Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 76

2

O wpół do dziesiątej w salonie Stokesów roiło się od gości, migoczących od klejnotów. Kelnerzy w białych frakach manewrowali pomiędzy eleganckim tłumem, roznosili szampana na srebrnych tacach, skwierczące krewetki z czosnkiem i wędliny z dziczyzny. Kryształowe żyrandole Baccarata siały tęczowe blaski, rzucały zajączki na zawiłe sploty fryzur i wyłaniały z mroku przystojnych mężczyzn, flirtujących z pięknymi paniami.

Melanie zbiegła po schodach, machając wesoło ręką do Weberów, Braskampów i Ruddych. Wymieniła ukłony z Chadwickami i Baumgartnerami. Prawnicy, dziekani, ordynatorzy, rekiny finansjery, bankierzy, kilku polityków. W Bostonie było mnóstwo bogaczy, z rodowodem i bez, a Melanie bez skrupułów zaprosiła wszystkich. Każdy gość przyniósł ce

Uśmiechnęła się do ojca. Stał przy drzwiach, wspaniały, w ulubionym fraku z atłasowymi wyłogami. Zbliżający się do sześćdziesiątki błękitnooki, złotowłosy Harper wydawał się u szczytu formy. Zaharowywał się na śmierć, codzie

Ruszyła na poszukiwanie matki. Na przyjęciach zawsze czuła się swobodnie, stąd praca, jaką sobie wybrała. Krążenie w tłumie plotkujących ludzi sprawiało jej przyjemność. Piekło wyobrażała sobie jako uwięzienie w zimnym, nieprzytulnym i lodowato białym pokoju. Na szczęście dzięki pracy, rodzinie i ochotniczym zajęciom w Czerwonym Krzyżu nieczęsto groziła jej samotność.

Wreszcie dostrzegła matkę i zaczęła się ku niej przedzierać.

Patricia Stokes stała w kącie, tuż obok srebrnego wózka z napojami. Gawędziła z młodym kelnerem – nieomylna oznaka zdenerwowania. Wysoka, urodziwa blondynka, która w wieku osiemnastu lat podbiła serca większości mężczyzn w Teksasie, z wiekiem stała się jeszcze piękniejsza. A w chwilach przerażenia lub niepewności miała zwyczaj chronić się w towarzystwie mężczyzn, nieodmie

– Melanie! – Twarz matki rozjaśniła się w jednej chwili. – Tutaj, kochanie! Właśnie rozmawiałam z dostawcą. Soki już są na miejscu.

– Córka jest do pani bardzo podobna! – zauważył kelner.

– Oczywiście – rzuciła lekko Patricia. Melanie przewróciła oczami. Przypominała matkę tak samo, jak kaczeniec jest podobny do herbacianej róży.

– Gnębisz obsługę? – spytała.

– Zdecydowanie. Charlie właśnie nalewał mi drinka. Sok pomarańczowy. Czysty. Pomyślałam, że dam wszystkim temat do plotek. Będą się zastanawiać: dolała wódki czy nie? Wiesz, że uwielbiam być w centrum uwagi?

Melanie uścisnęła dłoń matki.

– Świetnie sobie radzisz.

Patricia uśmiechnęła się blado. Wiedziała, że ludzie nadal plotkują. „Jej pierwsza córka została zamordowana! Miała cztery latka i ten bydlak odciął jej głowę. Straszne, prawda? Wyobrażasz sobie?” A ostatnio do stałego repertuaru doszło jeszcze jedno: „Jej syn niedawno oznajmił, że jest gejem. Wiesz, że zawsze był, hmm… dziwny. A ona… ona znowu zaczęła pić. Zgadza się. Ledwie wyszła z odwyku i masz!”

– Wszystko idzie wspaniale – zauważyła Patricia z nadmiernym ożywieniem. Minęły je dwie kobiety: parę kroków dalej zaczęły gwałtownie coś szeptać. Patricia mocniej zacisnęła palce na szklance.

– Przejdzie im – powiedziała Melanie łagodnie. – Pamiętasz? Pierwsze publiczne wyjście jest najgorsze.

– To moja wina.

– Nic się nie stało, mamo. Już dobrze.

– Nie powi

– Mamo…

– Tęsknię za Brianem.

– Wiem – szepnęła Melanie. – Wiem.

Patricia dotknęła grzbietu nosa. Była bliska łez, a przecież nigdy nie płakała przy ludziach. Odwróciła się i przeczekała najgorsze.

Kelner zerknął z naganą na Melanie, jakby uważał, że powi

– Już… już mi lepiej – wymamrotała Patricia. Opanowała się i przywołała na twarz ten chłodny uśmiech, którego się nauczyła w szkole, wiele lat temu.

– W każdej chwili możesz wrócić do siebie.

– Nonsens. Muszę tylko przetrwać pierwszą godzinę. Masz rację, pierwsze publiczne wyjście jest najgorsze. Co tam, niech plotkują. Już to wszystko słyszałam.

– Wszystko się ułoży, mamo.

– Oczywiście. – Patricia znowu błysnęła przesadnie radosnym uśmiechem, ale zaraz objęła córkę i uścisnęła ją z całego serca. Silne ramiona, zapach Chanel numer pięć i kremu Lancorne niosły kojące uczucie. Melanie otoczyła rękami zbyt szczupłą talię matki, tak jak to robiła, odkąd skończyła dziewięć lat, i nie rozluźniała uścisku tak długo, jak było to potrzebne. Kiedy się rozłączyły, obie były uśmiechnięte.

– Muszę zajrzeć do kuchni – powiedziała Melanie.

– Chcesz, żebym ci pomogła? Nie mam za wiele do roboty.

– Nie, wszystko się już toczy własnym torem. – Cofnęła się o krok, ale matka chwyciła ją za rękę. Spojrzała na nią z napięciem.

– William też przyjdzie?

Melanie wzruszyła ramionami.

– W końcu jest ulubionym anestezjologiem taty.

– Denerwujesz się?

– Ale skąd. Co znaczy jeden były narzeczony pomiędzy trzema setkami gości?

– William jest idiotą – oznajmiła matka lojalnie.

– A ty jesteś kochana. – Melanie uścisnęła jej dłoń i zniknęła w tłumie.

Kątem oka dostrzegła jakiś gwałtowny ruch. Odwróciła się w samą porę, by dostrzec znikającą w kuche

Miała to sprawdzić, kiedy za drzwiami rozległy się podniesione głosy. Portierzy kłócili się, który z nich ma zaparkować porsche’a. Zanim Melanie zdołała ich pogodzić, sprawa płaszcza kompletnie wyleciała jej z pamięci.

Minęła godzina, a Melanie zdała sobie sprawę, że nawet nie zajrzała do pomieszczenia, w którym jej przyjaciółka A

– Przepraszam! – krzyknęła, wpadając do wykładanego boazerią pokoju, w którym na miejscu skórzanych sof stały teraz cztery leżanki. – Chciałam już dawno zajrzeć i spytać, czy czegoś ci nie potrzeba, ale jest taki ruch, że można oszaleć!

– To całkowicie zrozumiałe – mruknęła A

– Cześć, piękna – odezwał się właściciel ramienia. – Zastanawiałem się, gdzie się chowasz.

Melanie rozpromieniła się w uśmiechu.

– Wujek Jamie! Jesteś! Powi

– Nie mogłem się powstrzymać – wyznał Jamie. – Tak to bywa, kiedy się jest Irlandczykiem.

Melanie pokręciła głową. Słyszała to już nieraz i nie miała nic przeciwko temu, żeby usłyszeć znowu. Jamie O’Do

Leżał na szpitalnym łóżku w smokingu za trzy tysiące dolarów, w którym wyglądał jak przebrany. Może przez ten brylantowy kolczyk, migoczący mu w lewym uchu, a może przez jego sły

– Dałeś sobie pobrać krew, wujku? Myślałam, że skoro wiedziesz takie życie…

– Dziecko, mówisz do świętego. Jestem czysty i nieskalany, przysięgam.

– Akurat – mruknęła A

Melanie powiodła wzrokiem między jej ojcem chrzestnym a najlepszą przyjaciółką. Może się jej wydawało, ale przysięgłaby, że A

Położyła się na łóżku obok i wyciągnęła ramię do przyjaciółki.

Jamie nie tracił czasu.

– Brianowi naprawdę się wydaje, że jest gejem?

– Chyba mu się nie wydaje.

Jamie westchnął.

– A twój ojciec, jak zwykle pełen zrozumienia, wyrzucił go na zbity pysk.

Melanie skrzywiła się boleśnie.

– Brian go sprowokował. Wyobraź sobie taką scenę: Harper podaje ordynatorowi kaczkę z pomarańczami, a tu raptem jego syn wpada do jadalni z wrzaskiem, że ma dość, cholera, kłamstw, że jest, cholera, gejem i lepiej, cholera, żeby ojciec się z tym pogodził. Tata siedział z tą kaczką jak posąg. Gdyby to wszystko nie działo się naprawdę, pewnie bym się śmiała.

– Brian zawsze dramatyzuje – rzuciła A

– Przestał. Zdaje się, że jego kochanek jest bratem terapeuty, czy coś takiego.

– Żartujesz! – A

– Powiedz chociaż, że dobrze sobie radzi – poprosił Jamie. Ale Melanie nie mogła spełnić tej prośby.

– Nie wiem, jak sobie radzi. Nie chce ze mną rozmawiać.

– Co za bęcwał! – Jamie pokręcił głową. – On i Harper zawsze szli łeb w łeb. Dwie zakute pały, oto cały problem. Ale ten chłopiec zawsze miał fioła na twoim punkcie. Śmiałem się, że traktuje cię jak szczeniaka: codzie

– Nie obchodzi. Ani mnie, ani mamy. Ale nie wiem… Brian zawsze miał te swoje nastroje. Takie ataki jak mama; napady smutku, nawet gniewu. Kiedy wykrzyczał, że jest gejem, od razu pomyślałam: ach, więc to dlatego. Teraz już to wiemy, wszystko jest jasne, więc będzie lepiej. Ale nie miałam racji. Coś się w nim wyłączyło… tak, wyłączyło, i nagle nas znienawidził. Wszystkich. Nie rozumiem, dlaczego.