Страница 41 из 61
– Mam to gdzieś. – Stary się roześmiał. – Zmykaj wreszcie.
Resztę popołudnia Vandoosler spędził, obserwując ulicę. Bardzo to lubił, ale opowieść Marka o Dompierze wciąż nie dawała mu spokoju. Nie mógł się nadziwić, że instynkt kazał Markowi dogonić tego człowieka. Co prawda, Marek zawsze miał świetną intuicję. Pomimo wewnętrznej organizacji, owej zwartej, a wręcz zbyt doskonałej struktury, dostrzegalnej dla tych, którzy dobrze go znali, Marek miał skło
A Aleksandra?
Vandoosler zapalił papierosa i znów usiadł przy oknie. Marek pragnął zdobyć tę dziewczynę i być może mu się uda, ale wciąż jeszcze zbyt uporczywie wpatrywał się w ślady kobiety, która od niego odeszła. Vandooslerowi trudno było pojąć głęboką naturę siostrzeńca, sam nigdy bowiem nie potrafił wytrwać przy obietnicach składanych na półwiecze dłużej niż parę miesięcy. Czy właściwie musiał składać tak wiele przysiąg? Twarz młodej pół-Greczynki rozczulała go. Może się mylił, ale miał wrażenie, że w duszy dziewczyny toczy się walka między wielką wrażliwością a pychą, między głębokimi, powściąganymi uczuciami a skło
Marek wrócił późno, wkrótce po nim przyszedł Łukasz, który prowadził dziś zajęcia, a wczoraj zamówił u Marka dwa kilogramy homarców, pod warunkiem że będą świeże, a kradzieży uda się bezkarnie dokonać.
– Nie było to takie łatwe – oświadczył Marek, kładąc na stole dużą torbę homarców. – Powiem wprost – to było piekielnie trudne. Prawdę mówiąc, gwizdnąłem torbę klienta, który stał przede mną.
– Genialne! – mruknął z podziwem Łukasz. – Zawsze można na ciebie liczyć.
– Następnym razem postaraj się wypowiedzieć nieco skromniejsze życzenie – odparł Marek.
– Na tym polega mój problem. – Łukasz wzruszył ramionami.
– Pozwól sobie powiedzieć, że nie byłbyś zbyt skutecznym żołnierzem.
Łukasz przerwał nagle zajęcia kulinarne i spojrzał na zegarek.
– Cholera! – krzyknął. – Wielka Wojna!
– Co znowu z tą wojną? Czyżby cię zmobilizowali?
Łukasz rzucił nóż kuche
– Dziś ósmy czerwca – powiedział. – Istna katastrofa, moje homarce… Dziś wieczorem mam uroczystą kolację, nie mogę jej opuścić.
– Uroczystą kolację? Wpadasz w obłęd, stary. O tej porze roku czci się drugą wojnę światową, ale też nie ósmego czerwca, tylko ósmego maja. Wszystko ci się poplątało.
– Nie – upierał się Łukasz. – Oczywiście, że kolacja z okazji rocznicy zakończenia drugiej wojny powi
– Wybierz historię – podszepnął Marek.
– To oczywiste – zgodził się Łukasz. – Pędzę się przebrać.
I z najszczerszym żalem zerknął jeszcze na stół, a potem pobiegł na trzecie piętro. Wyszedł w pośpiechu, prosząc Marka, żeby zostawił mu porcję skorupiaków na noc. Zje je po powrocie.
– Będziesz zbyt pijany, żeby zajadać się takimi delicjami – szydził Marek.
Ale Łukasz już go nie słyszał, pędząc ku latom 1914-1918.