Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 76

– Mój ojciec – wyjaśnił z roztargnieniem i zajął się badaniem malutkiego, podobnego do muszelki uszka.

– Jesteście ze sobą blisko, prawda?

– Byliśmy. – Miała ładne uszy. Pewnie ma także śliczne paluszki u stóp, pomyślał.

Podniosła głowę i spojrzała na niego.

– Byliście?

– To się zmieniło. Tak bywa.

– Przez twoją chorobę? Czy ojciec jest tak samo rozmowny, jak ty?

– Wszystkiego nauczyłem się od niego.

– Ach, tak. I nie ma już matki, która was ze sobą łączyła. To niedobrze.

– Chyba tak. – Nigdy o tym nie myślał w ten sposób. Może miała rację.

– Opowiedz mi o matce – poprosiła poważnie. – Powiedz mi, jak to jest, kiedy się mieszka z ludźmi, którzy na pewno są twoimi rodzicami i zawsze będą cię kochać.

Nie mógł odpowiedzieć. Ból w jej oczach był tak wielki, że gardło mu się ścisnęło.

– Proszę…

– Nie wiem. Niewiele pamiętam. Wiesz, jakie są dzieci. Dostajesz świat i uważasz, że ci się należy.

– Czy piekła ciasteczka? Kiedy leżałam w szpitalu, wyobrażałam sobie mamę w białym fartuszku z falbankami, piekącą ciasteczka z czekoladą. Nie wiem, dlaczego mi to przyszło do głowy.

– Tak, piekła ciastka. Z czekoladą. I makaroniki. I takie z zielonym lukrem na dzień świętego Patryka. Boże, od dawna o tym nie myślałem. – Potarł czoło.- I, eee… czytała nam bajki. I kazała nam sprzątać. Śmiała się nawet z opowieści ojca. I była bardzo ładna. Pamiętam, że według mnie była najładniejsza na całym osiedlu.

– Była wspaniała.

– Tak – szepnął. – Była. Pamiętam… Pamiętam, jak wróciła z tatą ze szpitala. Kazali nam usiąść. Pamiętam, że trzymali się za ręce, a tato płakał. Pierwszy raz w życiu widziałem, że płakał. Potem powiedzieli: „Rak”. Tylko tyle. „Rak”, jakby to wyjaśniało wszystko.

– Nie wiem, jak to wyjaśnić dziecku.

– Oni też nie wiedzieli. Ojciec powiedział, że musimy pomagać mamie w domu, więc razem z bratem zabrałem się do sprzątania zaraz tego pierwszego dnia. Po raz pierwszy w życiu sprzątaliśmy łazienkę i było to spore zaskoczenie. Do twojej wiadomości: mydło nie czyści nierdzewnej stali. A żebyś nas widziała z odkurzaczem…!

– Narobiliście bałaganu?

– Wessało nam zasłony. Kto by pomyślał? Uśmiechnęła się.

– Musieliście wyglądać słodko.

– Aha. Mama poszła na chemioterapię, a my wyszorowaliśmy podłogę w kuchni. Zaczęły się naświetlania, umyliśmy okna. Matka nie wstawała z łóżka, wypraliśmy dywany. Sąsiedzi nieusta

Nie wiedziała, co powiedzieć.

– Bardzo mi przykro…

Wzruszył ramionami. Był bardziej wstrząśnięty niż się spodziewał. Nie znalazł odpowiednich słów, by zmienić nastrój. Nigdy o tym nie myślał. Nie myślał i już. A teraz czuł się bezbro

Zdjął Melanie z kolan, wstał i odszedł parę kroków. Widział, że zrobił jej przykrość, ale nie potrafił się zmusić do powrotu.

– Ja… nie umiem o tym mówić – wyznał.

– Wiem.

– Muszę… no, muszę mieć trochę swobody.

– Wiem.

– Jezu, ile pecha można mieć w życiu?

Tym razem nie znalazła odpowiedzi. Zrobił wdech i wypuścił powietrze ze świstem. Pozbieraj się, Riggs, do cholery. Pozbieraj się. Rozejrzał się po pokoju.

– Robi się późno. Co ty na to?

– Tak, pora do łóżka. – Nagle oblała się rumieńcem. – To znaczy… spać. Każde w swoim pokoju.

– Ty idź na górą. Chcę być blisko drzwi.

– Naprawdę nie będzie cię przez cały dzień?

– Muszę iść na to spotkanie. Szef się trochę wkurzył, jak usłyszał o strzelaninie. Nie wiem, co sobie wyobrażasz, ale to się nie zdarza co dzień, zwłaszcza w sekcji przestępstw gospodarczych.

– Spisałeś się znakomicie – powiedziała z przekonaniem. – Obroniłeś mnie. Zraniłeś go.

Skrzywił się niechętnie.

– Po tylu godzinach strzelania do tarczy powinienem umieć trafić tam, gdzie by go zabolało.

– To był człowiek, nie tarcza.

– No, zobaczymy, co będzie, kiedy znowu się pojawi. Spróbuję nie siedzieć za długo w biurze. Wyśpij się, zamów duże śniadanie, odpocznij, złap oddech.

– Może tak zrobię – powiedziała po chwili milczenia. – Powi

– Nie.

– Tak. Nie mogę zniknąć na całą noc i nie dać jej znać. Nie masz pojęcia, jak ona się o mnie martwi.

Rzucił jej przeciągłe spojrzenie.

– Nie mów jej, co tu się naprawdę dzieje. To niebezpieczne. Ciągle nie wiemy, kto jest w to zamieszany i dlaczego.

– Powiem, że zostanę na noc u koleżanki.

– Tylko bez szczegółów. Szczegóły są niebezpieczne.

– Tak, sir – mruknęła. Zrobiła krok ku schodom, ale kiedy spojrzała na mroczną antresolę, ramiona same się jej zgarbiły.

– Wiesz co, zostawię światło zapalone – powiedział.

– Nie, nic się nie dzieje. Jestem dorosła. Nie boją się ciemności.

– Tak, ale ja jestem z FBI i, prawdę mówiąc, nie ma takiego agenta, który by nie spał przy zapalonym świetle. Przysięgam, że tak jest.

W jej uśmiechu było tyle wdzięczności, że serce mu się ścisnęło.

– Dziękuję.

Poszła na górę. Patrzył za nią, a strużki wody z mrożonego kalafiora ściekały mu po plecach.

Zajął się komputerem. Przyniósł faks, który dostał od Che

Pulsujący ból rozrywał mu plecy. Oczy piekły od niewyspania. Zrobił sobie rozpuszczalnej kawy i pracował dalej.

– Nie, nie chciałam tego powiedzieć! Melanie, pomieszałaś mi w głowie, wszystko mi się poplątało…

Melanie jakby jej nie słyszała.

– Mam rodzinę, bo wyglądałam jak zamordowana dziewczynka. Mam dom, twoją miłość… bo ty chciałaś ją odzyskać.

– Nie! Nie to chciałam powiedzieć…

– Tak, mamo, to. Wreszcie zbliżamy się do prawdy. Dlaczego w naszej rodzinie to takie trudne?

– Melanie, kochanie, posłuchaj mnie. Jestem tylko człowiekiem. Na początku… na początku nie byłam całkiem zdrowa. Może widziałam to, co chciałam widzieć. Wiedziałam, że nie jesteś Meagan. Pamiętasz, jak cię ubierałam w te koronkowe sukienki i jak ci kręciłam loki? Pamiętasz, jak się wtedy czułaś? A ja to dostrzegłam. Zdałam sobie sprawę, że robię ci krzywdę… i przestałam. Zdałam sobie sprawę, że jednak nie szukam Meagan. Już jej nie miałam, ale dzięki Bogu dostałam i

Nie usłyszała odpowiedzi. Tylko lodowate milczenie, oznaka wątpliwości jej córki, oznaka bólu.

Zamknęła oczy. Po policzku potoczyła się łza. Nie otarła jej.

– Melanie? – szepnęła.

– Kochałaś Meagan?

– O Boże, dziecko… Ponad życie. Znowu milczenie.

– Muszę… muszę już kończyć.

– Melanie, ciebie także kocham.

– Dobranoc, mamo.

– Melanie…

– Dobranoc.

Trzask odkładanej słuchawki. Patricia została sama w ciemnościach.

Wróciła myślą do tych ciepłych słonecznych dni w Teksasie, kiedy jeszcze miała swoją pierwszą ukochaną córeczkę. Pomyślała o liście zostawionym w jej samochodzie. I o synu, który już się nie odzywa do ojca. O Jamiem O’Do

– Już dość, Boże – szepnęła. – Ta rodzina już zapłaciła za wszystko.