Страница 45 из 56
– Jak ci poszło u Stivy? – zapytała.
– Dobrze. Pomogłam mu zamknąć zakład i odwiozłam go do domu.
– Trudno mu pewnie prowadzić z tym zranionym nadgarstkiem. Słyszałam, że założyli mu dwadzieścia trzy szwy.
Wyjęłam z lodówki szynkę i ser.
– Daj, zrobię ci kanapkę – powiedziała matka, a wziąwszy ode mnie szynkę i ser sięgnęła po bochenek żytniego chleba.
– Dam sobie radę – powiedziałam.
Matka wyjęła z szuflady swój ulubiony nóż.
– Nigdy nie potrafisz cienko pokroić szynki.
Zrobiła dla nas obu po kanapce, nalała po szklance mleka i usiadłyśmy przy stole.
– Mogłaś go zaprosić na kanapkę – powiedziała matka.
– Kogo, Spira?
– Joego Morellego.
Matka zawsze potrafiła mnie czymś zaskoczyć.
– Dawniej pogoniłabyś go z domu tym nożem.
– Zmienił się.
Wgryzłam się w kanapkę.
– On mi też to mówi.
– Słyszałam, że niezły z niego policjant.
– Dobry policjant to jeszcze niekoniecznie dobry człowiek.
Obudziłam się i zdezorientowana wpatrywałam się w sufit, który codzie
– Jeśli zaraz nie wejdę do łazienki, trzeba będzie sprzątać w korytarzu. Czuję, jak przechodzi przeze mnie wczorajsza kolacja.
Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Ojciec wymamrotał coś niezrozumiale. Powieka natychmiast zaczęła mi pulsować i musiałam ją zacisnąć. Prawym okiem zerknęłam na budzik przy łóżku. Wpół do ósmej. Cholera. Chciałam trochę wcześniej podjechać po Spira. Wyskoczyłam z łóżka i przerzuciłam koszyk w poszukiwaniu czystych spodni i koszuli. Przeczesałam szczotką włosy, złapałam torebkę i wypadłam na korytarz.
– Babciu! – krzyknęłam przez drzwi. – Długo tam jeszcze będziesz?
– A czy w lasach rosną drzewa? – odkrzyknęła.
No dobrze, mogłam się jeszcze obyć te pół godziny bez łazienki. W końcu wstaję zazwyczaj o dziewiątej, mam więc jeszcze półtorej godziny zapasu.
Matka przydybała mnie z kurtką w ręku.
– Dokąd się wybierasz? – zapytała. – Nie jadłaś przecież śniadania.
– Obiecałam Spirowi, że go podrzucę do pracy.
– Spiro może poczekać. Zmarli nie będą mieli nic przeciwko temu, jeśli spóźni się piętnaście minut. Chodź, zjesz śniadanie.
– Nie mam czasu.
– Zrobiłam smaczną owsiankę. Już stoi na stole. Nalałam ci też soku. – Popatrzyła na moje buty. – A to co znowu za buciory?
– Martensy.
– Twój ojciec chodził w czymś takim w wojsku.
– To wspaniałe buty – powiedziałam. – Uwielbiam je. Wszyscy teraz takie noszą.
– Pa
Przyłożyłam rękę do lewego oka.
– Co ci się stało w oko? – dopytywała się matka.
– Pulsuje mi powieka.
– Stałaś się zbyt nerwowa. To przez tę pracę. Popatrz tylko, w jakim pośpiechu wybiegasz z domu. A co tu masz przy pasku?
– Spray z pieprzem.
– Twoja siostra Valerie nie nosi na pasku takich rzeczy.
Spojrzałam na zegarek. Gdybym błyskawicznie pochłonęła śniadanie, może bym zdążyła na ósmą do Spira.
Przy stole siedział już pochłonięty gazetą ojciec i popijał kawę.
– Jak się jeździ buickiem? – zapytał. – Sprawdzasz go w ekstremalnych warunkach?
– Buick jest bez zarzutu. Jeździ jak trzeba.
Wychyliłam sok i spróbowałam owsianki. Czegoś jej brakowało. Może czekolady. A może lodów. Dodałam trzy łyżeczki cukru i trochę mleka.
Babcia Mazurowa usiadła do stołu.
– Ręka mnie już nie boli – oznajmiła. – Za to głowa mi pęka.
– Powi
– Odpocznę sobie u Clary. Wyglądam jak straszydło. Zupełnie nie wiem, co się stało z moim włosami.
– Jeśli nie wyjdziesz z domu, nikt cię taką nie zobaczy – nie dawałam za wygraną.
– A jeśli ktoś do nas przyjdzie? Na przykład ten miły chłopak od Morellich? Myślisz, że chciałabym, żeby mnie zobaczył w tym stanie? A poza tym mam jeszcze bandaż na ręce i wszyscy o mnie mówią. Nie co dzień napadają kogoś przed piekarnią.
– Muszę najpierw załatwić kilka spraw, ale potem wrócę i zawiozę cię do Clary – obiecałam babci. – Tylko proszę, nie wychodź beze mnie!
Połknęłam resztę owsianki i wychyliłam pół filiżanki kawy. Złapałam kurtkę i torebkę i wybiegłam do przedpokoju. Miałam już rękę na klamce, kiedy zadzwonił telefon.
– To do ciebie – powiedziała matka. - Dzwoni Vi
– Nie chcę z nim rozmawiać. Powiedz mu, że już wyszłam.
Kiedy wjechałam w aleję Hamiltona, zabrzęczał telefon komórkowy.
– Powi
– Słabo cię słyszę… To chyba jakieś zakłócenia.
– Przestań mi wciskać kit o zakłóceniach.
Zaczęłam pikać i trzeszczeć do słuchawki.
– Na to też się nie dam nabrać. Masz mi się tutaj zjawić dziś przed południem.
Przed domem Spira nie zauważyłam Morellego, ale przyjęłam jako pewnik, że czuwa gdzieś w pobliżu. Na parkingu stały dwie furgonetki i ciężarówka. Morelli mógł się schować w którejś z nich.
Zabrałam Spira i ruszyłam w kierunku domu pogrzebowego. Kiedy zatrzymałam się przed światłami na skrzyżowaniu alei Hamiltona z ulicą Grossa,oboje spojrzeliśmy na stację Delia.
– Może powi
– O co?
– O tę ciężarówkę do przewozu mebli. Tak na wszelki wypadek. Byłoby nawet zabawnie, gdyby okazało się, że to Moogey ukradł trumny.
Miałam dwie możliwości. Mogłam go podręczyć i powiedzieć, że to nie ma sensu i lepiej zająć się własnymi sprawami, po czym po prostu minąć stację. Mogłam też spełnić życzenie Spira i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Dręczenie Spira miało swój nieodparty urok, ale zawierzyłam instynktowi, który kazał mi posłuchać go i skręcić na stację.
Warsztat był otwarty, co najprawdopodobniej oznaczało, że Sandeman przyszedł już do pracy. No i cóż z tego. W porównaniu z Ke
Cubby wyprostował się na widok Spira. Wprawdzie młody Stiva był po prostu sukinsynem, ale mimo wszystko reprezentował „Dom Pogrzebowy Stivy”, który przynosił stacji sporo wpływów. Wszystkie karawany Stivy naprawiano i tankowano u Delia.
– Słyszałem o twojej ręce – powiedział Cubby do Spira. – Co za idiotyczna historia. O ile wiem, przyjaźniłeś się z Ke
Spiro machnął ręką dając mu do zrozumienia, że cały ten incydent w ogóle go już nie obchodzi. Obrócił się na pięcie i wyjrzał przez okno w stronę ciężarówki stojącej przed warsztatem.
– Chciałem cię zapytać o tę ciężarówkę z firmy „Macko”. Czy firma jest waszym stałym klientem? Ten wóz przyjeżdża tu regularnie do przeglądu?
– Tak. „Macko” to nasz stały klient, tak jak ty. Mają dwie ciężarówki i obydwie obsługujemy.
– Kto je zwykle przywozi? Ten sam człowiek?
– Zazwyczaj robi to Bucky albo Biggy. Jeżdżą u „Macka” od lat. A o co chodzi? Chcesz może przewieźć jakieś meble?
– Zastanawiam się nad tym – odparł Spiro.
– To dobra firma. Rodzi
Spiro wepchnął okaleczoną rękę pod kurtkę. Mały człowieczek wciąż starał się naśladować Napoleona.
– Widzę, że nie znalazłeś nikogo na miejsce Moogeya.
– Miałem już takiego jednego na oku, ale nie wyszło. Moogeya trudno zastąpić. Mogłem go tu zostawić samego i w ogóle się nie pokazywać. Mogłem sobie spokojnie brać co tydzień dzień wolnego. Nawet kiedy postrzelili go w kolano, wciąż przychodził do pracy i zawsze można było na nim polegać.
Zdawało mi się, że i ja i Spiro pomyśleliśmy o tym samym. W jeden z takich „samodzielnych dni” Moogey mógł sobie pożyczyć ciężarówkę. Oczywiście ktoś i
– Trudno o dobrego pomocnika – stwierdził Spiro. – Wiem coś o tym.
– Mam dobrego mechanika – powiedział Cubby. – Sandeman chodzi wprawdzie własnymi ścieżkami, ale to piekielnie dobry mechanik. Reszta personelu może się zmieniać. W końcu do zmiany koła czy wlania benzyny nie potrzeba mi fizyka jądrowego. Gdybym tylko znalazł kogoś do pracy w biurze, byłbym ustawiony.
Spiro wymienił jeszcze kilka uprzejmości i wyszedł z kantorka.
– Znasz kogoś z tych, co tu pracują? – zapytał mnie.
– Rozmawiałam z Sandemanem. Niezbyt przyjemny typ. Szprycuje się od czasu do czasu narkotykami.
– Dobrze go znasz?
– Nie należę do kręgu jego przyjaciół.
Spiro popatrzył na moje stopy.
– Może to przez te twoje martensy?
Otworzyłam drzwi buicka.
– Masz ochotę coś jeszcze skomentować? Może teraz kilka słów na temat samochodu?
Spiro obrócił się na siedzeniu.
– O cholera. Niezła bryka. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o samochody, masz niezły gust.
Podwiozłam Spira pod dom pogrzebowy. Systemy alarmowe były nienaruszone. Pobieżnie obejrzeliśmy dwóch klientów, którzy spędzili noc w budynku, i uznaliśmy, że obaj mają wszystko na swoim miejscu. Umówiłam się ze Spirem, że przyjadę po niego wieczorem. Jeśliby czegoś potrzebował w ciągu dnia, to do mnie zadzwoni.
Żałowałam, że nie mogę go śledzić. Podejrzewałam, że teraz pójdzie tropem, który mu podrzuciłam i kto wie, co jeszcze uda mu się znaleźć. Co więcej, gdyby Spiro zaczął się ruszać, mógłby za nim podążyć i Ke
Zaczęłam odczuwać w pęcherzu kawę, którą wypiłam na śniadanie, więc postanowiłam wrócić do rodziców, gdzie mogłam skorzystać z łazienki. Wezmę prysznic i przemyślę kwestię samochodu. Potem odwiozę babcię do Clary na remont fryzury.
Kiedy wróciłam do domu, łazienkę okupował ojciec, a matka kroiła w kuchni warzywa na zupę minestrone.