Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 76

14

David zniknął w sypialni, znacząco zamykając za sobą drzwi. Melanie wstała i obeszła salon. Roztarta ramiona. Od czasu strzelaniny bez przerwy było jej zimno.

Głowa bolała ją od wirujących obrazów. Silny, wspaniały ojciec chrzestny, którego uwielbiała. Silny, milczący ojciec, na którego zawsze mogła liczyć. Krucha, wrażliwa mama, którą kochała bez pamięci. Brian, jej bohater. A

Ktoś, kto chce ją zabić. Ktoś, kto ukrywa się od dwudziestu pięciu lat.

Usiłowała sobie wmówić, że wszystko to jest idiotyczną pomyłką. Mania prześladowcza. Niestety, rozsądek podpowiadał co i

A teraz nie wiedziała, co dalej. Była zmęczona, zrozpaczona i bezradna. Rozpaczliwie tęskniła za domem, ale po raz pierwszy w życiu także się go bała. Chciała usłyszeć kojący głos matki, ale nie wiedziała, co mogłaby jej powiedzieć. Chciała odzyskać rodzinę. Zaczęło się jej wydawać, że wcale nie zna swoich bliskich.

Czego się tak bali?

Dziewiąta wieczorem, poniedziałek. Nie znalazła odpowiedzi na swoje pytania, więc spróbowała zająć się czymś i

Pomiędzy tą a sześcioma i

Największa nagroda nie miała nic wspólnego ze strzelaniem. Stała zepchnięta w głąb półki, jakby David nie był pewien, czy powinien być z niej dumny. Statuetka przedstawiała baseballistę z kijem na zakurzonym ramieniu. Mosiężna tabliczka u podstawy była wytarta, jakby ktoś często jej dotykał. Zatarte litery układały się w napis: „Mistrzostwa krajowe”.

Podeszła do zdjęcia baseballisty. „Joe Jackson”, głosił podpis nagryzmolony w rogu. To nazwisko wydało się jej znajome.

Spojrzała jeszcze na zdjęcie parku w nocy, wróciła do półki i znalazła album.

Pierwsze zdjęcie było stare, pomięte, pożółkłe. Młoda kobieta o ciemnych włosach do ramion, ciepłe inteligentne spojrzenie prosto w obiektyw. Matka Davida, odgadła Melanie. Miał jej wspaniałe orzechowe oczy. Robiła wrażenie silnej, rozsądnej kobiety.

Matka bardzo szybko zniknęła z albumu. Zniknął także mały wiejski domek z oliwkowym dywanem i brązowym linoleum. Rodzi

Matka Davida umarła, a album zaczął pokazywać mecze.

Oto David Riggs w wieku ośmiu lat, wbity w strój Małej Ligi. Potem dziesięciolatek w otoczeniu drużyny. David, Steven i Bobby Riggs na boisku. Bobby Riggs rzuca piłki synowi, który stał się już wyższy i szczuplejszy.

W albumie zaczęły się pojawiać dyplomy, dokumentujące osiągnięcia. Potem artykuły w gazetach: „Młody obiecujący miotacz w Woburn”. „Drużyna Woburn w najlepszej formie”. „Nowy przybysz w Dużej Lidze – wszyscy liczą na małego Riggsa”.

I zdjęcia… Nie miała pojęcia, że agent specjalny Riggs może tak wyglądać. Ani śladu ponurego grymasu, zaciśniętych ust. Promieniejąca twarz, entuzjastyczna poza. David pozujący do zdjęcia. David puszczający oko do widzów. Bohater miasteczka. Młody David Riggs, który na pewno zostanie zawodowym graczem i rozsławi Woburn w całym kraju.

David Riggs wyskakujący w górę, by złapać piłkę. Skupiona, przejęta twarz.

Następne ujęcie. Piłka w rękawicy, ciało opadające na ziemię, twarz promieniejąca radością.

Następne. David podnosi piłkę w górę, pokazuje ją ojcu, który coś krzyczy. Mina Davida wyraźnie mówi: tato, to dla ciebie. A rozjaśniona szczęściem twarz Bobby’ego Riggsa, układ jego ust świadczy wyraźnie, że ojciec woła: „To mój syn! To mój syn!”

Pospiesznie zamknęła album. Nie powi

Oczywiście znowu otworzyła album i spojrzała jeszcze raz.

Boże, jaki on przystojny, kiedy jest szczęśliwy. Ta pasja, ten ogień… Teraz już wiedziała, że jest dobrym agentem, ale jako baseballista… Jezu!

Nawiedziło ją najbardziej zdradliwe kobiece marzenie: wyobraziła sobie, że dzięki niej na twarz Davida powraca uśmiech, a w oczach pojawia się najczystsza radość. Chciała uleczyć tego mężczyznę i zwrócić mu szczęście.

Tym razem zatrzasnęła album i odłożyła go na miejsce. Uśmiechnięty David stał jej przed oczami. Musiała o tym zapomnieć.

Drzwi sypialni nadal były zamknięte. Podeszła bliżej i usłyszała jego głos. Rozmawiał przez telefon. Z kim? Cokolwiek mówił, prawdopodobnie chodziło o nią. Czyli o jej życie. Czyli to także jej sprawa.

Przytknęła ucho do drzwi. Słyszała teraz każde słowo.

David ochrzaniał kogoś od góry do dołu.

– Sheffield nie siedział w domu, cholera. Powiedział ojcu Melanie, że zeszłego wieczoru wygrał, a to znaczy, że poszedł na bingo. I najwyraźniej w tym samym czasie ktoś się włamał do jego domu. Nie wiemy, czy cokolwiek zginęło, ale włamywacz zostawił list. Chcę się dowiedzieć, co w nim było!… Tak, Che

Więc zgodnie z procedurą na ogół robi się pacjentowi EKG, przepuszcza się go przez rentgena i pobiera mu sześć do siedmiu fiolek krwi, żeby zbadać enzymy. Ale niektóre testy trwają od dwunastu do trzydziestu sześciu godzin, więc nawet jeśli rentgen i EKG nic nie wykażą, na ogół zatrzymuje się pacjenta na dzień lub dwa. Żeby go obserwować, zwłaszcza jeśli ktoś z jego rodziny chorował na serce, a pacjent należy do grupy ryzyka – ma nadwagę, wysokie ciśnienie i tak dalej. A w szpitalu Stokesa jest bardzo nowoczesne laboratorium, więc mogą od razu zbadać mu naczynia wieńcowe. No wiesz, czy nie ma wieńcówki. W tym laboratorium muszą wprowadzić cewnik w tętnicę udową, by wstrzyknąć kontrast do organizmu pacjenta. W tym celu muszą mu dać narkozę, a potem wysyłają go na OIOM. Cały czas jest w narkozie, bo nie chcą, żeby się obudził w środku nocy i wyjął sobie cewnik. I tutaj mamy pierwszą okazję do przekrętu. W nocy na OIOM-ie pielęgniarki są zwykle zabiegane i zajmują się poważniejszymi przypadkami. A nasz pacjent leży jak kłoda, nafaszerowany różnymi środkami, z pewnością nawet nie wie, jakimi. Bez trudu można się zakraść do jego pokoju, potraktować go jakimś dodatkowym lekiem lub coś pokombinować z EKG. A potem wyjść, nie budząc niczyjej uwagi… Popytaj się, Che