Страница 9 из 61
VI
Marek nawet nie uniósł głowy, słysząc głos Łukasza, który z wyżyn swego trzeciego piętra rzucił hasło alarmu lub coś w tym stylu. Właściwie Marek zdołał już jakoś przystosować się do współistnienia z historykiem Wielkiej Wojny, który po pierwsze wykonał lwią część prac remontowych w ich ruderze, po drugie zaś zdolny był do niezwykle długiego milczenia, gdy bez reszty oddawał się swym studiom. To milczenie, a może i studia cechowała w dodatku imponująca głębia. Łukasz nie słyszał dosłownie nic, kiedy pochłaniała go ta woje
– Ogłaszam alarm! – krzyknął. – Wszyscy do schronu. Sąsiadka zmierza w naszą stronę.
– Jaka sąsiadka?
– Front zachodni. Albo, jeśli wolisz, sąsiadka z prawej. Ta bogata pani w apaszce. Ani słowa więcej. I niech nikt się nie rusza, kiedy zadzwoni do drzwi. Udajemy, że dom jest pusty. Zaraz uprzedzę Mateusza.
Zanim Marek zdążył cokolwiek powiedzieć, Łukasz zbiegał już na pierwsze piętro.
– Mateusz – krzyknął Łukasz, otwierając drzwi. – Alarm! Wszyscy do…
Marek usłyszał, że Łukasz zamilkł w pół słowa. Uśmiechnął się i podążył jego śladem.
– Cholera! – Łukasz odzyskał mowę. – Nie musisz chyba rozbierać się do naga, żeby ustawiać książki w bibliotece! To ci w czymś pomaga? Do diabła, czy nie jest ci zimno?
– Przecież nie jestem nagi, mam na nogach sandały – odparł z powagą Mateusz.
– Dobrze wiesz, że nie chodzi o sandały. A jeżeli już bawi cię odgrywanie roli człowieka z czasów spowitych mrokiem dziejów, to wbij sobie do głowy, że i on nie był tak głupi ani tak prymitywny, żeby biegać na golasa.
Mateusz wzruszył ramionami.
– Wiem o tym równie dobrze jak ty – powiedział. – To nie ma nic wspólnego z człowiekiem prahistorycznym.
– A z kim?
– Ze mną. Ubrania mnie krępują. Duszę się w nich. Tak jest mi dobrze. Jak mam ci to wyjaśnić? Nie rozumiem, w czym ci to przeszkadza, skoro jestem u siebie. Po prostu pukaj przed wejściem. Co się stało? Coś pilnego?
Wydarzenia naglące wykraczały poza sferę pojęć używanych przez Mateusza. Marek wszedł do pokoju i uśmiechnął się.
– „Kiedy wąż ujrzy człowieka nagiego – odezwał się – odczuwa strach i ucieka najszybciej, jak potrafi; kiedy jednak ujrzy człowieka odzianego, atakuje go bez lęku”. Trzynasty wiek.
– Pokonaliśmy parę ładnych lat – mruknął Łukasz.
– Co się stało? – zapytał znowu Mateusz.
– Nic. Łukasz zauważył sąsiadkę z frontu zachodniego, zmierzającą w naszym kierunku. Postanowił, że nie zareagujemy na dźwięk dzwonka.
– Dzwonek jest wciąż zepsuty – powiedział Mateusz.
– Szkoda, że to nie sąsiadka z frontu wschodniego – wtrącił Łukasz. – Bo sąsiadka z frontu wschodniego jest ładna. Czuję, że z frontem wschodnim można by podjąć pertraktacje.
– Skąd wiesz?
– Przeprowadziłem kilka akcji zwiadu taktycznego. Wschód jest bardziej pociągający i przychylniejszy.
– Ale odwiedza nas Zachód. I nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy nie otwierać – przerwał ostro Marek. – Lubię ją, zamieniliśmy któregoś ranka kilka słów. Zresztą dla własnego dobra powi
– Oczywiście – zgodził się Łukasz – jeśli rozważasz to z punktu widzenia dyplomacji.
– Raczej gości
– Już puka do drzwi – przerwał Mateusz. – Pójdę jej otworzyć.
– Mateuszu! – syknął Marek, chwytając go za ramię.
– Co? Przecież sam tego chciałeś.
Marek spojrzał na niego, bezradnie rozkładając ręce.
– Jasne. Cholera! – mruknął Mateusz. – Ubranie, trzeba się ubrać.
– Właśnie, Mateuszu. Ubranie bywa konieczne.
Wskoczył w spodnie i sweter, podczas gdy Marek i Łukasz schodzili na dół.
– Przecież tyle razy tłumaczyłem mu, że sandały to za mało – rzucił po drodze Łukasz.
– A ty – mruknął gniewnie Marek – lepiej się zamknij.
– Dobrze wiesz, że nie tak łatwo mi się zamknąć.
– To fakt – przyznał Marek. – Ale tę sprawę zostaw już mnie. Znam tę sąsiadkę i ja otworzę jej drzwi.
– Skąd ją znasz?
– Przecież mówiłem. Rozmawialiśmy. O głupstwie. O drzewie.
– O jakim drzewie?
– O młodym buku.