Страница 5 из 21
W Warszawie
Co czynisz na gruzach katedryŚwiętego Jana, poeto,W ten ciepły, wiosey dzień?Co myślisz tutaj, gdzie wiatrOd Wisły wiejąc rozwiewaCzerwony pył rumowiska?Przysięgałeś, że nigdy nie będzieszPłaczką żałobną.Przysięgałeś, że nigdy nie dotknieszRan wielkich swego narodu,Aby nie zmienić ich w świętość,Przeklętą świętość, co ścigaPrzez dalsze wieki potomnych.Ale ten płacz Antygony,Co szuka swojego brata,To jest zaiste nad miaręWytrzymałości. A serceTo kamień, w którym jak owadZamknięta jest ciemna miłośćNajnieszczęśliwszej ziemi.Nie chciałem kochać tak,Nie było to moim zamiarem.Nie chciałem litować się tak,Nie było to moim zamiarem.Moje pióro jest lżejszeNiż pióro kolibra. To brzemięNie jest na moje siły.Jakże mam mieszkać w tym kraju.Gdzie noga potrąca o kościNiepogrzebane najbliższych?Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogęNic napisać, bo pięcioro rąkChwyta mi moje pióroI każe pisać ich dzieje,Dzieje ich życia i śmierci.Czyż na to jestem stworzony,By zostać płaczką żałobną?Ja chcę opiewać festyny,Radosne gaje, do którychWprowadzał mnie Szekspir. ZostawciePoetom chwilę radości,Bo zginie wasz świat.Szaleństwo tak żyć bez uśmiechuI dwa powtarzać wyrazy,Zwrócone do was, umarli,Do was, których udziałemMiało być weseleCzynów, myśli i ciała, pieśni, uczt.Dwa ocalone wyrazy:Prawda i sprawiedliwość.(1945)
(Z tomiku "Ocalenie", 1945)