Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 59

Mimo moich obaw to popołudnie w towarzystwie Berniego Kuntza okazało się nawet udane. Na szczęście nie narobił w gacie, kiedy babcia odstrzeliła kuper swojej porcji pieczonego kurczaka, i zdołał dzielnie przetrwać dwie dokładki specjalności mojej mamy, znienawidzonej przeze mnie duszonej brukselki. Zachowywał się też nadzwyczaj uprzejmie, chociaż już od początku musiał zdać sobie sprawę, że nie zaciągnie mnie dzisiaj do łóżka, a cała moja rodzinka robi wrażenie stukniętej. Domyślałam się, iż powodem owej uprzejmości jest to, że z urządzeń domowych pozostała mi jedynie lodówka. No cóż, randki są dobre do umilenia sobie kilku godzin po pracy, ale tylko zdobywanie kolejnych klientów pozwala spędzać urlopy na Hawajach. Tworzyliśmy idealną parę: on miał do sprzedania taki towar, jaki ja chciałam kupić, a zachęcał mnie jeszcze możliwością uzyskania 10-procentowego rabatu. Jakby w nagrodę za poświęcenie mu całego popołudnia zdradził mi też ce

Zanotowałam ten fakt w pamięci. Na razie wydawał się bez znaczenia, ale nigdy nie wiadomo, jakie informacje mogą się okazać potrzebne w przyszłości.

Wieczorem usiadłam ze szklanką mrożonej herbaty przy stole w kuchni i zaczęłam po raz kolejny przeglądać dokumenty sprawy Morelliego, próbując ułożyć jakiś plan działania. Przygotowałam dla Rexa miseczkę prażonej kukurydzy, postawiłam ją przed sobą na stole i wpuściłam chomika do środka. Z przyjemnością obserwowałam, jak z błyszczącymi ślepkami i poruszającymi się bezusta

– I co ty o tym myślisz, Rex? – zagadnęłam. – Sądzisz, że kiedykolwiek zdołam schwytać Morelliego?

W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Zarówno Rex jak i ja znieruchomieliśmy, włączając swoje wewnętrzne radary. Nikogo nie oczekiwałam. Większość moich sąsiadów stanowili emeryci, z nikim nie utrzymywałam bliższych kontaktów. Nie wyobrażałam sobie, kto mógłby mnie odwiedzić o wpół do dziesiątej wieczorem. Najwyżej pani Becker, która mieszkała nade mną i czasem myliły jej się piętra.

Pukanie rozległo się ponownie. Znowu równocześnie z Rexem obróciliśmy głowy w kierunku wejścia. Mieszkanie było wyposażone w stalowe drzwi antywłamaniowe, zaopatrzone w wizjer, podwójną zasuwę oraz gruby łańcuch. W czasie upałów zostawiałam wszystkie okna szeroko otwarte, tak w dzień, jak i w nocy. Ale drzwi zawsze stara

Pospiesznie nakryłam miseczkę drucianą siatką do smażenia frytek, żeby Rex nie mógł mi uciec. Podeszłam już do drzwi i sięgnęłam do klamki, kiedy pukanie nagle ustało. Zbliżyłam oko do wizjera, lecz nie zdołałam niczego dostrzec. Widocznie ktoś z tamtej strony zasłonił go palcem. Nie był to dobry znak.

– Kto tam? – zapytałam.

Zza drzwi doleciał czyjś chrapliwy chichot. Aż cofnęłam się o krok. Śmiech umilkł za moment i rozległo się wypowiedziane cicho moje imię:

– Stephanie.

Natychmiast rozpoznałam melodyjny, ciepły głos Ramireza.

– Przyszedłem, żeby się z tobą zabawić, Stephanie – rzekł śpiewnie. – Jesteś na to przygotowana?

Nogi się pode mną ugięły, a ukłucie strachu sprawiło, że na krótko wstrzymałam oddech.

– Proszę odejść albo zadzwonię na policję!

– Donikąd nie zadzwonisz, suko! Masz nieczy

Moi rodzice nigdy nie potrafili zrozumieć, dlaczego tak bardzo pragnę być niezależna. Według nich życie w samotności musiało się wiązać z nieusta

Aż do tej pory prawdziwe przerażenie ogarniało mnie wyłącznie w tych nielicznych sytuacjach, kiedy budziłam się w środku nocy, zlana potem, przestraszona możliwością inwazji wyśnionych koszmarów: czarownic, upiorów, nietoperzy wampirów czy i

– Nie lubię zostawiać nie dokończonych spraw z kobietami, Stephanie, Nie znoszę też kobiet, które uciekają przed mistrzem bokserskim.

Nacisnął klamkę, a mnie serce skoczyło do gardła. Drzwi były jednak zamknięte na zasuwę, toteż moje tętno szybko wróciło do rytmu przedzawałowego.

Zaczerpnęłam kilka głębszych oddechów i doszłam do wniosku, że najlepiej będzie po prostu zignorować łobuza. Nie miałam ochoty być zamieszana w strzelaninę. Ale nie chciałam też, by sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót. Stara

Zwróciłam uwagę, że po zewnętrznej stronie drzwi spływają krople jakiejś gęstej, białej cieczy. Prawie na pewno nie była to ślina. Zrobiło mi się niedobrze. Pospiesznie zamknęłam drzwi, zasunęłam rygle i założyłam łańcuch. Wspaniale, pomyślałam. Pracuję dopiero dwa dni w tym fachu, a już trafiłam na pomyleńca, który uwalał mi spermą drzwi do mieszkania. Podobne rzeczy nigdy mi się nie zdarzały, dopóki pracowałam dla E.E. Martina. Tylko raz jakiś wariat na ulicy obsikał mi buty. Kilkakrotnie spotykałam też w metrze zboczeńców spuszczających na mój widok spodnie, ale takich rzeczy mogłam się spodziewać, pracując w Newark. Nauczyłam się przyjmować je z obojętnością. Lecz zatarg z Ramirezem to było zupełnie co i

Aż podskoczyłam w miejscu, kiedy nade mną rozległ się stukot otwieranego okna. Dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że to pani Delgado wypuszcza na noc swego kota. Trzeba było wziąć się w garść. Musiałam za wszelką cenę szybko zapomnieć o Ramirezie, toteż zaczęłam w myślach wyliczać przedmioty, które dałoby się jeszcze sprzedać, żeby opłacić zaległe rachunki telefoniczne. Niewiele mi tego zostało. Walkman, żelazko, kolczyki z perłami będące prezentem ślubnym, zegar kuche

Wsadziłam Rexa z powrotem do klatki, wymyłam zęby, przebrałam się w nocną koszulę i wsunęłam pod kołdrę, zostawiwszy zapalone wszystkie światła w mieszkaniu.

Następnego ranka zaraz po wyjściu z pościeli podbiegłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer. Na korytarzu wszystko wyglądało tak jak zwykle. Uspokojona, wzięłam prysznic i ubrałam się. Po całonocnej bieganinie w swoim kółku Rex spał jak zabity w puszce po zupie. Nalałam mu świeżej wody i wsypałam do miseczki garść tego paskudnego pokarmu. Miałam straszną ochotę na filiżankę kawy, ale jak na złość nie było w domu ani szczypty kawy.

Podkradłam się do okna w saloniku i ostrożnie wyjrzałam na parking, a kiedy i tam nie zauważyłam Ramireza, wróciłam do wyjścia i jeszcze raz uważnie zlustrowałam przez wizjer korytarz. Dopiero wtedy odsunęłam rygle i uchyliłam drzwi na całą długość łańcucha. Pociągnęłam nosem, lecz nie wyczułam ostrej woni potu boksera, toteż zamknęłam drzwi, zdjęłam łańcuch i śmielej wyjrzałam na zewnątrz, zaciskając palce na kolbie rewolweru. W korytarzu nikogo nie było. Zrobiłam parę kroków w stronę schodów i aż podskoczyłam w miejscu, kiedy rozległ się dzwonek windy. Omal nie zastrzeliłam pani Moyer. Przeprosiłam ją serdecznie, wmawiając, że mój rewolwer to zwykła zabawka. Później zaś pospiesznie zniosłam pierwszą porcję rzeczy po schodach i wrzuciłam do bagażnika samochodu.