Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 10 из 59

– Nic się nie martw – oznajmiła z uśmiechem. – Ten facet wyjaśni ci wszystko, co powi

Mniej więcej godzinę później zasiadłam razem z Manoso przy stoliku w zacisznej śródmiejskiej kawiarni. Proste, długie czarne włosy miał zebrane w kitkę z tyłu głowy. Jego bicepsy wyglądały tak, jakby zostały wyrzeźbione z granitowych bloków i tylko zamaskowane rękawami mundurowej koszuli. Miał jakieś 180 cm wzrostu i wygląd człowieka, którego lepiej omijać wielkim łukiem. Oceniłam go na 28 lat.

Odchylił się na krzesełku do tyłu i uśmiechnął przyjaźnie.

– Uff! – stęknął. – Co

– Widzisz tego brązowego chevroleta przy krawężniku?

Odwrócił głowę i popatrzył za okno.

– Owszem.

– To mój wóz.

Ledwie zauważalnie przytaknął ruchem głowy.

– Zatem potrzebujesz forsy. Coś jeszcze?

– Względy osobiste.

– Chwytanie zbiegów to niebezpieczna robota, więc lepiej, żeby te względy osobiste były naprawdę cholernie ważne.

– A z jakich powodów ty się tym zajmujesz?

Rozłożył ręce.

– To najlepiej potrafię.

Trafna odpowiedź, pomyślałam, znacznie lepsza od mojej.

– Może któregoś dnia i ja będę w tym dobra. Ale na razie zależy mi przede wszystkim na stałym zajęciu.

– Jaką sprawę dostałaś od Vi

– Josepha Morelliego.

Odchylił głowę do tyłu i zaczął się śmiać tak donośnie, że prawie zadygotały cienkie ściany kafejki.

– Nie mogę! To jakiś żart? Naprawdę zamierzasz schwytać tego bufona? Tu nie chodzi o jakiegoś szczeniaka z ulicy. Morellijest cholernie sprytny i bardzo dobry w swoim fachu. Rozumiesz, co mam na myśli?

– Według Co

– Ale ty to nie ja. Nigdy nie będziesz tak dobra, słodziutka.

Gdyby mi dopisywał humor, stwierdziłabym, że całkowicie straciłam cierpliwość. Ale byłam naprawdę w pieskim nastroju.

– Więc pozwól, że ci coś wyjaśnię – rzekłam cicho, pochylając się niżej nad stolikiem. – Straciłam pracę. Zabrano mi wóz za nie spłacone raty, moja lodówka świeci pustkami i lada dzień dostanę nakaz eksmisji z mieszkania. W dodatku muszę chodzić w za małych butach. Szkoda mi czasu na wysłuchiwanie morałów. Masz zamiar mi pomóc czy nie?

Manoso uśmiechnął się chytrze.

– To może być nawet zabawne. Coś w rodzaju: „Profesor Higgins i Eliza Doolittle robią czystki w Trenton”.

– Jak mam się do ciebie zwracać?

– Tak jak wszyscy: „Leśnik”.

Wziął ze stolika kartonową teczkę z dokumentami Morelliego. Pospiesznie przebiegł spojrzeniem tekst umowy poręczycielskiej.

– Zrobiłaś już coś w tej sprawie? Sprawdziłaś jego mieszkanie?

– Stoi puste, ale dopisało mi szczęście i odnalazłam Morelliego w budynku przy ulicy State. Właśnie wychodził.

– I co?

– Odjechał.

– Cholera – syknął „Leśnik”. – Czy nikt ci nie powiedział, że powi

– Poprosiłam go uprzejmie, żeby pojechał ze mną na policję, ale odparł, że nie ma na to najmniejszej ochoty.

Znowu odpowiedział mi gromki rechot.

– Pewnie nawet nie pomyślałaś, żeby zabrać broń?

– Sądzisz, że powi

– To wcale nie byłby zły pomysł – odparł, wyraźnie rozbawiony. Po raz drugi popatrzył na kopię umowy. – Morelli wykończył niejakiego Ziggy’ego Kuleszę. Zabił go ze służbowego rewolweru kalibru 11,43 milimetra, strzelił prosto między oczy z bliskiej odległości. – Uniósł głowę i popatrzył na mnie. – Umiesz się posługiwać bronią?

– Nie. Zawsze starałam się trzymać od niej z daleka.

– Pocisk z takiego rewolweru robi z przodu maleńki, okrągły otworek, a z tyłu wyrywa dziurę średnicy dużego ziemniaka. Strzał między oczy oznacza, że w promieniu paru metrów wszystko jest zabryzgane resztkami mózgu ofiary. Głowa tego Ziggy’ego musiała eksplodować niczym jajko w kuchence mikrofalowej.

– Bomba. Cieszę się, że mi to przybliżyłeś ze szczegółami.

Znów odpowiedział szerokim uśmiechem.

– Odniosłem wrażenie, że chcesz znać takie szczegóły. – Z powrotem odchylił się na oparcie krzesła i skrzyżował ręce na piersi. – Zapoznałaś się dokładnie z okolicznościami zabójstwa?

– Jeśli wierzyć artykułom z gazet, których wycinki Morty Beyers dołączył do akt w teczce, wydarzyło się to późnym wieczorem, nieco ponad miesiąc temu, w bloku przy ulicy Shawa. Morelli wracał ze służby i pojechał z wizytą do Carmen Sanchez. Według jego zeznań Carmen chciała z nim porozmawiać w jakiejś sprawie, którą się zajmował. Podobno drzwi otworzył mu właśnie Kulesza i natychmiast sięgnął po broń. Morelli przysięgał, że działał w obronie własnej. Ale sąsiedzi Carmen zeznali co i

– A co z tą Carmen? – zapytał „Leśnik”.

– Nikt jej nie widział tamtego wieczoru. Ostatnia notatka ukazała się w prasie tydzień po zabójstwie i do tego czasu kobieta się nie odnalazła.

Manoso pokiwał głową.

– Coś jeszcze?

– Nie, to wszystko.

– Ten facet, którego Morelli zabił, pracował dla Benito Ramireza. Coś ci mówi to nazwisko?

– Chodzi o tego boksera?

– To nie jest zwykły bokser, ale prawdziwy dynamit ringu w wadze ciężkiej. Najsły

– Nie słyszałeś żadnych plotek na temat powodów, dla których Morelli zabił Kuleszę?

„Leśnik” przekrzywił głowę i popatrzył na mnie z ukosa.

– Nie. Ale musiał mieć jakiś cholernie ważny powód. Morelli zawsze był opanowany, a jeśli gliniarz chce komuś zalać sadła za skórę, znajdzie setki różnych sposobów.

– Jak widać, nawet opanowany gliniarz może popełnić błąd.

– Mylisz się, kochana. Ktoś taki, jak Morelli, nie popełnia błędów.

– Więc co to może oznaczać?

– Że powi

Znowu coś mnie ścisnęło w dołku. Chyba wreszcie dotarło do mnie, że nie będzie to egzotyczna przygoda, która błyskawicznie przyniesie mi spory dochód. Schwytanie Morelliego naprawdę wyglądało na trudne, a już zaciągnięcia go przed sąd w ogóle nie mogłam sobie wyobrazić. To fakt, że za nim nie przepadałam, ale moja niechęć do Joego nie była aż tak wielka, bym z radością myślała o wsadzeniu go na resztę życia za kratki.

– I co, nadal masz zamiar go szukać? – zapytał „Leśnik”.

Nie odpowiedziałam.

– Jeśli nie ty, to zajmie się tym ktoś i

– A ty w niego wierzysz?

– Chroni nas przed anarchią.

– Za Morelliego można zgarnąć duże honorarium. Jeśli jesteś taki dobry, i to dlaczego Vi

– Pewnie miał swoje powody.

– Czy jest coś jeszcze, co powi

– Jeśli faktycznie zależy ci na zdobyciu tego honorarium, musisz najpierw odnaleźć faceta. Krążą plotki, że sąd i policja nie należą do jego największych zmartwień.

– Mam przez to rozumieć, że ktoś wydał na niego wyrok?

„Leśnik” wyciągnął dwa palce, jakby to była lufa rewolweru.

– Bach!

– Można wierzyć tym plotkom?

Wzruszył ramionami.

– Powtarzam tylko to, co słyszałem.

– Robi się coraz bardziej śmierdzące – oznajmiłam cicho.

– Na to też ci nie wolno zwracać uwagi. Masz robić swoje: odnaleźć faceta i postawić go przed sądem.

– Sądzisz, że temu podołam?

– Nie.

Gdyby próbował mnie odwieźć od tej roboty, powiedziałby co i

– Czy mogę zatem liczyć na twoją pomoc?

– Tak długo, dopóki zachowasz to w tajemnicy. Wolałbym, żeby nikt nawet przez sekundę nie posądzał mnie o uczy

Przytaknęłam ruchem głowy.

– Zgoda. Od czego zaczynamy?

– Najpierw przydałoby się zdobyć trochę wyposażenia. Tymczasem będę musiał ci przybliżyć najważniejsze przepisy prawa.

– Mam nadzieję, że to wszystko nie będzie zbyt kosztowne.

– No cóż, za mój czas i wiadomości nie zapłacisz ani grosza, bo mi się spodobałaś. Poza tym zawsze marzyłem o odegraniu roli profesora Higginsa. Ale para kajdanek kosztuje czterdzieści dolarów. Masz kartę kredytową?

Niemal już zapomniałam, jak ona wygląda. Jednemu z sąsiadów odsprzedałam prawie całą swoją biżuterię i nowiutką kanapę z saloniku, żeby uregulować debet z karty kredytowej. Resztę ce

Teraz jednak doszłam do wniosku, że tych drobnych pewnie by nawet nie starczyło na solidne szyny.

– Mam odłożonych parę groszy – powiedziałam.

Rzuciłam dużą, czarną skórzaną torbę na podłogę i ciężko opadłam na krzesło przy stole w jadalni rodziców. Wszyscy, to znaczy ojciec, mama i babcia Mazurowa czekali z niecierpliwością na moją relację ze spotkania z Vi