Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 30

Niestety, po tym naprawdę pasjonującym wtręcie nastąpiły zaraz dalsze opisy przyrody, jak „atlantycka zima” albo „mocne fosforescencje na Morzu Śródziemnym”, nie brakło też nastrojowego obrazka: „Boże Narodzenie na łodzi podwodnej” z nieodzowną miotłą zamienioną w choinkę. Na zakończenie wygłosił hymn na cześć w mistyczną sferę przeniesionego powrotu po pełnym sukcesów rejsie, z Odyseuszem i wszystkimi szykanami: „Pierwsze mewy zwiastują macierzysty port”.

Nie pamiętam, czy dyrektor Klohse zamknął imprezę dobrze nam znanymi słowami: „A teraz do zajęć!”, czy też odśpiewano: „Kochamywichryiburze”. Przypominam sobie raczej ściszone, ale pełne szacunku oklaski i zrazu pojedyncze głosy odsuwania krzeseł, które zaczęły się w rzędach dziewcząt i warkoczy. Kiedy obejrzałem się za Mahlkem, już go nie było i dojrzałem tylko jego przedziałek na środku głowy, wynurzający się raz po raz w prawym wyjściu; nie mogłem jednak zaraz opuścić niszy i stanąć na wyfroterowanej podłodze, ponieważ podczas prelekcji zdrętwiała mi noga.

Dopiero w szatni przy sali gimnastycznej natknąłem się znowu na Mahlkego, ale jakoś nie znalazłem odpowiedniego słowa do rozpoczęcia rozmowy. Już przy przebieraniu się rozeszły się, a później potwierdziły pogłoski, że spotkał nas nie byle jaki zaszczyt: kapitan marynarki prosił swego dawnego nauczyciela gimnastyki, profesora Mallenbrandta, żeby mu pozwolił, mimo że prawie nie ma treningu, wziąć udział w lekcji w starej, poczciwej sali gimnastycznej. Podczas dwóch godzin wychowania fizycznego, kończących, jak zawsze w sobotę, naukę, pokazał najpierw nam, a potem uczniom najwyższej klasy, którzy od drugiej lekcji dzielili z nami salę, co potrafi.

Był przysadzisty, czarno owłosiony, dobrze zbudowany. Pożyczył sobie od Mallenbrandta tradycyjnie czerwone spodenki i białą koszulkę z czerwonym poprzecznym pasem na piersi i wyszytą na nim czarną literą C. W czasie przebierania otaczała go gromada chłopaków, Padało wiele pytań:

– …czy mogę obejrzeć z bliska? Jak długo to trwa, zanim… A jeżeli już się…? Ale przyjaciel mego brata, który jest na ścigaczu, mówi…

Odpowiadał cierpliwie. Czasami śmiał się bez powodu, ale zaraźliwie. Cała szatnia rżała; i tylko dlatego zwróciłem uwagę na Mahlkego: nie śmiał się z i

Gwizdek Mallenbrandta wezwał nas na salę, pod drążki. Lekcję prowadził kapitan, dyskretnie wspierany przez nauczyciela, ale nie musieliśmy się za bardzo wysilać, bo oficer przykładał wagę do tego, żeby nam coś pokazać, przede wszystkim wielki młynek na drążku, z zeskokiem w rozkrok. Poza Hottenem So

skoku przez siedmiu chłopców, który trzeba było zakończyć koziołkiem w przód, wylądował krzywo na macie, zdaje się, że skręcił sobie nogę, siadł ze swą niespokojną chrząstką na uboczu, na drabince, i zadekował się, kiedy ci z primy weszli na salę z początkiem drugiej lekcji. Dopiero przy koszykówce przeciwko primie przyłączył się znowu do nas, rzucił też trzy czy cztery kosze; pomimo to przegraliśmy.

Nasza neogotycka sala gimnastyczna robiła uroczyste wrażenie w tej samej mierze, w jakiej kaplica Marii Pa

Mallenbrandt zagwizdał i zarówno chłopcy z primy jak też z niższej sekundy musieli stanąć w dwuszeregu, zaśpiewać dla kapitana: „Pora

Któż nie pomyślał, tak jak ja, o Mahlkem? Nie jestem pewien, czy od razu, choć powinienem był od razu, ale tak czy owak nie zawołałem głośno: „Gdzie podział się Mahlke?” Schilling też nie krzyknął ani Hotten So

Kiedy Mallenbrandt w miękkim płaszczu kąpielowym stanął pomiędzy nami z na wpół ubranym kapitanem i ryknął swoje: – Ktotozrobił? Przyznaćsię! – podsunięto mu Buschma

Tylko gdzieś głęboko w mózgownicy zaczęło mnie coś łaskotać, podczas gdy Buschma

I wtedy przestałem czyhać na wyjaśniające słówko uśmiechniętego Buschma

– Przestań się śmiać! Nie śmiej się! Już ja cię oduczę tych uśmieszków!

Nawiasem mówiąc to się Mallenbrandtowi bynajmniej nie udało. Nie wiem, czy Buschma

Ukradkiem – chociaż oczy wszystkich były skierowane na Buschma

Pomijając mocowanie się z guzikiem i towarzyszącą temu grę muskułów szczęki, Mahlke robił wrażenie spokojnego. Kiedy zrozumiał, że guzika nie da się zapiąć nad jabłkiem Adama, wyciągnął z kieszeni wiszącej na haku marynarki pomięty krawat. Nikt w naszej klasie nie nosił krawata. Tylko w wyższej sekundzie i w primie kilku elegancików wiązało sobie śmieszne muszki. Dwie godziny przedtem, gdy kapitan wygłaszał swój pełen zachwytów nad przyrodą wykład, Mahlke miał jeszcze rozpięty kołnierzyk koszuli; ale w jego kieszeni gniótł się już krawat i czekał na wielką okazję.

Krawatowa premiera Mahlkego! Przed jedynym i do tego jeszcze całym w plamy lusterkiem w szatni Mahlke, nie podchodząc bliżej do swego odbicia, przypatrując mu się na dystans i raczej pro forma, zawiązał barwnie nakrapiany, jak mi się dziś wydaje, niegustowny łaszek wokół postawionego kołnierzyka, wywrócił kołnierz, poskubał o wiele za duży węzeł i powiedział niegłośno, ale z naciskiem, tak że jego słowa wyraźnie rozległy się na tle wciąż jeszcze prowadzonego przesłuchania i odgłosu policzków, którymi Mallenbrandt obrabiał uśmiechniętego Buschma