Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 30

Czas już powiedzieć, jaką twarz miał Mahlke. Niektórzy z nas przeżyli wojnę, mieszkają w małych miasteczkach lub w dużych miasteczkach, utyli, wyłysieli i zarabiają niezgorzej. Z Schillingiem rozmawiałem w Duisburgu, a z Jürgenem Kupka w Brunszwiku, na krótko zanim wywędrował do Kanady. Obaj zaczęli od razu od jabłka Adama:

– Słuchaj no, czy on nie miał czegoś na szyi? A czy myśmy mu tam kiedyś nie posadzili… Tak, to zdaje się ty mu tego kota… – aż musiałem im przerwać:

– Nie, nie, mnie chodzi tylko o jego twarz.

Wreszcie doszliśmy do jakiej takiej zgody: miał szare albo szaroniebieskie, jasne, ale nie błyszczące oczy, w każdym razie nie piwne. Twarz podłużną, chudą, koło kości policzkowych silnie umięśnioną. Nos niezbyt wielki, ale mięsisty, na zimnie łatwo czerwieniejący. O wystającej potylicy już była mowa. Nie mogliśmy się zgodzić co do górnej wargi Mahlkego. Jürgen Kupka był mego zdania: odstawała, nieco wywinięta, i nie zakrywała całkowicie – chyba że podczas nurkowania – obu górnych siekaczy, które zresztą nie rosły pionowo, lecz trochę krzywo, jak kły. Ale już opadały nas wątpliwości; przypomnieliśmy sobie, że mała Pokriefke miała również wywiniętą wargę i zawsze widoczne siekacze. W końcu nie byliśmy pewni, czy co do górnej wargi nie mylimy Mahlkego z Tullą. Może tylko ona miała taką wargę, bo co do niej, nie ulegało to żadnej wątpliwości.

Schilling – spotkaliśmy się w Duisburgu w restauracji dworcowej, ponieważ jego żona nie lubiła nie zapowiedzianych wizyt – przypomniał mi karykaturę, która na przeciąg kilku dni narobiła w naszej klasie sporo hałasu. Mniej więcej w czterdziestym pierwszym roku pojawił się u nas wysoki chłopak, mówiący pły

Narysował go z przodu. Już wówczas Mahlke nosił śmieszny, wodą z cukrem utrwalony przedziałek na środku głowy. Twarz przedstawił jako trójkąt, spiczasto zakończony podbródkiem. Usta kwaśno zaciśnięte. Ani śladu wystających siekaczy, które jako kły wyglądałyby efektownie. Oczy: kłujące punkciki pod boleśnie wzniesionymi brwiami. Szyja przekrzywiona, na wpół z profilu, z anormalnie rozwiniętym jabłkiem Adama. A głowa i cierpiętnicza mina na tle okrągłej aureoli, jak u świętych: Mahlke-Zbawca był doskonały i oczywiście zrobił duże wrażenie.

Kwiczeliśmy w ławkach i przyszliśmy do siebie dopiero wtedy, kiedy ktoś złapał pięknego Karela Jak-mu-tam-było za guziki i chciał go koło katedry zwalić z nóg, najpierw gołą pięścią, a potem, na krótko zanim zdołaliśmy obu rozdzielić, stalowym śrubokrętem, zerwanym z szyi.

To ja starłem gąbką z tablicy twój portret jako Zbawiciela.