Страница 28 из 56
VII
Weszła salowa i spytała, co mam ochotę zjeść dziś wieczorem.
– Są ryżowe pierożki z sezamem i błyskawiczna zupa z makaronem Mistrza Kanga – oznajmiła. – Chcesz umyć twarz? Może przynieść ci ciepłej wody?
Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na stojącą obok mojego łóżka kobietę po czterdziestce, o wystających kościach policzkowych i rumianej twarzy. Ubrana w rdzawoczerwoną płócie
– Czemu to ty jesteś moją pielęgniarką? – spytałam. – I dlaczego wszyscy oprócz mnie mają na sobie takie same ubrania?
– Ja też jestem pacjentką – odparła.
– Też na odwyku?
Jej wargi powoli rozchyliły się w uśmiechu.
– Nie wiesz, co to za szpital? – spytała.
– To znaczy? To jest klinika odwykowa, nie?
Zakołysała się na boki, po czym pochyliła się w moją stronę i oznajmiła konfidencjonalnym tonem:
– Wszyscy tu jesteśmy psychicznie chorzy i każde z nas zrobiło coś złego.
– Chorzy? A co ty złego zrobiłaś?
Spojrzała mi w oczy i rzekła:
– Zabiłam ojca mojego męża.
– Zabiłaś człowieka? Dlaczego?
– Bo ciągle się na mnie wydzierał. Więc dosypałam mu do zupy środka owadobójczego.
Moją zbrodnią był nałóg narkotykowy i bycie koszmarem dla mojego ojca. Najpierw zużyłam wszystkie swoje siły, by zdobyć miłość i alkohol, a potem złożyłam swoje ciało na ołtarzu heroiny. Zawsze uważałam, że to wszystko dlatego, że jestem samotna i szalona. Ojciec przyprowadził mnie tutaj po południu. Moje reakcje były w widoczny sposób spowolnione, ponieważ znajdowałam się już pod wpływem leków i sądziłam, że nie jestem w stanie jasno myśleć, lecz mimo to przeraziło mnie to, co zobaczyłam. Stwierdziłam, że partia komunistyczna, czyli także mój ojciec, jest naprawdę surowa – wsadzają narkomanów, którzy chcą się odtruć, razem z psychicznie chorymi mordercami, żeby wszyscy leczyli się razem. Ktokolwiek zdoła zwalczyć nałóg w takich warunkach, z pewnością nie zechce już do niego wrócić. Kiedy porównywałam się z i
W czasie pierwszych, najtrudniejszych do zniesienia siedemdziesięciu dwóch godzin lekarze nie próbowali stosować terapii szokowej z uwagi na moją ciężką astmę. Podłączyli mnie do jakiejś kroplówki, która dawała niezłego kopa, więc co jaki czas, gdy nikt nie patrzył, przyśpieszałam ją. Codzie
Raz, kiedy prowadziła mnie do łazienki, jakaś pacjentka powiedziała: „Popatrz tylko na siebie! Jak ty wyglądasz? Kiedy stąd wyjdziesz, chyba nie zaczniesz znowu ćpać, co?”
Sala była ogromna, a w jej obrębie znajdowało się jeszcze jedno wielkie pomieszczenie – sypialnia dla chorych psychicznie oraz skierowanych na przymusowe leczenie narkomanów. Było tam całe morze łóżek, wszystkie poprzykrywane śnieżnobiałymi kocami. Rzędy koców przypominały sterty czasopism – przywodziły mi na myśl pekińskie undergroundowe magazyny o sztuce w białych okładkach. W jeszcze i
Blade, zimowe światło niekiedy zabarwiało się cytrynową żółcią. Pacjenci grali w karty albo siedzieli w słońcu i pruli stare dzianiny. Tak spędzali dzień, od czasu do czasu gawędząc z lekarzami; ich głosy przypominały ptasi szczebiot. Obserwowałam ich z mojego pokoju; wszystko wyglądało tak spokojnie. Po obiedzie śpiewali chórem piosenki – były to obowiązkowe zajęcia. Wybierali stare przeboje, takie jak Na pekińskim Złotym Wzgórzu, albo popularne piosenki hongkońskie czy tajwańskie, jak Przechadzając się wdzięcznie czy Dziękuję ci za twoją miłość, przynoszone przez nowych narkomanów, których nieprzerwany strumień wciąż napływał do kliniki. Zapisywali słowa na niedużej tablicy, tak by i
Siedziałam jak kretynka, naszpikowana lekarstwami, pacjenci grali w karty w blasku słońca, a główne drzwi pozostawały szczelnie zaryglowane. Utrata kontroli nad własnym życiem była tak prosta, oczywista i bez ogródek, jak zima w tym mieście, która snuła lodowato swoje mordercze plany. Czułam pustkę w głowie i sądzę, że nie był to wyłącznie skutek lekarstw. Po tym, jak wiele razy dzie
Pozwolono mi zatelefonować do ojca. „Tatusiu, wszystko w porządku, ale potrzebne mi lusterko. Zabrali mi moje lusterko, chcę, żeby mi je oddali”.
Moja lekarka wezwała mnie do gabinetu i wyjaśniła:
– Nie pozwalamy wam trzymać lusterek, żebyście nie zrobili krzywdy sobie albo i
Tamtego wieczoru w łazience podeszła do mnie jakaś pacjentka i zapytała nieśmiało:
– Czy mogłabyś pożyczyć nam swoje lusterko na trochę? Tylko na chwilkę, zaraz oddamy.
Popatrzyłam na nią i powiedziałam:
– Dobra, mogę ci pożyczyć na pięć minut.
Dałam jej lusterko wielkości dłoni, a potem wszyscy po kolei przeglądali się w nim. Tamtego wieczoru w ogóle nie czułam się samotna. Kobieta, która poprosiła mnie o lusterko, patrzyła na swoje odbicie najdłużej. I
– Jesteś dziewicą? – spytałam ją. – Nic dziwnego, że tak młodo wyglądasz.
– Nie jestem już taka młoda. Jestem stara, bardzo stara.
Na dźwięk słów „stara, bardzo stara” rozpłakałam się. Kiedy się odstawia narkotyki, ma się skło
– Jak tu trafiłaś?
Milczała. Ktoś powiedział, że ta kobieta zrobiła okropną rzecz: zabiła wszystkie dzieci swojej starszej siostry.
– Wielkie nieba! – krzyknęłam, lecz kobieta wciąż przeglądała się w lusterku i głaskała swoją twarz, jakby nic nie słyszała.
– Myślała, że to demony i pozabijała je – rzekł ktoś i
– Zrobiła to, bo siostra nie najlepiej ją traktowała.
Zabrałam lusterko. Całą noc spędziłam na rozmyślaniach o tym, dlaczego ludzie wariują – niektórzy aż tak, że popełniają morderstwa – i dlaczego nie zabiera się ich do szpitala i nie leczy, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli. Leżąc w blasku księżyca, doszłam do wniosku, że mam szczęście w życiu. Nie byłam obłąkana, byłam tylko małą tchórzliwą myszką, albo, jak mawiał mój ojciec, grzeczną dziewczynką, która się zgubiła.
Dostawałam takie samo jedzenie jak wszyscy, lecz nawet nie próbowałam tego czegoś przełknąć. Wolno mi było jednak prosić lekarzy o pomoc – znosili mi paczkowane jedzenie ze szpitalnego sklepiku. Moja pielęgniarka codzie
– Ona zabiła swojego teścia, więc nikt z rodziny nigdy jej nie odwiedził, nie płacą też rachunków za szpital. Dlatego pracuje jako salowa, na dodatek codzie
Miałam wrażenie, że lubi pracować. Kiedy się krzątała, wyglądała na zadowoloną.
– Tylko w ten sposób może zarobić tyle, żeby wystarczyło jej na życie – dodała i
Zauważyłam, że ktoś stoi twarzą do ściany – była to ta dziewica. Podeszłam do niej i stanęłam obok. Patrzyła na swoje stopy i nie odwróciła się w moją stronę. Ktoś powiedział: „Znowu ma karę, bo wariuje i opowiada, że kierownik personelu jest jej mężem”.
Jedną z kobiet wezwano do biura. Słyszałam, jak wychowawca ją wypytuje: „Ukradłaś coś pacjentowi na odwyku. Co to było?” Po chwili usłyszałam, jak ona powtarza raz po raz: „Pikle, jabłka, banany, jabłka, pikle”.
W końcu nadszedł dzień zwolnienia mnie z ośrodka. Podziękowałam wszystkim i poprosiłam ojca, żeby dał lekarzom sto juanów. „Proszę wydać te pieniądze na potrzeby mojej salowej, chciałam podziękować jej za pomoc”.
Za drugim razem, gdy ojciec zawiózł mnie do kliniki, byłam łysa, miałam rozwalone oko i byłam obrzydliwie chuda. Ledwie poznawałam samą siebie. Któż by się spodziewał, że gdy zbliżę się do wielkich, zamkniętych drzwi oddziału, jakaś kobieta zawoła mnie po imieniu i krzyknie: „Wróciła! Wróciła! Tym razem straciła wszystkie włosy!”
Po raz drugi ojciec powiedział lekarzom:
– Moja córka to dobre dziecko, tylko trochę uparte. To nasza wina, i jesteśmy gotowi za to zapłacić.
– Bardzo nas poruszyły słowa twojego ojca – oświadczyła lekarka. – Chciałabym, żebyś się nad nimi zastanowiła.