Страница 6 из 59
Wypiłam pół butelki piwa i w posępnym nastroju przeszłam do saloniku. Odchyliłam zasłonkę i spojrzałam na parking przed blokiem. Moja mazda zniknęła. Le
Zresztą to jeszcze nie było najgorsze. Przypomniałam sobie, że uległam podczas deseru i obiecałam matce, że skontaktuję się z Vi
Polazłam pod prysznic, a pół godziny później wyszłam z łazienki w takim nastroju, jakbym miała gigantycznego kaca. Wbiłam się w rajstopy i garsonkę, żeby dalej odgrywać rolę przykładnej córki.
Mój chomik, Rex, spał w najlepsze w swoim słoiczku po zupie, w klatce stojącej pod stołem kuche
Zamknęłam mieszkanie i poszłam ulicą St. James na parking firmy Blue Ribbon, handlującej używanymi samochodami. Od razu w oko wpadła mi nova wyceniona na 500 dolarów. Wielkie płaty rdzy i niezliczone wgniecenia karoserii utrudniały zaliczenie jej do klasy pojazdów osobowych, nie mówiąc już o jakimkolwiek pokrewieństwie z pierwotną marką chevroleta. Ale sprzedawca zaczął się zastanawiać, gdy zaproponowałam za nią mój telewizor i magnetowid, kiedy zaś dorzuciłam mikser i kuchenkę mikrofalową, pozostało mi jedynie podpisać dokumenty i uregulować opłaty rejestracyjne oraz podatek.
Wyprowadziłam novą z placu i pojechałam prosto do biura Vi
Sekretarka Vi
– Czym mogę służyć? – zapytała.
– Nazywam się Stephanie Plum, chciałam porozmawiać z moim kuzynem, Vi
– Stephanie! – Kobieta błyskawicznie się wyprostowała. – Nazywam się Co
Od razu ją rozpoznałam, zresztą była podobna do Tiny, tylko trochę grubsza, bardziej okrągła na twarzy. Miała kruczoczarne, grubo polakierowane włosy, gładką oliwkową cerę i delikatny meszek na górnej wardze.
– Nie. Jedyna rzecz, którą naprawdę muszę, to jak najszybciej zdobyć jakieś pieniądze – odparłam. – Podobno Vi
– Wczoraj już przyjęliśmy dziewczynę. Między nami mówiąc, nie masz czego żałować. To paskudna robota. Za minimalną stawkę musiałabyć po całych dniach skakać przed regałem z dokumentami. W mojej ocenie, jeśli już się godzisz spędzać po parę godzin na klęczkach, to lepiej znajdź pracodawcę, który lepiej za to płaci.
– Po raz ostatni spędziłam parę godzin na klęczkach jakieś dwa lata temu, kiedy wypadły mi szkła kontaktowe.
– Wiesz co? Jeśli naprawdę tak bardzo potrzebujesz pracy, to spróbuj namówić Vi
– Ile?
– Dziesięć procent wpłaconej kaucji. – Co
Chwyciłam się krawędzi biurka, żeby nie upaść.
– Dziesięć tysięcy za odnalezienie faceta? Nie bujasz?
– No cóż. Czasami tacy ludzie skutecznie się ukrywają, czasami nawet sięgają po broń. Na szczęście to zdarza się dość rzadko. – Zaczęła przerzucać papiery. – Ten facet jest tutejszy. Morty Beyers zajął się już tą sprawą, więc część wstępnej roboty została wykonana. Są tu fotografie, notatki…
– A dlaczego Beyers nie prowadzi dalej poszukiwań?
– Nagły atak wyrostka robaczkowego. Wczoraj, pół godziny przed północą, zabrała go karetka. Leży w szpitalu imienia świętego Franciszka, z drenem w brzuchu i plastikową rurką w nosie.
Byłam daleka od tego, aby źle życzyć Morty’emu, ale odczuwałam coraz silniejsze podniecenie perspektywą przejęcia jego obowiązków. Nie tylko kusiła mnie wysokość honorarium, lecz także pewien prestiż związany z tym zawodem. Z drugiej strony tropienie drobnych przestępców wydawało mi się podłym, a w dodatku byłam tchórzem i możliwość doznania jakichkolwiek uszczerbków cielesnych działała odstraszająco.
– Moim zdaniem nie powi
Jeśli nie liczyć mojego życia.
– Sama nie wiem… Odstrasza mnie perspektywa ewentualnej strzelaniny.
– Nie przesadzaj, każda robota niesie ze sobą jakieś ryzyko. Wszyscy musimy się z tym oswoić. Zresztą, według mnie, samo życie w New Jersey jest już dla człowieka wyzwaniem, jeśli wziąć pod uwagę zanieczyszczenie środowiska, piratów drogowych czy uzbrojonych schizofreników. Cóż to za różnica, który wariat weźmie cię na muszkę?
Wyznawałam w przybliżeniu identyczną filozofię. No i te dziesięć tysięcy było cholernie kuszące. Mogłabym uregulować wszystkie swoje długi i wreszcie wyjść na prostą.
– Dobra – oznajmiłam. – Zajmę się tym.
– Najpierw musisz porozmawiać z kuzynem. – Co
Vincent miał czterdzieści pięć lat i był mi równy wzrostem, tyle tylko, że nosił buty na bardzo grubej zelówce. Mimo że szczupłej budowy, ciało miał dziwnie miękkie, jakby w ogóle pozbawione kośćca. Gustował w pantoflach o spiczastych noskach i panienkach o spiczastych piersiach, a także ciemnoskórych młodzieńcach. Jeździł ekskluzywnym cadillakiem seville.
– Steph chciałaby się zająć tropieniem naszych dłużników – oznajmiła Co
– Nie ma mowy, to zbyt niebezpieczne – odparł szybko. – Większość naszych agentów zbierała doświadczenia w firmach ochroniarskich. Poza tym musiałabyś znać podstawowe przepisy z zakresu egzekwowania prawa.
– Mogę się błyskawicznie z nimi zapoznać – powiedziałam.
– W takim razie porozmawiamy, jak to zrobisz.
– Ale ja już teraz potrzebuję pracy.
– To nie moje zmartwienie.
Doszłam do wniosku, że z nim trzeba pogrywać ostro.
– Więc niech to będzie twoje zmartwienie, Vi
Miałam na myśli jego żonę, chyba jedyną kobietę w „Miasteczku”, która jeszcze nic nie wiedziała o upodobaniach seksualnych Vi
– Zamierzasz mnie szantażować? Swojego kuzyna?
– Zostałam przyparta do muru.
Vi
– Daj jej parę spraw cywilnych. Takich, które można załatwić przez telefon.
– Ale mnie zależy na tej robocie. – Wskazałam mu teczkę na biurku Co
– Nic z tego, tu chodzi o zabójcę. Nigdy bym się nie zgodził poręczyć za jego kaucję, gdyby facet nie mieszkał w „Miasteczku”. Zrobiło mi się żal jego matki. To sprawa nie dla ciebie, śmierdzi na kilometr.
– Cholernie potrzebuję forsy, Vi
– Już to widzę – burknął. – Nawet nie chcę go więcej oglądać na oczy. Uznałem, że jestem na sto tysięcy do tyłu. Nie wysłałbym po niego nawet zawodowca, a co dopiero takiego żółtodzioba jak ty.
Co
– Można by odnieść wrażenie, że musi zapłacić tę kaucję z własnej kieszeni. Wystawi rachunek towarzystwu ubezpieczeniowemu i tak wyjdzie na swoje.
– Daj mi tydzień, Vi
– Nie dam ci nawet pół godziny.
Zaczerpnęłam głęboko powietrza, pochyliłam się ku niemu i szepnęłam do ucha:
– Wiem wszystko o Madam Zaretski, jej skórzanych strojach i łańcuchach. Wiem również o chłopcach, a nawet o kaczce.
Chyba mowę mu odjęło, bo tylko gapił się na mnie, tak silnie zagryzając wargi, że aż pobielały. Trafiłam w punkt. Lucille pewnie by go obrzygała od stóp do głowy, gdyby się dowiedziała, co wyczyniał z tą kaczką. A potem o wszystkim opowiedziałaby swemu ojcu, Harry’emu „Toporowi”, ten zaś bez wahania obciąłby Vi
– A więc kogo mam szukać? – zapytałam, jak gdyby nigdy nic.
Vi
– Josepha Morelliego.
Serce podeszło mi do gardła. Wiedziałam już, że Joe był zamieszany w zabójstwo. W całym „Miasteczku” huczało od plotek, „Trenton Times” w najdrobniejszych szczegółach opisywało przebieg strzelaniny. Tytuły w gazetach krzyczały: PRACOWNIK MIEJSKICH SŁUŻB PORZĄDKOWYCH ZASTRZELIŁ BEZBRONNEGO CZŁOWIEKA. Zdarzyło się to ponad miesiąc temu i od tego czasu i