Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 31 из 61

XXII

Aleksandra poprosiła o trzy kostki cukru do filiżanki herbaty. Mateusz, Łukasz i Marek słuchali, jak mówi – opowiada o zbiegu okoliczności, który sprawił, że Julia wspomniała jej, że szuka lokatora do swego domku, o tym, jak ładny jest pokoik Cyryla, i o tym, że wszystko w domku jest ładne i jasne, że dobrze się tam oddycha, a bezse

Marek uznał, że to odpowiednia chwila, żeby podjąć brawurowy i niemiły atak, ale nagle zaczął wątpić, czy to dobry plan. Wstał i usiadł na stole, żeby łatwiej podjąć decyzję. Zawsze brakowało mu pewności siebie, kiedy tak po prostu siedział na krześle.

– Wydaje mi się, że wiem, czego chce – powiedział nieśmiało. – Mogę zadać ci te pytania przed nim, żebyś się z nimi oswoiła.

Aleksandra gwałtownie odwróciła głowę.

– Miałbyś zadawać mi pytania? Więc i ty myślisz tylko o tym, wy wszyscy? Macie wątpliwości? Nachodzą was niepokojące myśli? Spadek?

Aleksandra wstała. Marek chwycił Lex za rękę, żeby ją powstrzymać. To zetknięcie spowodowało, że poczuł ściskanie w żołądku. No dobrze. Faktycznie okłamał Łukasza, zapewniając, że nie zamierza się na nią rzucać.

– Nie o to chodzi – powiedział. – Dlaczego nie usiądziesz i nie dopijesz spokojnie herbaty? Mogę w spokojnej atmosferze zapytać o to samo, o co on zapyta ostro i napastliwie. Co w tym złego?

– Kłamiesz – powiedziała Aleksandra. – Ale wyobraź sobie, że mam to gdzieś. Zadaj te swoje pytania, skoro poprawi ci to humor. Nie obawiam się nikogo – ani ciebie, ani was wszystkich, ani Legue

– Ukroję chleba – powiedział Mateusz.

Aleksandra, której twarz wyrażała wrogość, oparła się o krzesło i zaczęła się na nim kołysać.

– Trudno – powiedział Marek. – Dajmy temu spokój.

– Waleczny rycerz – szepnął Łukasz.

– O nie – zaprotestowała Aleksandra. – Czekam na pytania.

– Odwagi, żołnierzu – rzucił szeptem Łukasz, przechodząc za plecami Marka.

– Dobrze – rzekł głuchym głosem Marek. – Dobrze. Legue

– Co z tego? Już powiedziałam! Przyjechałam, bo ciotka Zofia mi to zaproponowała. Musiałam wyjechać z Lyonu. Dla nikogo nie jest to tajemnicą.

– Poza pani matką.

Trzej mężczyźni równocześnie zwrócili oczy ku drzwiom, w których i tym razem stał Vandoosler, choć nikt nawet nie usłyszał, że schodzi z góry.

– Nie pukaliśmy po ciebie – powiedział Marek.

– Nie – odparł Vandoosler. – Ostatnio nie tak często po mnie pukacie. Ale musicie zapamiętać, że sam mogę narzucić wam swoje towarzystwo.

– Wyjdź – rzekł Marek. – To, co teraz robię, i bez ciebie jest wystarczająco trudne.

– Bo zabrałeś się do tego jak ostatnia oferma. Chcesz wyprzedzić Legue

– Wydaje mi się, że nie mam wyboru – odparła. – W sumie wolę odpowiadać na pytania prawdziwego policjanta, jak mi mówiono – skorumpowanego, niż trzech przebierańców, których intencje są wątpliwe. Poza intencją uraczenia nas chlebem, którą wykazał Mateusz. Ta na pewno była dobra. Słucham pana.

– Legue

– A pan oczywiście jest ekspertem w dziedzinie zawodów miłosnych? – zapytała Aleksandra, spoglądając na niego spod zmarszczonych brwi.

– Właściwie tak – rzekł niewzruszony Vandoosler. – Byłem sprawcą wielu takich zawodów, w tym jednego dość poważnego. Tak, coś niecoś o tym wiem.

Vandoosler rozgarnął palcami szpakowate włosy. Zapadła cisza. Marek rzadko słyszał go mówiącego tak poważnie i wprost. Vandoosler, wciąż z niezmąconym spokojem, cichutko przebierał palcami po skraju stołu, jakby grał na pianinie. Aleksandra go obserwowała.

– Ale dość o tym – podjął. – Owszem, mam w tej dziedzinie pewne doświadczenie.

Aleksandra zwiesiła głowę. Vandoosler zapytał, czy herbata jest obowiązkowa i czy ewentualnie mógłby się napić czegoś i

– Wspomniałem o tym – podjął, napełniając szklankę – żeby zaznaczyć, że wierzę, kiedy mówi pani o swej chęci ucieczki z Lyonu. Ja to po prostu wiem. A Legue

– Moja matka zawsze była trochę zazdrosna o siostrę – powiedziała Aleksandra. – Nie chciałam, żeby myślała, że opuszczam ją dla Zofii, nie chciałam jej zranić. My, Grecy, mamy skło

– Szlachetna pobudka – powiedział Vandoosler. – Zastanówmy się jednak, co pomyśli Legue

– Zemsty? – szepnęła Aleksandra. – Jakiej zemsty?

– Proszę mi nie przerywać. Siła gliniarza tkwi w długich monologach, które miażdżą jak skała, albo w błyskawicznej replice, która zabija jak maczuga. Nie wolno pozbawiać gliny tej radości pracy, bo stanie się nerwowy. Pojutrze nie będzie pani przerywała Legue

– Fantastycznie – syknęła Aleksandra, zaciskając zęby. – Czy nie wspominałam, że kochałam ciotkę Zofię?

– Dzieci

– Skąd pan o tym wie? – zapytała wystraszona.

– Pani matka powiedziała mi, że sprzedała pani samochód. Telefonowałem do wszystkich zajmujących się tym warsztatów w okolicy pani domu, dopóki nie odnalazłem właściwego.

– Ale co w tym złego?! – krzyknął nagle Marek. – Do czego zmierzasz? Zostaw ją wreszcie w spokoju!

– Cóż to, Marku? – odpowiedział Vandoosler, zwracając spojrzenie na siostrzeńca. – Przecież sam chciałeś ją przygotować do rozmowy z Legue

– Żeby lepiej się poczuć – odparł Mateusz. – I dlatego, że Łukasz go zjada. Łukasz lubi chleb.

Vandoosler westchnął i zwrócił się do Aleksandry, której niepokój rósł i właśnie spływał ze łzami po policzkach. Dziewczyna ocierała je ścierką do naczyń.

– Już? – powiedziała. – Już wszędzie dzwonicie, sprawdzacie każde słowo? Czy to śmiertelny grzech sprzedać samochód? Sypał się. Nie chciałam jechać nim do Paryża z Cyrylem. A poza tym wywoływał zbyt dużo wspomnień. Pozbyłam się go…To zbrodnia?

– Podążam torem rozumowania Legue

Łukasz, który zgodnie ze swym zwyczajem spacerował wokół stołu, wyjął z rąk Aleksandry ścierkę i podał jej chusteczkę do nosa.

– Ta ścierka nie jest już taka czysta – szepnął.

– Nie jest wcale w takim kiepskim stanie – powtórzył Vandoosler.

– Do cholery, przecież powiedziałam, że z tym samochodem wiąże się wiele wspomnień! – burknęła Aleksandra. – Jeżeli rozumie pan, dlaczego się ucieka, potrafi pan chyba też zrozumieć, dlaczego sprzedaje się samochód, co?

– Oczywiście. Skoro jednak te wspomnienia tak bardzo pani ciążyły, dlaczego nie sprzedała go pani wcześniej?

– Bo czasem trudno się rozstać ze wspomnieniami, nawet bolesnymi, do jasnej cholery! – krzyknęła Aleksandra.

– I niech pani przy policjancie nie mówi dwa razy z rzędu „do jasnej cholery”. Przy mnie może sobie pani na to pozwolić, ale w poniedziałek, Aleksandro, zachowaj ostrożność, bo Legue

– Dlaczego więc wybrałeś właśnie tego Legue

– Ponieważ Legue