie zauważył, że jego ciało zaczyna drżeć.
– Moim zdaniem facet gówno wie – dodał Charpentier, mierząc Griffina wzrokiem.
– Jak się przystosował? – zapytał Griffin.
– Lepiej, niż można by przypuszczać. – Charpentier odchylił się do tyłu i wzruszył ramionami. – Facet jest młody, niski, a do tego pedofil. Szczerze mówiąc, wygląda jak typowa więzie
– Dobrze radzi sobie z ludźmi – powiedział Griffin.
Charpentier pokiwał głową, a potem wolno pochylił się do przodu.
Jego wzrok powędrował od Griffina do Fitza i z powrotem.
– Wiecie co? Liczba pobić w więzieniu o zaostrzonym rygorze wzrosła aż dwukrotnie, od kiedy Price tam siedzi. Właśnie dzisiaj rano przeglądałem statystyki. Niemal codzie
– Myślisz, że to on za tym stoi? – zapytał Fitz.
Charpentier wzruszył ramionami.
– Nie możemy niczego udowodnić. Więźniowie podają różne powody bójek. Ale David cały czas z kimś gada. Jak jakiś cholerny polityk. Miele ozorem na spacerniaku, rozsyła liściki po całym bloku. I ani się obejrzysz, a znowu ktoś ląduje w szpitalu. Nie wiem, co David Price robi i mówi, ale jest w nim coś przerażającego.
– Dobrze radzi sobie z ludźmi – powtórzył Griffin. „W takim razie muszę ci opowiedzieć o twojej żonie…” Zadzwonił telefon. Charpentier podniósł słuchawkę.
– Dobra, możemy iść.
Budynek więzienia o zaostrzonym rygorze robi wrażenie. Wzniesiony w 1878 roku z szarych kamie
Więzienie może się także pochwalić jednym z najstarszych mechanicznych systemów bezpieczeństwa w kraju. Obecnie większość zakładów karnych jest zelektronizowana. Aby otworzyć celę lub blok, wystarczy nacisnąć guzik. W Starym Maksie, jak pieszczotliwie określa się to więzienie, ciężkie stalowe drzwi nadal otwiera się i zamyka za pomocą metalowych dźwigni. Więźniowie nie są z tego specjalnie zadowoleni, za to wielbiciele historii aż pieją z zachwytu.