Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 51 из 53

– Na Boga! – zawołała. – Pracowity masz dzisiaj wieczór, bez dwóch zdań. O co chodzi tym razem?

– Broń! Niech mi pani da swoją broń!

Wezwałam policję i pobiegłam na górę z pistoletem w dłoni. Drzwi mojego mieszkania były otwarte na oścież. Shempsky zniknął. A Briggs nadal siedział w garderobie, żywy i cały.

Zerwałam mu z ust taśmę.

– W porządku?

– Cholera – zaklął. – Narobiłem w gacie.

Najpierw zjawili się mundurowi, potem sanitariusze, a na końcu detektywi z wydziału zabójstw i lekarz sądowy. Bez trudu znaleźli moje mieszkanie. Większość z nich była u mnie wcześniej. Morelli przyjechał z mundurowymi.

Minęły już trzy godziny i przyjęcie powoli się zwijało. Złożyłam zeznania i pozostało tylko zapakować ciało Ramireza w worek i ściągnąć z moich schodów pożarowych. Razem z Reksem rozbiliśmy obóz w kuchni, podczas gdy zawodowcy robili swoje. Randy Briggs też złożył zeznanie i wyszedł, dochodząc do wniosku, że jego lokum, nawet bez drzwi, jest znacznie bezpieczniejsze niż moje mieszkanie.

Rex wciąż wyglądał na zadowolonego, ale ja byłam wykończona. Nie miałam w sobie ani kropli adrenaliny i czułam, że ciśnienie spadło mi do poziomu krytycznego.

Do kuchni wkroczył Morelli i po raz pierwszy tej nocy mieliśmy chwilę dla siebie.

– Powi

– Wiem, że to straszne tak mówić, ale jestem zadowolona, że nie żyje. Wiadomo coś o Shempskym?

– Nikt go nie widział, jego wozu też nie. W każdym razie do domu nie wrócił.

– Myślę, że stracił nad sobą kontrolę. I jest chory. Wyglądał naprawdę kiepsko.

– Też byś tak wyglądała, gdyby cię poszukiwali za wielokrotne morderstwo. Postawimy tu na noc policjanta, żeby nikt nie wlazł przez okno, ale w mieszkaniu będzie zimno. Chciałabyś pewnie spać dzisiaj gdzie indziej. Proponuję, żebyś spała u mnie.

– Będę się czuła bezpiecznie – przyznałam. – Dzięki.

Wózek ze zwłokami przetoczył się po podłodze przedpokoju i wyjechał za drzwi. Poczułam skurcz w żołądku i wyciągnęłam dłoń do Morellego. Przyciągnął mnie i objął.

– Jutro poczujesz się lepiej – zapewnił. – Musisz się tylko przespać.

– Żebym nie zapomniała. Zostawiłeś mi wiadomość na sekretarce, że chcesz pogadać.

– Ściągnęliśmy na przesłuchanie Harveya Tippa. Śpiewał jak ptaszek. Chciałem cię ostrzec przed Shempskym.

Obudziłam się i ujrzałam blask sączący się przez okno sypialni Morellego, ale nie zauważyłam go obok siebie. Przypominałam sobie jak przez mgłę, że zasnęłam w drodze do domu. A potem znowu, obok Joego. Nie pamiętałam jednak żadnych szczegółów zbliżenia seksualnego. Miałam na sobie T-shirt i majtki. Fakt, że majtki były na mnie, a nie na podłodze, dawał do myślenia.

Wstałam z łóżka i poczłapałam na bosaka do łazienki. Przy drzwiach wisiał wilgotny ręcznik kąpielowy. Obok wa

Musiałem wyjść wcześnie do pracy. Czuj się jak u siebie w domu.

Potwierdził też to, co podejrzewałam – że zasnęłam od razu, jak tylko przyłożyłam głowę do poduszki. A ponieważ Morelli zawsze chciał, by kobieta reagowała odpowiednio na jego zabiegi miłosne, zrezygnował z nadarzającej się okazji i dopisał ją do długu, jaki u niego już miałam.

Wzięłam prysznic, ubrałam się i zawędrowałam do kuchni w poszukiwaniu śniadania. Morelli nie przechowywał dużych zapasów żywności, musiałam więc zadowolić się kanapką z masłem orzechowym. Zdążyłam ją już zjeść do połowy, kiedy przypomniałam sobie o szoferowaniu. Ani razu nie zajrzałam do kartki z informacjami, nie miałam więc pojęcia, kiedy powi

– Rany, ale jesteś aktywna – zauważyła. – Kiedy cię ostatnio podwoziłam, byłaś z Komandosem. Miałaś pewnie pracowitą noc.

– Nawet się nie domyślasz.

Opowiedziałam o pocałunku, Ramirezie, Shempskym i w końcu o Morellim.

– Nie wyobrażam sobie, bym mogła być tak zmęczona, że nie miałabym ochoty robić tego z Morellim – wyznała. – I

Kiedy wkroczyłam do holu, przy windzie czekała już pani Bestler.

– Na górę? – spytała. – Pierwsze piętro… Paski, torebki, worki na zwłoki.

– Wybieram schody – odparłam. – Potrzebuję ruchu. Otworzyłam drzwi i zaskoczyłam młodego policjanta, który akurat karmił Reksa płatkami owsianymi.

– Wyglądał na głodnego – wyjaśnił policjant. – Mam nadzieję, że się pani nie gniewa.

– Ależ skąd. Proszę się nie krępować i przyłączyć do niego. Wystarczy pogrzebać w lodówce. Zawsze można znaleźć jakiś ulubiony smakołyk.

Gliniarz uśmiechnął się.

– Dzięki. Jest tu facet, który naprawia pani okno. Morelli to załatwił. Zniknę, jak tylko upora się z robotą.

– No to fajnie.

Poszłam do łazienki, zabierając swój uniform szoferski, składający się z czarnego kostiumu, pończoch i butów na wysokim obcasie. Przebrałam się na miejscu, dodałam odrobinę szminki i tuszu do rzęs, na koniec polakierowa-łam sobie włosy. Kiedy wróciłam do pokoju, szklarza już nie było, a szyba lśniła nieskazitelnym blaskiem. Gliniarz też zniknął.

Chwyciłam torebkę, pożegnałam się z Reksem i pośpieszyłam na parking.

Czołg już czekał, gdy punktualnie o dziewiątej wyszłam przed budynek. Miał dla mnie mapę i wskazówki.

– Powi

– Wie, że to ja go wiozę?

Twarz Czołga zmarszczyła się w szerokim uśmiechu.

– Uznaliśmy, że trzeba mu zrobić niespodziankę. Wzięłam kluczyki od lincolna i wsunęłam się za kierownicę.

– Masz spluwę, co? – spytał.

– Owszem.

– I dobrze się czujesz po wczorajszym?

– A skąd wiesz o wczorajszym?

– Jest w gazecie.

Wspaniale.

Pokiwałam Czołgowi paluszkiem i odjechałam. Dotarłam do Hamilton i skręciłam w prawo. Przejechałam kilka skrzyżowań i ruszyłam w stronę Burg. Nie miałam najmniejszego zamiaru zniszczyć kolejnego samochodu w czarnym kolorze, zaparkowałam więc pod domem rodziców i weszłam do środka po klucze od garażu.

– Znów jesteś w gazecie – poinformowała mnie babka. – I telefony się urywały. Twoja matka jest w kuchni. Prasuje.

Moja matka zawsze prasuje w chwilach klęsk żywiołowych. Niektórzy ludzie piją, i

– Jak tata? – spytałam.

– Poszedł do sklepu.

– Jakieś urazy po porażeniu?

– No, nie jest to może najszczęśliwszy człowiek, jakiego w życiu widziałam, ale poza tym nic mu nie dolega. Coś mi się zdaje, że masz nowy samochód.

– Pożyczony. Pracuję jako kierowca. Chcę tu zostawić tego lincolna, a wziąć buicka. W buicku czuję się bezpieczniej.

Z kuchni wyszła matka.

– Co to za historia z tym szoferowaniem?

– Nic takiego – wyjaśniłam. – Odwożę pewnego człowieka na lotnisko.

– To dobrze – powiedziała matka. – Weźmiesz ze sobą babkę.

– Nie mogę!

Matka zaciągnęła mnie do kuchni i powiedziała ściszonym głosem:

– Nie obchodzi mnie, czy wieziesz samego papieża, twoja babka jedzie z tobą i koniec. Jeśli powie coś nie tak jak trzeba ojcu, to on rzuci się na nią z nożem do mięsa. Więc jeśli nie chcesz mieć jeszcze więcej krwi na rękach, spełnisz obowiązek wnuczki i wyciągniesz babkę na parę godzin z tego domu, dopóki burza nie przycichnie. W końcu to wszystko twoja wina. – Matka cisnęła na deskę do prasowania koszulę i chwyciła żelazko. – Jaka córka urządza sobie strzelaninę na schodach pożarowych? Telefon dzwonił cały ranek. Co mam mówić ludziom? Jak im wyjaśniać takie rzeczy?

– Mów im po prostu, że szukałam Freda i że sprawy nieco się skomplikowały.

Matka potrząsnęła żelazkiem.

– Jeśli ten człowiek nie jest jeszcze martwy, to sama go zabiję.

Hm. Mama zdradzała leciutkie objawy stresu.

– Okay – powiedziałam. – Mogę chyba zabrać babkę ze sobą.

Pomyślałam, że to w końcu nie taki zły pomysł. Ten zboczony szejk nie będzie miał ochoty wymachiwać swoim patafianem w obecności starszej pani.

– To naprawdę wstyd, że nie możemy jechać tym eleganckim czarnym wozem – wyznała babka. – Taka limuzyna.

– Nie zamierzam ryzykować – oświadczyłam stanowczo. – Nie chcę, by cokolwiek się stało z czarnym wozem. Niech sobie stoi w garażu.

Zapakowałam babkę do buicka, wyjechałam z garażu i zaparkowałam na ulicy. Potem wprowadziłam ostrożnie lincolna na wolne miejsce i zamknęłam drzwi.

W ciągu trzydziestu pięciu minut zajechałam pod adres, który podał mi Czołg. Była to dzielnica luksusowych domów na dużych posesjach. Prowadziły do nich podjazdy za zamkniętymi bramami, dziedzińce porastały stare drzewa i krzewy rozmieszczone fachowo przez architektów zieleni. Wcisnęłam guzik dzwonka i podałam nazwisko. Brama się otworzyła i podjechałam pod dom.

– Ładna okolica – zauważyła babka. – Ale nie ma tu czego szukać w Halloween. Tutaj Halloween to klęska.

Powiedziałam babce, żeby się nie ruszała z miejsca, i podeszłam do drzwi.

Po chwili na progu stanął Ahmed. Spojrzał na mnie i zmarszczył brwi.

– Ty! – zawołał. – Co tu robisz?

– Niespodzianka – wyjaśniłam. – Jestem twoim kierowcą.

Spojrzał na samochód.

– A to co takiego?

– To buick.

– W środku siedzi starsza pani.

– To moja babka.

– Zapomnij o robocie. Nie jadę z tobą. Jesteś niekompetentna.

Objęłam go ramieniem i przyciągnęłam do siebie.

– Miałam ostatnio kilka trudnych dni – zwierzyłam się konfidencjonalnym tonem. – I moja cierpliwość jest na wyczerpaniu. Byłabym więc wdzięczna, gdybyś wsiadł bez większych ceregieli do wozu. Bo jak nie, to cię zastrzelę.