Страница 28 из 61
XIX
Kiedy Marek usłyszał, że Legue
Marek przysiadł na siódmym stopniu. Po głowie tłukły mu się najrozmaitsze myśli, tłoczyły się i wypierały jedna drugą. Jak płyty skorupy ziemskiej, które przesuwają się po gorącej i śliskiej lawie, kryjącej się pod nimi. Po wrzącym płaszczu. Przerażająca jest ta historia płyt, które suną we wszystkie strony po powierzchni ziemi. Nie mogą utrzymać się w miejscu. Ruchy tektoniczne płyt, tak się to nazywa. A u niego zachodziły ruchy tektoniczne myśli. Nieusta
Marek przetarł oczy. Osiągnął właśnie ten stan, kiedy strumień myśli staje się śmietnikiem i tak bardzo gęstnieje, że nie można już tam wetknąć szpilki. Nadchodzi pora, by na wszystko machnąć ręką i postarać się zasnąć. Łukasz nazwałby to zwijaniem się i odejściem daleko od kręgu ognia. Czy Łukaszowi zdarzały się takie erupcje myśli? Przecież nie było żadnych erupcji myśli. A może wylewy? Też bez sensu. Zresztą Łukasza należało zaliczyć raczej do kręgu ograniczonej aktywności sejsmicznej, dla której charakterystyczne były unoszące się stale opary i dym. A Mateusz? To obszar asejsmiczny. Mateusz to woda, przepływ. Ale rozległa woda, ocean. Ocean, który chłodzi lawę. Wbrew pozorom w oceanicznych głębinach nie panuje taki spokój, jak można by sądzić. Tam też znajdzie się sporo łajna, nie może być inaczej. Rowy, szczeliny… A może nawet gdzieś na dnie otchłani odrażające, nieznane stworzenia. Aleksandra poszła spać. Z dołu nie dobiegały już żadne szmery, wszędzie było ciemno. Marek zdrętwiał, ale nie czuł chłodu. Na schodach zabłysło słabe światło i usłyszał kroki chrzestnego, który po cichu zszedł z góry i przystanął obok niego.
– Powinieneś iść już spać, Marku, naprawdę – dobiegł go szept Vandooslera.
I stary odszedł, oświetlając sobie drogę latarką. Na pewno chciał się wysikać w ogrodzie. Łatwe, proste i zbawie