Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 94

GRIFFIN

Mamy problem. Griffin oderwał się od lektury pięciu stosów papierów. Był właśnie w trakcie organizowania centrum śledczego w przestro

– Oglądasz to? – zapytał. – Nie wierzę, kurwa, własnym oczom.

– Niczego nie oglądam – odparł Griffin.

– To włącz telewizor!

Griffin ostrożnie wyciągnął rękę, uważając, żeby nie rozsypać któregoś ze stosów papierzysk, odnalazł pilota i włączył telewizor. Jego wysiłek został nagrodzony transmitowaną przez Kanał Dziesiąty relacją na żywo.

– Więc to tam pojechali wszyscy dzie

– Nie jest dobrze – jęknął Fitz. – Wcale nie jest dobrze.

Obrońca Eddiego Como, śmiertelnie poważny Frank Sierra, tłumaczył właśnie śmiertelnie poważnym dzie

– To nie brzmi najlepiej – mruknął Griffin do słuchawki.

– Nienawidzę pierdolonych prawników – warknął Fitz.

– Nie przejmuj się, jestem pewien, że oni też za tobą nie przepadają. Griffin patrzył na telewizor, czekając na dalszą część oświadczenia Sierry. I

– Wczoraj wieczorem – ciągnął Frank Sierra – udało mi się nawiązać kontakt ze świadkiem, który może potwierdzić, że w czasie, gdy popełniono drugi gwałt, mój klient był po drugiej stronie miasta. Jego zeznanie stanowiłoby niezbity dowód niewi

Odsunął się na bok, robiąc miejsce dla chudego pryszczatego chłopaka, który nie mógł mieć więcej niż osiemnaście lat. Dzieciak wytrzeszczył oczy na błyskające aparaty niczym zając sparaliżowany widokiem nadjeżdżającego samochodu. Przez chwilę Griffin miał wrażenie, że chłopak da nogę. Sierra musiał pomyśleć tak samo, bo chwycił go za ramię. Sekundę później przypomniał sobie o publiczności i uśmiechnął się szeroko.

– Świadek – prychnął Fitz. – Co to niby za dowód? Za pięćdziesiąt dolców mogę załatwić dwóch świadków.

– Pan Murphy – oświadczył Sierra – pracuje w wypożyczalni wideo Blockbuster w Warwick.

– O – zainteresował się Griffin.

– Panie Murphy, czy mógłby nam pan powiedzieć, gdzie był pan wieczorem dziesiątego maja?

– O, mój Boże! – Fitz był bliski apopleksji. – Traktuje go jak prawdziwego świadka w sądzie. Przed kamerami. Urządza sobie rozprawę w telewizji. To mi się, kurwa, w pale nie mieści!

– Eee… aaaa… no, tego… pracowałem – wyskrzeczał chłopak. – No wie pan, w Blockbusterze.

Frank Sierra zaczął drążyć.

– A czy owego feralnego wieczoru dziesiątego maja w wypożyczalni Blockbuster przy Drugiej ulicy w Warwick nie widział pan przypadkiem Eddiego Como?

– Eee… no, tak… widziałem.

Dzie

Adwokat Eddiego Como aż zatarł dłonie z radości.

– Panie Murphy, czy jest pan pewien, że widział pan Eddiego Como wieczorem dziesiątego maja ubiegłego roku?

– Eee… tak.

– Panie Murphy, pozwoli pan, że uprzedzę pytanie naszych drogich gości i zapytam wprost: skąd może pan być pewien, iż pan Como przyszedł do pańskiej wypożyczalni właśnie owego wieczoru?

– No bo… widziałem jego nazwisko. No wie pan, na karcie członkowskiej.

Dzie

– O, mój Boże, niech ktoś uciszy tego gnojka – wymamrotał Fitz. – Dawać mi spluwę!

– No tak – mruknął Griffin do słuchawki. – Teraz masz przesrane. Tymczasem w telewizji Sierra znowu posłał w stronę kamer promie

– Panie Murphy, czy to prawda, że kiedy ktoś wypożycza film w Blockbusterze, taka transakcja zawsze jest zapisywana?

– No… tak. Wie pan, ludzie pokazują kartę członkowską, a my skanujemy kod kreskowy na karcie. I potem ten na kasecie wideo. Więc, tego ten, w komputerze zapamiętuje się, kto wypożyczył jaką kasetę. Aha, i jeszcze o której godzinie, i w jaki dzień. No, wie pan, żebyśmy potem wiedzieli, kto na przykład powinien zapłacić karę za przetrzymywanie filmu i tak dalej. Jak się prowadzi wypożyczalnię, trzeba wiedzieć takie rzeczy. – Dzieciak kiwnął z przekonaniem głową. – Poza tym mamy teraz taki program promocyjny. Jak się oddaje szybko premierowe filmy, po dwudziestu czterech godzinach albo wcześniej, to klient dostaje zniżkę jednego dolara przy następnych filmach. No więc ludzie ciągle przychodzą i pokazują karty. Wie pan, w końcu dolar to dolar.

Adwokat Eddiego Como omal nie zesrał się w gacie z radości.

– A więc – obwieścił tubalnym głosem – nie tylko widział pan Eddiego Como, kiedy ten zwracał kasetę do wypożyczalni dziesiątego maja o godzinie dziesiątej dwadzieścia pięć, czyli zaledwie pięć minut przed domniemanym gwałtem na pani Rosen aż w East Side, ale ma pan też dowód tej transakcji. Dane zapisane w komputerze!

– Pierdolona komputeryzacja! – zawarczał Fitz.

Tymczasem Lucas Murphy, nowy pracownik miesiąca w Blockbusterze, powiedział:

– Eee… tak.

Dzie

– No, dalej – mruknął, wpatrując się w ekran. – Zadaj następne pytanie. Zadaj następne logiczne pytanie…

Jednak adwokat Eddiego Como nie był taki głupi, na jakiego wyglądał. Podziękował dzie

– Teraz już nie ulega wątpliwości, że nastąpił wielki przełom w sprawie Gwałciciela z Miasteczka Uniwersyteckiego. Nowe wiadomości każą wątpić, czy Eddie Como, zastrzelony dziś rano na dziedzińcu sądu, rzeczywiście był gwałcicielem. Czy to, drogie panie, oznacza, że prawdziwy przestępca wciąż może…

Griffin wyłączył telewizor. Waters przyglądał mu się uważnie, podczas gdy w słuchawce Fitz nie przestawał biadolić.

– Sierra zrobił nas na szaro – jęczał Fitz. – W ogóle nas nie ostrzegł. Nie zająknął się ani słowem o nowych dowodach. Zero informacji! W jednej chwili siedzę w kostnicy i oglądam sekcję zwłok naszego świeżo upieczonego denata, a w następnej dzwoni do mnie porucznik i każe włączyć cholerny telewizor. Co to, do kurwy nędzy, ma znaczyć? Sierra mógł okazać przynajmniej tyle uczciwości, żeby do nas zadryndać.

– Wtedy mógłbyś sobie przygotować odpowiedź – zauważył Griffin.

Toż to jakieś potworne bzdury – wysapał do słuchawki Fitz. – Klient Sierry nie żyje, więc teraz ta szuja prowadzi sprawę przed kamerami, gdzie nie musi się obawiać argumentów drugiej strony. Ludzie usłyszą tylko to, co on im powie. – Głos Fitza przybrał na sile i przeszedł w krzyk. – Zapomnijcie o trzech zgwałconych kobietach. Zapomnijcie o Trishy Hayes i jej śmierci. Zapomnijcie, że Eddie Como zamienił w piekło życie trzech kobiet i zabił czwartą. Skupmy się tylko na tym biednym, nieszczęsnym gwałcicielu, który mógł być niewi

– To jeszcze żaden dowód – powiedział Griffin, zwracając się jednocześnie do Watersa i Fitza. – Twierdzenie, że do popołudnia oczyściłby Eddiego z zarzutów, to gruba przesada. Kto był prokuratorem?

– D’Amato – stęknął Fitz. Pracował nad przywróceniem równego oddechu.

– No, widzisz. Właśnie dlatego Sierra przedstawił swoją sprawę w telewizji, a nie w sądzie. D’Amato pożarłby tego dzieciaka żywcem. Czy karty Blockbustera są zaopatrzone w zdjęcie klienta? Nie. Czy nie jest prawdą że każdy mógł przyjść z kartą Eddiego i oddać film? Wydaje mu się, że facet wyglądał jak Como? W takim razie dlaczego wcześniej nie zwrócił się z tą informacją do policji? Dlaczego czekał cały rok, aby podzielić się tą wiadomością? To jest kluczowe pytanie.

– Bo się bał. – Fitz zagrał adwokata diabła.

– Dlaczego? Gwałciciel z Miasteczka Uniwersyteckiego nigdy nie zaatakował mężczyzny. A nie ma pan, panie Murphy, dziewczyny, matki, siostry? Nie pomyślał pan o nich i grożącym im niebezpieczeństwie? Jeżeli naprawdę był pan przekonany, że Eddie Como nie był Gwałcicielem z Miasteczka Uniwersyteckiego, to musiał pan również zdawać sobie sprawę, że prawdziwy przestępca wciąż przebywa na wolności. Dlaczego więc nie ujawnił się pan i nie pomógł policji złapać prawdziwego sprawcy, a tym samym uchronić swoją dziewczynę, matkę, siostrę?

– Nie wiem – przyznał Fitz.

– Oczywiście, że pan nie wie, panie Murphy. A to dlatego, że od dziesiątego maja minął już ponad rok. Jak bardzo może pan ufać własnej pamięci po upływie roku? Czy pamięta pan, co pan jadł wtedy na śniadanie? Jakie ubranie miał pan na sobie? Co pan robił w porze obiadu? Do kogo pan dzwonił? Kim byli pana pozostali klienci? Jaki film pan oglądał? Tak właśnie myślałem, panie Murphy, wcale tak dużo pan nie pamięta z dziesiątego maja ubiegłego roku, mam rację?